|
Skład: Oskar Kaleva - śpiew; Dixxi - gitara prowadząca; Joel Eliasson - gitara rytmiczna; Olof Oljelund - gitara basowa; Benjamin Boräng - perkusja
Produkcja: Richard Bengtsson
Innocent Rosie pochodzą ze Szwecji, więc niech nikt mnie nawet nie pyta, co grają, bo co by to nie było, musi być sleaze rockiem ;). A tak bardziej serio, to wcale nie jest zarzut, że tyle zespołów z tego skandynawskiego kraju deklaruje fascynację tym gatunkiem. By klasyczne Nasty Idols, bardziej świeże Crashdïet i jeszcze świeższe Crazy Lixx wspomnieć. Innocent Rosie powstali w 2005 roku, a dwa lata później dorobili się nagrań demo. Bad Habit Romance to ich pierwsza płyta i od samego początku słychać, jakie były inspiracje młodych Szwedów.
Bitter Cocktail to idealny miks tego, co najbardziej charakterystyczne w amerykańskim sleaze rocku i hard rocku bez żadnych udziwnień. Słyszę tutaj i Faster Pussycat i Guns N' Roses, a nawet Skid Row z okresu Slave To The Grind. Solówka, mimo że prosta, jest tak cholernie melodyjna, iż mam wrażenie, że nie wymyślano jej na poczekaniu, tylko stanowi przemyślane dopełnienie kompozycji. Świetny początek. Knock Me Out to również mocny numer, a Oskar Kaleva w dalszym ciągu śpiewa pod Taimiego Downe z Fasterów. Gitary podrasowano w refrenie kaczuszką, co oczywiście zwiększa 'czadowość' ścieżki. Muzyka bez lukru i bez ściemy. A na pozycji trzeciej jeden z moich faworytów. Animal zagrany jest z iście zwierzęcą siłą, ale to można odnieść do prawie każdej kompozycji na debiutanckim krążku Szwedów. Refren kontrastuje tutaj nieco ze zwrotką, gdyż ta jest jakby wyjęta z ostatniego albumu Mötley Crüe. A sam refren? To już melodyjne rozbujane sleazowe granie. W zasadzie nic nowego, wszystko to już było, ale takich kawałków obecnie jest w sleaze rocku jak na lekarstwo. W Let A Memory Die Oskar próbuje podrobić Axla i wychodzi mu to całkiem nieźle. Co ciekawe, kawałki mimo pewnego schematu nie zlewają się w jedną bezkształtną masę. Raczej wszystko układa się w zbiór zgrabnych melodyjnych utworów. Spokojny początek Bad Habit Romance to tylko taka zmyła, bo dalej mamy do czynienia z podobnym graniem jak we wcześniejszych kompozycjach. Zastanawia mnie, skąd chłopaki brali tyle pomysłów na kawałki. Bo refren tak wbija się pamięć, że nie chce opuścić łba nawet po trzykrotnym płukaniu alkoholem ;). "The only one I blame is me cos I got a bad habit romance for debauchery". Ten fragment refrenu idealnie oddaje specyfikę muzyki Szwedów. Sextalkin' to coś pod Guns N' Roses, lecz równie dobrze można by przypisać ten styl Britney Fox czy Mötley Crüe. Dodano tu honky tonk pianinko i wszystko gra. I'm A Vibe niczym szczególnym się nie wyróżnia, chociaż naturalnie żadnym gniotem nie jest. Po prostu dokładnie to samo granie co wcześniej i ciężko się do czegoś przyczepić. Może i sprawia wrażenie deja-vu, no ale co z tego? Fillerem na pewno nie jest. Wasteland mógłby być zwyczajnym kawałkiem hard rockowym, gdyby inaczej dopasowano wokale, bo one tutaj stanowią, że grupa brzmi sleazowo. Ale na przykład taka solówka... ileż w tym polotu, a i całkiem niezłe technicznie granie. W Shine, Shine, Shine zespół trochę się uspakaja, ale wokalista nie. Daje to efekt niezbyt przemyślany. Takie Dogs D'amour na sterydach, ale muszę przy okazji o czymś wspomnieć. Otóż na tle ostatniego dzieła Nasty Idols, debiut Innocent Rosie to prawdziwy dynamit i nawet ten kawałek bije na głowę wszystko, co pokazali w tym roku ich bardziej doświadczeni muzycznie rodacy. W Don't Drag Me Down użyto harmonijki ustnej oraz ponownie pianinka. Wszystko fajnie, ale chyba wolę jednak Dogs D'amour na sterydach ;). I'll Get Rich rusza z heavy metalowym riffem. Jest ostro i jest między oczy. Czyli tak jak powinno. Wokalnie niemal identycznie co Faster Pussycat gdzieś z okresu Wake Me When It's Over, co dla mnie jest wielkim plusem, gdyż uwielbiam ekipę Taimiego. A na koniec coś nietypowego. Left Alone to po prostu heavy metal z typowymi dla tego gatunku partiami gitarami i generalnie niezłym czadem. Gdyby nie sleazowy wokal, to kawałek zupełnie by odstawał od reszty. Choć z drugiej strony Bad Habit Romance to nie jest lekka płyta, więc miłośnicy metalu też mogą po nią sięgnąć (o ile oczywiście metal nie kończy się dla nich na Iron Maiden).
Jak niewiele brakowało, żebym przez swoją zwyczajową ignorancję pominął to wydawnictwo. Z reguły nie słucham płyt nowych wykonawców, gdyż uważam, że nic nowego nie zaprezentują, a nie każdy ma taką charyzmę, by wnieść jakiś osobisty rys do dobrze znanych schematów. Jak się jednak okazuje, najważniejsze są same kawałki, a te zaprezentowane przez pięciu Szwedów to po prostu doskonałe, żywiołowe kompozycje. Jak dla mnie to najlepszy debiut hard rockowy od czasu jedynki Crashdïet i jedna z najlepszych płyt tego roku. Jeśli ktoś lubi Faster Pussycat, L.A. Guns, Crashdïet, Guns N' Roses, Skid Row, Dangerous Toys czy Mötley Crüe, ten krążek jest dla niego. Nie wiem ile nam przyjdzie czekać na tak dobry sleazowy i w ogóle hard rockowy album nowego wykonawcy.
Oficjalna strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/innocentrosie
LSDisease kwiecień 2009
|