|
Skład: Stephen Clifford - śpiew; Dan Wexler - gitara; John Aquilino - gitara; Pat Dixon - perkusja; Tracy Wallach - gitara basowa
Produkcja: Mike Varney
Wielu ortodoksów (czyt. zwolenników cięższego grania) uznaje tylko ten album. Rzeczywiście album jest najcięższym dziełem zespołu, najbardziej mrocznym. Słuchając go mam nieodparte wrażenie siedzenia w jakimś obskurnym, zadymionym klubie heavymetalowym. Ten krążek powstał w okresie, gdy Icon był gwiazdą takich właśnie klubów. Tę "gęstą" atmosferę czuć w każdym numerze. Nie jest to bynajmniej zarzut.
Zespół brzmi tutaj jak mieszanka wczesnego Dokken (Tooth And Nail), Keel (z płyty The Right To Rock z 1985 roku) i Leatherwolf (z pierwszych dwóch płyt), czy też pierwszego Fifth Angel. Jednak na pierwszy plan wysuwają sie tu podobieństwa do Keel, których jest tu pełno, zarówno jeśli chodzi o podobną manierę wokalną Clifforda do Rona Keela, jak i do podobnych riffów granych przez tandemy gitarzystów w obu grupach. Mamy tu do czynienia po prostu z wczesnym amerykańskim heavy metalem, oczywiscie jest to heavy, któremu bliżej do hard rocka niż do powermetalu. Struktura utworów jest tu stosunkowo prosta, zespół nie kobinuje, w większości mamy do czynienia z metalowymi hymnami, w których refreny są zbudowane specjalnie do chóralnych zaśpiewów. Album otwiera właśnie taki hymn (Rock On) Through The Night, charakteryzujący się atakującymi na zmianę dwoma gitarami, jeden z najbardziej heavy metalowych utworów w dorobku grupy, mógłby spokojnie znaleźć się na jakimś albumie Keela. Nastepnie mamy jakby żywcem przeniesiony z sesji Creatures Of The Night KISSów Killer Machine, nawet niektóre linijki tekstu brzmią znajomo. Świetny jest też klimatyczny World War, w którym powala solówka Dana Wexlera (jego gra mocno przypomina George'a Lyncha z Dokken) Myślę, że nie ma większego sensu charakteryzować wszystkich numerów, gdyż wszystkie są bardzo dobre, nie będzie żadnej okazji do przeskakiwania płyty. Nawet wątpię, czy ktoś przeskoczy zamykającą krążek balladę It's Up To You, która jest po prostu.... piękna.
Absolutny klasyk, ni mniej ni więcej. Tę płytę mogę spokojnie polecić nawet wielbicielom mocniejszego grania.
Brak oficjalnej strony zespołu
Vandervelde wrzesień 2004
|