Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

HOUSE OF LORDS - World Upside Down [2006]
Wydawca: Frontiers Records

  1. Mask Of Eternity
  2. These Are The Times
  3. All The Way To Heaven
  4. Field Of Shattered Dreams
  5. I Am Free
  6. All The Pieces Falling
  7. Rock Bottom
  8. Million Miles
  9. Your Eyes
  10. Ghost Of Time
  11. My Generation
  12. S.O.S.
  13. World Upside Down
World Upside Down

Skład: James Christian - śpiew, gitara; B.J. Zampa - perkusja; Jimi Bell - gitary; Jeff Kent - gitara basowa, instrumenty klawiszowe, chórki; Gregg Giuffria - instrumenty klawiszowe
Gościnnie: Robin Beck - chórki; Terry Brock - chórki

Produkcja: James Christian

Powiedzmy sobie szczerze - wydane w 2004 roku The Power And The Myth było kompletną porażką Christiana i jego ekipy. Na płycie nie podobało mi się właściwie nic i sądzę, że krążek mógł trafić jedynie w gusta ekscentryków. Zdanie to podzielało wielu fanów zespołu i wspomniana płyta po dziś dzień uchodzi za najgorszą w dorobku kapeli. Brakowało melodii, brakowało przebojowości, a całość brzmiała dziwnie. Zespół musiał odbić się od dna. Christian zapowiadał powrót do melodyjnego grania, a sample zbliżającego się World Upside Down były na tyle smakowite, że ponownie wzbudziła się we mnie nadzieja. Płyta pojawiła się na rynku w 2006 roku i zgodnie ze składanymi przez zespół obietnicami House Of Lords solidnie przygrzmocili.

Intro brzmi zachęcająco, nowy gitarzysta Jimi Bell pokazuje się od dobrej, technicznej strony i udowadnia, że dobrze współpracuje mu się ze sławnym Greggiem Giuffrią. A właśnie, nie wspomniałem jeszcze o tym, a jest to przecież bardzo ważna wiadomość - do ekipy powrócił Gregg - jeden z jej założycieli. Myślę, że fani zespołu odebrali to w bardzo pozytywny sposób. Trochę brakowało jego klawiszy. Wstęp nie daje jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, jaką drogę obrała dla siebie kapela przy okazji swojego nowego wydawnictwa. Rozwiązanie zagadki przychodzi wraz z These Are The Times. Chórek, który go zaczyna kojarzy się z twórczością Joe Lynn Turnera i ze wcześniejszymi płytami Izby Lordów. Chwilę później Jimi Bell prezentuje ostry, ciekawy riff, który odpowiada za całą kompozycję. Jest odpowiednio ciężko (de facto House Of Lords niezbyt często tak grają), z głośników wydobywa się moc, a muzykom przypadły najwyraźniej do gustu turnerowe chórki. Tym, co jednak najbardziej zapada w pamięć, jest ten rewelacyjny riff i solidna praca w wykonaniu mniej znanego wioślarza. Zaczynam cenić sobie tego człowieka. Giuffriowe All The Way To Heaven to kompozycja głęboko zakorzeniona w minionej epoce, a dla miłośników lat '80 będzie stanowić niezłą gratkę. Jest spokojniejsza od poprzedniego wystrzałowego numeru, a jej refren jest bardziej nostalgiczny i pogodniejszy. Nie ma tutaj jednak zbędnej cukierkowości, zespół gra szczerze, wiarygodnie i z przekonaniem. Field Of Shattered Dreams zaczyna się akustycznymi wyczynami Bella (wioślarz ponownie daje radę), a po około połowie minuty do gry wkraczają Gregg Giuffria oraz (chciałoby się rzec: przede wszystkim) James Christian. To co wyczynia ten nieprzeciętny wokalista jest cudowne. Jego mocny, pewny, pełny siły i emocji głos przebija się na pierwszy plan i w pełen ekspresji sposób przekazuje swoje przesłanie. Życzyłbym sobie więcej takich ballad w przyszłości. I Am Free ma w sobie pewne naleciałości z poprzedzającego ten album The Power And The Myth. Orientalne nuty nie są jednak zbyt bardzo wyczuwalne, ale zespół chciał chyba uderzyć zwrotkami w gusta innej niż zazwyczaj publiczności. Numer ten nie przekonuje mnie do siebie i na tym rewelacyjnym krążku plasuje się znacznie poniżej średniej. All The Pieces Falling to pojękująco-akustyczna ballada, której główna siła leży w fenomenalnej pracy wokalisty. Zawsze wysoko ceniłem sobie Christiana, ale za sprawą tej płyty wspiął się jeszcze wyżej w tej klasyfikacji. To, że opisywany numer przypadł mi do gustu, jest głównie jego zasługą i słucham tego kawałka właściwie tylko po to, aby delektować się tym charyzmatycznym wokalem. Duet złożony z klawiszy i gitary (całkiem niezły zresztą) schodzi w tym przypadku moim zdaniem na drugi plan. Rock Bottom to powrót mocy znanej z chociażby These Are The Times. Bell gra pod Reba Beacha, a kompozycja jest w oczywisty sposób inspirowana przez trzeci album Wingera. Czy potrzeba zachęcać jeszcze bardziej? Myślę, że nie i że porównania z Pullem powinny wystarczyć, aby wingerowi fani sięgnęli po ten kawałek. Ósemka to kolejny morderca, choć tym razem spokojniejszy, bardziej wygładzony. Million Miles to jeden z lepszych kawałków jakie nagrali kiedykolwiek House Of Lords, czuć w nim tchnienie Frontiersa, gdyż podobne patenty można usłyszeć na innych płytach tej włoskiej wytwórni. Zespół zagrał ten kawałek bez kompleksów i całkiem dobrze na tym wyszedł. Your Eyes potwierdza, że muzycy, którzy dołączyli do zespołu z dużą łatwością dogadali się ze "starym składem". Numer jest dość typowy dla House Of Lords, no ale jest to coś, czego z utęsknieniem oczekiwali fani zespołu. W Ghost Of Time ponownie słychać frontiersowe inspiracje. Uważam ten numer za kolejny bardzo udany kawałek, w którym zespół łączy melodyjność z odrobinę mocniejszym niż można by się spodziewać po takiej kompozycji brzmieniem gitar. Jeżeli się trochę głębiej zastanowić, to powyższe zdanie mogłoby w trafny sposób scharekteryzować jeszcze kilka znajdujących się na płycie kawałków. Następujące później My Generation brzmi trochę nowocześniej i przyrównać je można do znajdującego się wcześniej I'm Free. Kawałek stanowi odskocznię pomiędzy licznymi, świetnymi melodyjnymi numerami i pokazuje, że muzyka zespołu potrafi być różnorodna. Szczerze mówiąc, nie przepadam za tym kawałkiem. Nie osłabia on jednak oceny płyty jako całości, gdyż jest na niej tyle dobrego materiału, że jest między czym wybierać. S.O.S to kolejny krystaliczny AORowy numer. Zespół uderzał w podobne nuty już kilkukrotnie na tym krążku i ponownie odniósł sukces. Ci, którzy lubią trochę lżejsze granie będą zachwyceni, jednak moim zdaniem, w porównaniu do poprzednich kawałków ten jeden dość łatwo wypada z pamięci. Krążek kończy się kolejną balladą. Od razu uspokoję, że choć wydawać by się mogło, że jest ich zbyt dużo na płycie, to za sprawą bardzo wysokich standardów słuchanie ich to prawdziwa przyjemność. Tytułowe House Of Lords to jeden z tych kawałków, które przystosowane są do podboju stacji radiowych. Aż przyjemnie się go słucha i jest to zasługa wszystkich bez wyjątku muzyków.

Po przesłuchaniu tak rewelacyjnego albumu nie pozostaje nic innego jak podziękowanie muzykom za to, że odwalili tak dobry kawał roboty. Forma House Of Lords kompletnie mnie zaskoczyła. Jest to bezdyskusyjnie jeden z najlepszych nabytków frontiersowej stajni, a World Upside Down to zdaniem wielu najgorętsza płyta 2006 roku. Po poprzednim, nieudanym wydawnictwie pozostały już tylko mgliste wspomnienia. "Polecam" to mało powiedziane. Aż strach pomyśleć co House Of Lords mogą jeszcze nagrać w przyszłości.

Oficjalna strona Jamesa Christiana: www.jameschristianmusic.com

Guciomir
czerwiec 2008