Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

HOUSE OF LORDS - Cartesian Dreams [2009]
Wydawca: Frontiers Records

  1. Cartesian Dreams
  2. Born To Be Your Baby
  3. Desert Rain
  4. Sweet September
  5. Bangin'
  6. A Simple Plan
  7. Never Never Look Back
  8. The Bigger They Come
  9. Repo Man
  10. Saved By Rock
  11. Joanna
  12. The Train" [bonus track]
Cartesian Dreams

Skład: James Christian - śpiew, instrumenty klawiszowe; Jimi Bell - gitary; Chris McCarvill - gitara basowa, chórki; B.J. Zampa - perkusja

Produkcja: James Christian i Jeff Kent

Minął ledwo rok od ukazania się Come To My Kingdom, a House Of Lords raczą nas nowiutkim wydawnictwem zatytułowanym Cartesian Dreams. Świadczy to niezbicie o ponadprzeciętnej pracowitości ekipy, gdyż do tej pory panowie potrzebowali dwóch lub więcej lat na nagranie nowego materiału. Skład formacji nie uległ zmianie i można stwierdzić, że House Of Lords przechodzą widocznie bardzo płodny okres swojej kariery.

Poprzedni krążek, czyli Come To My Kingdom nie był zachwycający. Zabrakło w nim fajerwerków, był po prostu solidny i nic ponadto, w pamięci wciąż pozostaje bowiem rewelacyjne World Upside Down z 2006 roku. Czekając na wydanie Cartesian Dreams miałem nadzieję, że najnowsze dzieło formacji pójdzie nie w kierunku ostatniej płyty, lecz bardziej w stronę przedostatniego, hołubionego przeze mnie longplaya. Marzenia marzeniami, a zadowolić trzeba się rzeczywistością. Tak jak sie spodziewałem, nagranie drugiego mega killera jest niemalże niemożliwe, z drugiej jednak strony panowie postarali się bardziej niż ostatnio i Cartesian Dreams przynajmniej kilkukrotnie pozytywnie mnie zaskoczyło. Przede wszystkim zachwyca ścieżka tytułowa. Powala mnie moc wylewajacą się z głośników, podoba mi się zdecydowanie i pewność siebie prezentowane przez zespół, no a przede wszystkim na pierwszy plan wysuwa się charyzmatyczny głos Christiana oraz bardzo ciekawe dźwięki przypominające Beckhama pijącego Pepsi. Trzeba przyznać, że numer bardzo konkretnie nakręca apetyt na dalszą część longplaya, z jednej strony mamy bowiem siłę z World Upside Down, a z drugiej aranżacje w stylu Sahara, czy też Demons Down. Born To Be Your Baby działa jednak jak kubeł zimnej wody. Numer jest dobry, owszem, tylko że brakuje mu genialności w stylu pierwszej ścieżki, a w dodatku refreny brzmią zbyt infantylnie jak na, jakby nie było, dość wiekowy zespół. Trójeczka, czyli Desert Rain przywołuje mi na myśl World Upside Down za sprawą agresywniejszej gry instrumentów. Szkoda, że refreny zostały podane w lżejszej formie. Ponownie jest jedynie dobrze, choć mogło być genialnie. Wystarczyło bowiem pociągnąć dłużej agresywny temat i nie wkraczać w lżejsze rejony. Sweet September jest właściwie pozbawione wad, a do gry zespołu nie mam najmniejszych zastrzeżeń, grupa stworzyła bowiem nieśmiertelnego poduszkowca. Jest romantycznie, jest poruszająco, jest bardzo hair metalowo. W odpowiednich czasach, przy odpowiedniej promocji piosenka stałaby się hitem i za jej sprawą kobiety na całym świecie wylałyby miliony łez. Bangin' określiłbym jako twór łączący stare oblicze zespołu z nowym, w efekcie powstał dość przyzwoity średniaczek, którego pomimo dobrych chęci nie mogę na zbyt długo zapamiętać. Dziwne, gdyż kiedy słucham ścieżki wydaje mi się ona ciekawa. A Simple Plan wychodzi od ballady i przeradza się w raczej spokojnego rockera. Dość w nim melodii i dobrego klimatu, żeby umilić słuchaczowi parę minut. Mówiąc w skrócie jest to typowy lżejszy, nostalgiczny House Of Lords. Never Look Back raczej nie zachwyca, choć po kilku przesłuchaniach zacząłem bardziej cenić to nagranie. Podobnie było zresztą w przypadku Repo Man, który dość długo nie potrafił mnie sobą zainteresować, ale po dłuższych negocjacjach przekonałem się do niego za sprawą typowych dla Steelheart chórków. Na miano kolejnego przyzwoitego średniaczka zasługuje The Bigger They Come - utwór w miarę ciężki i zaopatrzony w melodyjne refreny. Trochę nostalgii i odwołań do wielkich lat '80 można znaleźć w utworze Saved By Rock, szkoda jedynie, że słuchając go ponownie czuć pewien nieokreślony niedosyt. Joanna brzmi lepiej, ale nadal czegoś mi tu brakuje. Europejskie wydanie krążka posiada bonusowy materiał w postaci ładnej, romantycznej ballady The Train. Ponownie można się wzruszyć, a zespół potwierdza swoją formę, jeżeli chodzi o spokojniejsze kompozycje.

Jeżeli patrzeć przez pryzmat wcześniejszych dokonań zespołu, to Cartesian Dreams zawodzi. Jest na niej zbyt mało tak zwanych killerów, zbyt mało ścieżek ponadprzeciętnych. Kiedy jednak zapomni się o wysoko stawianej poprzeczce, na najnowsze dzieło House Of Lords można spojrzeć przychylniejszym okiem i stwierdzić, że jest to płyta przyzwoita, choć bez fajerwerków. Polecam ją raczej zdeklarowanym fanom formacji.

Oficjalna strona Jamesa Christiana: www.jameschristianmusic.com

Guciomir
wrzesień 2009