Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

HOUSE OF LORDS - Come To My Kingdom [2008]
Wydawca: Frontiers Records / King Records

  1. Purgatorio Overtoure n.2
  2. Come To My Kingdom
  3. I Need To Fly
  4. I Don't Wanna Wait All Night
  5. Another Day From Heaven
  6. In A Perfect World
  7. The Dream
  8. One Foot In The Dark
  9. Your Every Move
  10. I Believe
  11. One Touch
  12. Even Love Can Save Us
  13. In The Light
  14. Another Day From Heaven (Acoustic Version)[europejski bonus]
Come To My Kingdom

Skład: James Christian - śpiew; B.J. Zampa - perkusja; Jimi Bell - gitary; Chris McCarville - gitara basowa
Gościnnie: Ricky Phillips, Alan Okuye, Sven Mrtin i Derek Sherinian - instrumenty klawiszowe

Produkcja: James Christian

House Of Lords to właściwie rzecz biorąc ekipa kultowa. Ich poprzedni krążek World Upside Down okazał się być wypełniony po brzegi hitami. Płyta zbierała pochwały ze wszystkich stron i znalazła się wysoko na listach podsumowujących rok 2006. Nowa pozycja ekipy Christiana, Come To My Kingdom, została wydana całkiem niedawno i jak się można było spodziewać, stanowi kontynuację poprzedniego arcydzieła. Nie spotykamy się na szczęście tutaj z kanibalizmem, grupie nie brakuje pomysłów, a płyta różni się w pewnych aspektach od World Upside Down. To dobrze i źle zarazem. Najważniejsze jednak, że House Of Lords nie przestraszyli się swojego poprzedniego sukcesu i do nowego albumu podeszli bez większych kompleksów.

Produkcją zajął się tak jak ostatnio James Christian, a pomocy przy miksowaniu udzielił mu pracujący dla Frontiersa Dennis Ward - znany producent i basista. Materiał zawarty na krążku powstał jeszcze pod koniec 2007 roku. Tym, czego brakuje jest zdecydowanie gra Grega Giuffrii. Sławny klawiszowiec po raz kolejny opuścił ekipę i nie brał udziału w nagraniach do albumu. Jego nieobecność była spowodowana tym, że muzyk pragnął koncentrować się w tym czasie na swoich własnych projektach. Zastąpiło go dzielnie czterech innych klawiszowców, a mianowicie mowa tu to takich postaciach jak Ricky Phillips, Alan Okuye, Sven Martin i Derek Sherinian. Panowie poradzili sobie z całkiem niezłym zresztą efektem, brakuje jednak trochę magicznego dotknięcia Grega. Intro rozpoczynające płytę przynosi od razu skojarzenia z World Upside Down, później napotykamy jednak na pierwszą dość poważną zmianę. Kompozycyjnie, jest to ta sama muzyka, utwory maja typową dla House Of Lords strukturę, ale brzmienie nie jest tak bardzo różnorodne jak na poprzedniej płycie. Gdybym miał krótko streścić Come To My Kingdom to powiedziałbym, że otrzymaliśmy tak jakby World Upside Down okrojone jednak z ostrzejszych momentów. Przyznam szczerze, że brakuje mi takich kawałków jak These Are The Times, które niewątpliwie ozdabiały poprzednie wydawnictwo. Mając na uwadze chociażby ten kawałek, tytułowa kompozycja Come To My Kingdom wypada blado. Nie twierdzę, że jest to słaby utwór (bo plasuje się gdzieś mniej więcej na średnim poziomie), ale że brakuje mu czegoś, co od razu zwracałoby na siebie uwagę. Ładnie brzmi AORowe I Need To Fly, zespół jak wiadomo potrafi grać delikatnie i zdecydowanie zarazem. Refreny były, są i będą mocną stroną House Of Lords. I choć jest to pewnie zbędnę, to wspomnę jeszcze raz o tym, że James Christian potrafi ozdobić swoim śpiewem każdą niemal kompozycję. Podejrzewam, że wspomniany kawałek straciłby dużą część swojego uroku, gdyby nie Christian. I Don't Wanna Wait All Night zaczyna się bardzo hair metalowo, później numer przeradza się w bardziej typowy dla House Of Lords utwór. Główną atrakcją są ponownie niezłe refreny. Another Day From Heaven to kawałek, który dorobił się aż dwóch wersji na krążku. Pod koniec płyty natrafiamy jeszcze na wspaniałą, akustyczną wersję tej ballady, kto wie czy nie lepszą od oryginału. Jak wiadomo, zespół bardzo dobrze sprawdza się w takim repertuarze, choć tym razem trzeba być fanem formacji, aby w pełni cieszyć się z refrenów. Nie wpadają do ucha do pierwszym razem. Numer jest stworzony do bujania i przytulania się nawzajem, niestety sprawia wrażenie jakby się go już wiele razy słyszało. Niemniej jednak, takich piosenek nigdy nie jest zbyt wiele, a jeżeli wsłuchać się w nią dokładnie, to odnajduje się coraz więcej pozytywów. Żywsze i melodyjne In A Perfect World zwiastuje, że zespół ponownie ustawił sobie bardzo wysokie standardy. Jest to tak jakby punkt zwrotny na płycie, który oddziela od siebie trochę słabszy początek od znacznie lepszej dalszej części. The Dream to druga spotykana na albumie ballada, brzmi co prawda dość standardowo, szczególnie początek przypomina w pierwszej chwili wstęp do When The Children Cry White Liona, ale jak się później okazuje Christian potrafi udźwignąć każdy ciężar. Kompozycja jest znacznie bardziej pogodna niż to by się mogło w pierwszej chwili zdawać i potrafi poprawiać nastrój. One Foot In The Dark to moim zdaniem jeden z najlepszych numerów, jakie tym razem zaserwowała nam formacja. Tytuł kawałka wraz z dość nowoczesnym początkiem trochę mnie przestraszyły, bałem się, że zespół pójdzie w kierunku nowego Europe, czy też w stronę co niektórych dziwnych wyczynów Firehouse, ale moje obawy okazały się być nieuzasadnione. Izba Lordów zachwyca potężnymi dawkami melodyjności i przebojowością pisaną przez duże "P", a nietypowy riff nadaje kawałkowi charakteru. Jeśli ktoś do tej pory nie był zachwycony, to Your Every Move zrekompensuje mu wszystkie zawody. Nawet jak na House Of Lords jest to pierwszorzędny AORowy killer i automatyczny kandydat na rozmaite składanki typu "the best of". Formuła, którą zespół serwuje, nie ulega żadnej zmianie. Tym razem grają po prostu diabelsko dobrze, a numeru można słuchać w nieskończoność i delektować się przy tym wyczynami każdego bez wyjątku muzyka. Kolejny killer znajduje się już bardzo blisko. Po drodze mijamy balladowe, lekkie i ciepłe I Believe, aż w końcu dochodzimy do One Touch. Klawisze stoją na dobrym poziomie, a praca gitar przypomina odrobinę to co mieliśmy do czynienia w One Foot In The Dark, ale jest to dość głęboko ukryte. Zespół nie gra tutaj nawet tak przewidywalnie jak zazwyczaj, numer ma jednak świetny klimat. Even Love Can't Save Us to solidna dawka hard rockowo-AORowej energii. Rewelacyjna ścieżka o monstrualnych refrenach i uzależniającej melodii. Polecam. Płytę zamyka saharowe In The Light, które w pierwszej chwili nie zachwycało mnie tak bardzo jak kilka poprzednich piosenek. Numer zyskuje jednak wiele wraz z kolejnymi przesłuchaniami.

Płyta jest dobra i nie podlega to dyskusji, trochę do szczęścia jednak zabrakło. Przede wszystkim materiał mógłby być bardziej urozmaicony, brakuje mi bardzo ostrzejszych kompozycji. Jest jak na lekarstwo, a to naprawdę boli. Zespół zbytnio skierował się w stronę AORu i można odnieść wrażenie, że zagubił trochę swoją hard rockowość. Inni być może nie podzielają mojego zdania, ale uważam, że brzmieniu zdecydowanie brakuje ostrości. Drugą sprawą, która działa na niekorzyść krążka, jest słabszy niż by się tego oczekiwało początek wydawnictwa. Podsumowując, House Of Lords nagrali płytę dobrą, chwilami nawet bardzo dobrą i myślę, że nie zawiedli swoich fanów. Krążek nie jest jednak tej samej klasy co World Upside Down, czy też Demons Down i nie sądzę, żeby zawędrował tak wysoko w jak jego poprzednik. Panowie mogli się bardziej przyłożyć... Ale i tak nie jest źle.

Oficjalna strona Jamesa Christiana: www.jameschristianmusic.com

Guciomir
lipiec 2008