Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

ICON - Right Between The Eyes [1989]
Wydawca: Atlantic / Megaforce

  1. Right Between The Eyes
  2. Two For The Road
  3. Taking My Breath Away
  4. A Far Cry
  5. In Your Eyes
  6. Holy Man's War
  7. Bad Times
  8. Double Life
  9. Forever Young
  10. Running Under Fire
  11. Peace & Love
Right Between The Eyes

Skład: Jerry Harrison - śpiew; Dan Wexler - gitara; Drew Bollman - gitara; Pat Dixon - perkusja; Tracy Wallach - gitara basowa

Produkcja: Dan Wexler

Dzięki takim płytom słucham hardrocka. Tytuł płyty jest całkowicie adekwatny do jej zawartości. Po prostu strzał między oczy i od początku płyty nie można się podnieść. Nie wiem jak Wy, ale ja po pierwszym przesłuchaniu byłem znokautowany... I to długo. Zacznijmy od początku. Icon nagrywał płyty od 1984 roku, a Right Between The Eyes jest ich trzecim w sumie albumem, a drugim z Jerrym Harrisonem na wokalu. Na albumach z poprzednim wokalistą zespół grał bardziej heavy, w stylu Leatherwolf, jednak zarówno na "Right..." jak i na poprzedniczce More Perfect Union zawarty jest amerykański melodyjny metal, bardzo głośny, bombastyczny, z ogromną dawką melodii.

Gdybym miał określić brzmienie zespołu to porównałbym ich do Kane'a Robertsa z płyty Saints And Sinners. Jedyne co może zrazić do tej płyty to wokal, który określiłbym jako 3 razy bardziej rozkrzyczanego Terry'ego Illousa (oczywiście z czasów dwóch pierwszych płyt XYZ) z domieszką Bernharda Weissa z Axxis. Wokal jest bardzo ostry, szorstki, dość mało wyraźn, ale nadaje muzyce Icon ten rodzaj agresywności, która w połączeniu z olbrzymią melodyjnością płyty daje wybuchową mieszankę. Ja zaliczam Harrisona do absolutnych atutów tej płyty. Prawda jest taka, że nie ma drugiego takiego wokalisty. Największym i bezdyskusyjnym atutem tego krążka jest praca, jaką na nim wykonał gitarzysta Dan Wexler. Solówki tutaj są po prostu mistrzowskie, melodyjne, jednak zagrane z dużą dawką zwariowanej wirtuozerii. Jestem przekonany o tym, że każdy maniak gitarowego grania doceni ten składnik albumu. Płyta jest też pełna riffów i tych małych solówek umieszczonych w środku piosenek, każdy utwór to po prostu ich kopalnia. Dużym plusem tutaj są też teksty. Na płycie znalazło się kilka moich osobistych faworytów, piosenek które po prostu kocham. I tak najlepszym kawałkiem na płycie jest A Far Cry. Co to za numer... tego tak naprawdę nie da się opisać. Refren to absolutne arcydzieło, huragam dźwięków, pełny harmonii i chóralnego śpiewu, słowem kwintesencja hairmetalu. Dla mnie absolutny numer jeden na pełnym udanych piosenek krążku, jedna z najlepszych piosenek w ogóle i nie ma w tym żadnej przesady. In Your Eyes oceniam niemal tak samo. Równie powalający refren, fantastyczna solówka, kolejny utwór, od którego nie można się oderwać. Trzeba jeszcze dodać, że jest to jeden z dwóch wolniejszych utworów na płycie, utrzymany w średnim tempie. Bardzo udaną piosenką jest drugi wolniejszy numer Forever Young (nie, nie jest to przeróbka Alphaville ani Tyketto). Struktura tej piosenki jest charakterystyczna dla większości powerballad z lat 80-tych, a więc wolny, "romantyczny" wstęp, ultra melodyjny refren i zagrana z dużym uczuciem solówka. Klasa. Na duże wyróżnienie zasługują dwa utwory na których wokalnie udziela się Alice Cooper. Two For The Road, który utrzymany w tym samym rytmie co A Far Cry. Po prostu rewelacja. Drugim utworem z Alicją jest ponad 7 minutowy Holy Man's War. Tu zwraca uwagę fantastyczny klawiszowy początek grany przez innego muzyka gościnnie udzielającego się na płycie, Marka Prentice'a. Skład gościnnych muzyków uzupełnia inny klawiszowiec - Kevin Stroller. Zwraca też uwagę nieco ponad minutowy utwór instrumentalny Peace And Love, który pokazuje, że Icon jest naprawdę utalentowanym i wszechstronnym zespołem. Reszta nie wymienionych utworów to, powiedziałbym, "firmowe" piosenki Icon, a więc jest szybko i do przodu.

Płytę trzeba mieć, choćby ze względu na A Far Cry. Jednak tak naprawdę album jest doskonały, polecam go wszystkim, nawet "twardym" fanom thrashu. To nie są kolejni słodko grający hairmetalowcy. Płyta jest bardzo ostra, szybka, po prostu kwintesencja melodyjnego metalu.

Brak oficjalnej strony zespołu

Vandervelde
listopad 2003