Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

HOUSE OF LORDS - House Of Lords [1988]
Wydawca: Simmons RCA / BMG International / Axe Killer

  1. Pleasure Palace
  2. I Wanna Be Loved
  3. Edge Of Your Life
  4. Lookin' For Strange
  5. Love Don't Lie
  6. Slip Of The Tongue
  7. Hearts Of The World
  8. Under Blue Skies
  9. Call My Name
  10. Jealous Heart
  11. Love Don't Lie (Remix) [bonus track w reedycji]
House Of Lords

Skład: James Christian - śpiew; Ken Mary - perkusja; Lanny Cordola - gitary; Chuck Wright - gitara basowa; Gregg Giuffria - instrumenty klawiszowe
Gościnnie chórki: Jeff Scott Soto, Jeff Hilyer, Jeff Naideau, Cliff Monroe, Brie Howard, Craig Edwards

Produkcja: Andy Johns i Gregg Giuffria

Od samego początku, datowanego na rok 1987, House Of Lords miało w swoich szeregach utalentowanych muzyków. Wystarczyć wymienić chociażby grającego już w latach '70 klawiszowca Gregga Giuffria, czy też znanego z występów w Bonfire i Fifth Angel perkusistę Kena Mary. Za namową kolegi Giuffriego, Chucka Wrighta, wokalistą nowo tworzonej kapeli został niezbyt znany w ówczesnym okresie James Christian. W praktyce debiut w House Of Lords stał się dla niego początkiem kariery. Za ojca chrzestnego Izby Lordów należy uznać Gena Simmonsa z KISS, który opiekował się projektem, a nawet wymyślił nazwę kapeli.

Wydana w 1988 płyta spotkała się z ciepłym przyjęciem krytyków. Jej pierwszy kawałek może jednak wprowadzić słuchacza w błąd, sprawia bowiem wrażenie nagranego przez inną kapelę. Co ciekawe, został on pierwotnie skomponowany na potrzeby solowej kariery Gregga Giufrria. Odmienność ta sama w sobie nie jest to czymś złym, gdyż Pleasure Palace to całkiem porządnie zagrany rocker z niezłymi partiami klawiszy. Jego jedyną poważną wadą jest dość przydługie i mało oryginalne intro. Numer dwa na płycie - I Wanna Be Loved to bardzo charakterystyczna dla hair metalowej epoki piosenka. Typowe chórki, typowy tekst, typowa melodia, typowy teledysk, każdy z miłośników tego gatunku słyszał już setki podobnych numerów. Należy jednak zauważyć, że to komercyjne podejście nie stanowi przeszkody w odbiorze utworu. Ekipa z House Of Lords po prostu wie, jak grać i robi to dobrze. Edge Of Your Life przywołuje od razu na myśl twórczość Wingera i w dużej mierze jest to zasługa Gregga Giuffria. "Krawędź Życia" to świetnie zagrany i zaśpiewany utwór, a na uwagę zasługuje niezła gra perkusisty. Ciężko jest wymagać czegoś więcej. Skojarzenia ze znanymi kapelami nie kończą się jednak na Wingerze, w podobny sposób do House Of Lords grało później Firehouse. Lookin' For Strange mógłby spokojnie znaleźć się na jednej z późniejszych płyt tej kapeli. Słuchając tego pełnego energii kawałka, odnosi się wrażenie, że nogi same zaczynają tańczyć. Szkoda, że w dzisiejszych czasach nie można spotkać takiej muzyki na imprezach. Siła Lookin' For Strange tkwi w dynamiczności oraz pełnych dynamitu refrenach. Piąty utwór na płycie to ponownie "miłość" w tytule. Love Don't Lie , bo o nim mowa, prezentuje się w sposób mniej banalny od I Wanna Be Loved, dzięki czemu otrzymujemy balladę, która po pierwsze jest przebojowa, a po drugie dość oryginalna. Do klasyków w stylu I'll See You In My Dreams Gianta trochę jej jednak brakuje. Niemniej jednak, dzięki romantycznej grze klawiszy i gitary połączonych z wyczynami Jamesa Christiana, utwór powinien wystarczyc do wyciśnięcia paru łez łatwo wzruszających się kobiet. Kolejny kawałek, nazywający się notabene tak samo jak wydany rok później longplay Whitesnake, jest utrzymany w podobnym stylu co Lookin' For Strange, a w dodatku został okraszony nienajgorszymi gitarowymi zagrywkami. Tapping w wykonaniu Cordoli jest naprawdę miły dla ucha, solówka przypomina zaś odrobinę styl grupy Malice. Melodyjny Hearts Of The World to kolejny mocna pozycja na płycie, podczas której muzycy dokonują szaleństw na swoich instrumentach. Under Blue Skies zaskakuje oryginalnym intrem, w tle którego pobrzmiewają dzwięki kobzy lub dud. Gdy pierwszy raz usłyszałem ten kawałek, byłem przekonany, że pochodzi z The Innocent Ones Blue Tears. Oczywiście inspiracja musiała iść w zupełnie odwrotnym kierunku, wystarczy porównać bowiem daty wydania obu płyt. Pod koniec krążka zostały umieszczone jeszcze dwa bardzo dobre utwory. Pierwszy z nich, czyli Call My Name to wyjątkowo melodyjny rocker, lżejszy nieznacznie od reszty materiału oraz mogący jednocześnie uchodzić za wizytówkę lat '80. Numer ten to jeden z moich faworytów z albumu. Takich pełnych radości piosenek można słuchać bez przerwy. Widać, że komponowanie hitów przychodzi chłopakom z House Of Lords z niesamowitą łatwością. Zamykający krążek Jealous Heart dodatkowo potwierdzą tą tezę. Ten niewinnie zaczynający się numer został zaopatrzony w świetna solówkę gitarową, przebojowe refreny oraz dość długie, ale ciekawe zarazem akustyczne intro. Tym samym chwilę po zakończeniu płyty mamy ochotę uruchomić ją ponownie. Przesłuchawszy pierwszy raz debiut House Of Lords można odnieść wrażenie, że większość utworów kiedyś się już słyszało. Zwracając jednak uwagę na to, że krążek został wydany niemal 20 lat temu, nie można posądzić House Of Lords o brak oryginalności. Po prostu kapela ta grała w sposób bardzo charakterystyczny dla swojej epoki. Można wręcz powiedzieć, że to jej twórczość stała się inspiracją dla paru póżniejszych zespołów.

Debiut House Of Lords to krążek nietuzinkowy. Pierwsze wrażenie, które wywołuje, jest bardzo pozytywne, a w dodatku z każdym przesłuchaniem zyskuje coraz więcej. Gra muzyków z zespołu jest niezwykle solidna i utrzymana na wysokim poziomie, a przypominający momentami Davida Coverdale'a głos Jamesa Christiana potrafi urzec nawet wybrednego słuchacza. Debiut HOL to jednocześnie krążek, który można traktować jako "hair metal w pigułce" i którego po prostu nie wypada nie znać.

Oficjalna strona Jamesa Christiana: www.jameschristianmusic.com

Guciomir
marzec 2007