Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

INDUKTI - Idmen [2009]
Wydawca: InsideOut / SPV

  1. Sansara
  2. Tusan Homichi Tuvota
  3. Sunken Bell
  4. And Who's the God Now?!
  5. Indukted
  6. Aemaet
  7. Nemesis Voices
  8. Ninth Wave
Idmen

Skład: Ewa Jabłońska - skrzypce; Maciej Jaśkiewicz - gitara; Piotr Kocimski - gitara; Andrzej Kaczyński - gitara basowa; Wawrzyniec Dramowicz - perkusja
Gościnnie: Nils Frykdahl - śpiew w [2]; Maciej Taff - śpiew w [4]; Michael Luginbuehl - śpiew w [7]; Marta Maślanka - cymbały; Robert Majewski - trąbka

Produkcja: Tomasza Rogula

Czy to rock progresywny? Czy podkreślony tym samym przymiotnikiem metal? Prawdę mówiąc wydaje mi się totalnym nieporozumieniem umiejscawiać ogół twórczości Indukti, w którymkolwiek z tych muzycznych regałów. Z tym większym przekonaniem używam tych słów po świeżo odbytej podróży ku dźwiękom, które utwierdziły mnie w przekonaniu, czemu poświęcam muzyce dwadzieścia trzy godziny każdej doby. Być może kres podobnych dylematów nastanie u większej ilości osób, które zainwestują w bilet z napisem Idmen.

Drugi krążek tego warszawskiego zespołu rozpoczyna się ośmiominutowym utworem Sansara. Tę kombinację mocnych riffów i nieprzyzwoicie ciężkiej perkusji delikatnie łagodzą skrzypce Ewy Jabłońskiej. Tym niemniej utwór ten łagodności w sobie ma niewiele i prowadzony zaznaczonymi na wstępie ciężkimi riffami właściwie ciągnie się w tym tempie przez większość czasu, z tylko ledwie odczuwalnymi zwrotami ku skrzypcom i wtrąconym, niegroźnym samplom. Sansara gładkiego kształtu nabiera pod koniec, kiedy dominację nad instrumentami przejmują skrzypce oraz melodie uśmiechające się w stronę orientu. A być może to nie inspiracja orientem, a po prostu naturalne oblicze Indukti, gdyż kolejny utwór pt. Tusan Homichi Tuvota również utrzymany jest w podobnej atmosferze. Tutaj pojawia się wokal Nilsa Frykdahla, choć w pierwszym momencie myślałem, że to udobruchany Taff. W tym zdradliwym utworze nastrój porządku załamuje się dwukrotnie, drastycznie rozkręcając się ku meandrom psychodelii zaciekle walczącej z rockowymi riffami. Dwu i pół minutowy Sunken Bell to wędrówka ku plemiennej egzotyce umiejscowionej na grubych niciach transu, za co najpewniej odpowiadają bębniarz Wawrzyniec Dramowicz i człowiek od “spraw etnicznych”, Piotr Kocimski. Numer ten stanowi idealne przejście do następnego kawalka pt. …And Who’s The God Now?! rozpoczynającego się od bębnów, znanych choćby z fragmentów Roots Sepultury. Właśnie w tym nagraniu pojawia się przywołany przeze mnie wcześniej Taff. Jego bogaty wokal sprawia wrażenie, jakby dryfował na niespokojnym oceanie muzyki. Indukti na Idmen gra, zaiste ponad klasyfikacjami. I choć Taff uczynił w dużym stopniu z tego utworu kolejny kawałek Rootwater (nawet basówka Andrzeja Kaczyńskiego w pewnym momencie brzmi jak u Heinricha), to trudno nie dostrzec suwerennych walorów tej części płyty. A sama końcówka …And Who’s The God Now?! to trudne do artykulacji święto okrzyków i panicznie rozstrojny sygnał, które w parze brzmią nad wyraz efektownie. Indukted, tak jak Sansara, otwiera mocna kombinacja współpracy Dramowicza z Jaśkiewiczem, tyle że tutaj więcej z siebie oddał bębniarz, którego kocioł wyraźnie panujący nad fajnymi pomysłami gitarzystów towarzyszy przez pierwszą część utworu. W kolejnej z Indukted dzieją się rzeczy dziwne. Dźwięk wyraźnie traci kształt, a to wyhamowując, a to bezczelnie przyspieszając, by ostatecznie przybrać dzwiny, plemienny rytm. Od tej muzycznej rozmaitości absolutnie nie odstaje Aemaet, szósty utwór z Idmen. Zresztą też ciężki i szybki, a tu i ówdzie jak z początków Toola, czyli bez zbytniego kombinowania, a w najlepszej formie technicznej. Panowie z Indukti (bo Pani w Aemaet jest najmniej), chyba chcieli zasygnalizować swoje nieprzeciętne umiejętności wyprzedzając się w licznych zagrywkach. Aemaet w całości nie jest oczyszczony z różnych, “induktowskich” zejść, ale chyba najlepiej słucha się go właśnie przy mocniejszym obliczu. Przy niepozornie rozkręcającym się Nemesis Voices pojawia się trzeci zaproszony wokalista, Michael Luginbuehl. Po świeżej dawce agresywnej muzyki z Aemaet kompozycja ta wypada spokojnie (a może i trochę sennie?), gdzie delikatny głos wspomnianego wokalisty wkrada się pomiędzy pełne liryki struny Ewy Jabłońskiej. Idmen zakańcza najdłuższy na płycie, jedenasto i pół minutowy Ninth Wave. W tym melancholijno romantycznym utworze otwarcie górę biorą dźwięki wydobywane z trąbki niejakiego Roberta Majewskiego. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że tak jak przy …And Who’s The God Now?! Indukti tworzy tylko kontekst do właściwiej części utworu. A przynajmniej jest tak do momentu, kiedy ponownie o sobie dają znać gitarzyści z kolejną porcją rockowych partii, nieco drażniących malowniczy ton nakreślony przez Majewskiego. W końcówce obie te grupy dźwiękowe mieszają się ze sobą czyniąc w efekcie wyraźną puentę dla Idmen.

Bo jest to album bez wątpliwości z całym mnóstwem różnych wpływów, przetasowań, możliwości technicznych zespołu, improwizacji jak i ustępstw. Może Indukti zbyt ryzykowanie oddaje kawałki swojej muzyki zaproszonym gościom, ale czy owi goście udzielając się na Idmen nie stają się jego częścią, a zatem i częścią całego Indukti? W finale, bez przebierania w słowach - Idmen to wyśmienity, wypełniony najlepszą muzyką album.

Oficjalna strona zespołu: www.indukti.com

Robert Bronson
lipiec 2009

arktyka.wordpress.com