|
Skład: James Christian - śpiew; Gregg Giuffria - instrumenty klawiszowe, chórki; Dennis Chick - gitary, chórki; Sean McNabb - gitara basowa, chórki; Tommy Aldridge - perkusja, chórki
Gościnnie: Paul Stanley - chórki w [9]; Tim Pierce - gitara; Danny Jacobs - gitara; David Glen Eisley - chórki; Billy Trudel - chórki
Produkcja: David Thoener i House of Lords
Trzeci w historii studyjny krążek House Of Lords w opinii wielu osób uchodzi za najlepsze osiągnięcie ekipy Christiana i Giuffrii. Patrząc z perspektywy czasu, Izba Lordów była wtedy w świetnej formie i pomimo spadku popularności melodyjnych odmian rocka muzycy nie mieli ochoty się poddawać i nagrali materiał, który można uznać za kontynuację obranego wcześniej stylu. Szkoda, że krążek nie spotkał się z należnym mu uznaniem, szkoda, gdyż po jego wydaniu nastąpiła długa przerwa w funkcjonowaniu ekipy.
Z wcześniejszego składu pozostał jedynie "trzon" kapeli w postaci dwóch firmujących ją nazwisk. Christian i Giuffria poprosili do współpracy znanego perkusistę Tommy'ego Aldridge'a (Whitesnake, Ozzy), basistę Seana McNabba kojarzonego z Quiet Riot, a także trochę mniej sławnego gitarzystę Dennisa Chicka. Tego ostatniego w pracy gościnnie wspomogli Tim Pierce oraz Danny Jacob z legendarnego AOR-owego Signal, a jeżeli chodzi o chórki, to grupa zwyczajowo poprosiła o udział parę sław. Co ciekawe, na Demons Down brakuje coverów, a wszystkie kompozycje są z grubsza autorstwa zespołu. Piszę "z grubsza", gdyż parę numerów ma po jednym czy dwóch dodatkowych kompozytorów takich jak chociażby Slamer bądź też Spiro. Niemniej jednak Giuffria i Christian maczali swoje palce w absolutnie każdej ścieżce, którą można znaleźć na płycie, bez wyjątku. Demons Down można by podzielić na kilka części. Pierwsza z nich, na którą składają się dwa rozpoczynające krążek utwory, jest utrzymana w poważnym, niemalże mrocznym nastroju. Zarówno O Father jak i Demons Down zawierają filozoficzne przesłanie i raczej nie wywołują uśmiechu na twarzy słuchacza. W zamian za to mamy okazję podziwiać walory kompozycyjne oraz stworzony przez ekipę klimat. Na myśl przychodzi mi Sahara. Trzy kolejne kawałki traktują o miłości i robią to w dość ckliwy, czuły sposób. What's Forever For uchodzić może za jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą balladę w historii House Of Lords. Gra zespołu kojarzyć się może z pościelówami Kane'a Robertsa, a efekt jest moim zdaniem tak powalający, że gdyby numer ukazał się w MTV kilka lat wcześniej, to byłby murowanym hitem i wzruszyłby miliony kobiet. Talkin'Bout Love zawiera w sobie kilka różnych patentów, niektóre mi się spodobały, inne mniej. Znacznie bardziej wolę numer zatytułowany Spirit Of Love będący jednym z moich faworytów. Gdy go słucham od razu przychodzi mi do głowy Giant i co tu dużo mówić, uwielbiam tę przyspieszającą momentami balladkę. Emocji znajdziemy tu co nie miara, z łatwością można się wzruszyć. Mistrzostwo. Z Giantem kojarzy mi się też wstęp do Down, Down, Down. Grupa na przekroju całego numeru umiejętnie buduje napięcie, które rozładowuje w okolicach refrenów. Może się to podobać, choć we wspomnianych refrenach mogłoby być więcej ognia. Teraz sprawiają wrażenie trochę przybladłych i znacznie głębiej zapada w pamięć bridge. Tematycznie nagranie stanowi pomost pomiędzy wspomnianymi wcześniej trzema miłosnymi, romantycznymi kompozycjami, a dalszą częścią płyty, którą określiłbym jako niegrzeczny rock 'n roll. Traktujące o szybkiej jeździe po autostradzie Metallic Blue może nie osiąga poziomu doskonałości pokroju Hardline i sławnego Rhythm From A Red Car, ale za każdym razem poprawia mi humor, coś w tym jest. Pomimo tego, że Inside You jest balladą, to została zaopatrzona w tak oczywisty seksualny podtekst, że nie sądzę, aby jakakolwiek kobieta znająca język angielski mogła się przy niej wzruszyć. Ścieżka wzbudza raczej śmiech i radość, a to, że słyszymy w niej miłą dla ucha melodię, to jedynie dodatek i zarazem pułapka dla osób nieznających w ząb angielskiego. Muzycznie ponownie mamy do czynienia z wyraźnymi inspiracjami grą Gianta. Jeżeli kogoś nie rozśmieszyło Inside You to na bank doprowadzi do tego Johnny's Got A Mind Of His Own. Ten zabawny rocker, traktuje jakby to ująć... o przygodach pewnego "malucha", nazwijmy go może nie tytułowym Jankiem, ale bardziej swojskim Wackiem. Wacek nie lubi bezczynności, uwielbia rozrabiać, a przede wszystkim ma własny rozum i lubi przygody. Ha! Czy takiej "zboczonej" kompozycji można się spodziewać po ekipie, która kilkanaście minut wcześniej proponuje głębokie, poważne utwory traktujące o Bogu i o życiowych wyborach? House Of Lords lubią zaskakiwać. Ostatni numer na płycie został zatytułowany Can't Fight Love i według mnie brzmi porządnie, hair metalowo i radośnie.
Nie ukrywam, że bardzo lubię Demons Down. Można się kłócić, czy jest to najlepsza pozycja w dorobku grupy i przez długi czas wahałbym się pomiędzy debiutem zespołu, a recenzowanym właśnie krążkiem. World Upside Down przewróciło jednak wszystko do góry nogami i na dzisiejszy dzień Demons Down może jedynie rywalizować o drugie miejsce. Do kupna płyty zachęcam, gdyż warto ją przesłuchać. Uprzedzę jednak, że jej zdobycie nie należy obecnie do łatwych zadań i aby je wykonać, trzeba dość znacznie uszczuplić portfel.
Oficjalna strona Jamesa Christiana: www.jameschristianmusic.com
Guciomir wrzesień 2009
|