|
Skład: David Knight - śpiew; Thomas Jude - gitary; Freddy Villano - gitara basowa; Tony Galtieri - perkusja
Gościnnie: Al Greenwood - instrumenty klawiszowe w [1-4]; Kenny Hamberg - instrumenty klawiszowe w [5]; Jay Davidson - instrumenty klawiszowe i saksofon w [8,9], Chuck Bonfante - perkusja w [1-3]; Rich Ferrara - perkusja w [4]; Charlie Ambrosia - perkusja w [5,6], Tyrole Cannon - perkusja w [7]; Bobby Marks - perkusja w [8,9]; Matthew Bradley - gitara basowa w [7]; Michael Harmon - gitara rytmiczna i tamburyn w [8,9]; Patrick Clein - gitara rytmiczna w [8,9]
Produkcja: Al Greenwood i Dave Greenberg [1-6]; Matthew Bradley [7]; Michael Harmon [8,9]
Znane nazwiska nie zawsze gwarantują osiągnięcie sukcesu, a próby wykonywania muzyki innej niż do tej pory niekoniecznie muszą się spodobać - takie twierdzenia są w szołbiznesie truizmami. Holy Water to jedna z tych supergrup, którym nie było dane zaistnieć przed szerszą publicznością. Zespół powstał w głębokich latach osiemdziesiątych i przez pewien czas cieszył się statusem kultowego, nigdy nie wypływając na szersze wody, co może wydawać się zastanawiające, zważywszy na klasę muzyków przewijających się przez jego skład. Na przestrzeni lat w projekcie maczali bowiem palce członkowie takich ekip jak Quiet Riot, Foreginer, Saraya, Doro, czy Widowmaker. Dopiero w tym roku wytwórnia Perris Records wydała jego nagrania pod mało odkrywczym tytułem The Collected Sessions (kilkanaście lat temu udało mu się zarejestrować jedynie EP-kę zatytułowaną The Green Sessions, z której 3 utwory znalazły się również na nowym wydawnictwie). Większość piosenek z tego albumu pochodzi z przełomu lat '80 i '90; znalazło się tu również miejsce na dwie nowe kompozycje, zamieszczone na końcu krążka.
Proponowana przez formację muzyka to zasadniczo AOR, jednak momentami zapuszcza się również w rejony hardrockowe o silnym zabarwieniu bluesowym, zahacza nawet o soul. Poszczególni członkowie składu czują się w takim repertuarze jak ryby w wodzie, co jest wyczuwalne niemal w każdym riffie, w zmyślnie skonstruowanych melodiach i solówkach, w klimatycznych gitarowo-klawiszowych podkładach. Płytę otwiera niezwykle udany I’m Not Worried Anymore, jeden z tych utworów, które ukazały się na wspomnianej wcześniej EP-ce. Po klawiszowo-pianinowym wstępie mamy rozwinięcie w średnim tempie, w stylu typowym dla Foreginer. Knight śpiewa tu w manierze Lou Gramma, a wspomagają go nienaganne podkłady gitarowe o brzmieniu przypominającym nieco dźwięki generowane przez zapomnianą grupę Xenon. Na pozycji numer dwa znajduje się No More Heartache, kolejny dobry kawałek odwołujący się bardziej do tradycji hard rocka, aczkolwiek z typowo AOR-owym refrenem, zagrany tak, jak czyniły to Bad Company z okresu z Brianem Howe (to skojarzenie narzucają riffy i specyficzna praca gitar), czy Tangier (a to z powodu rytmu i subtelnego klawiszowego tła). Jeszcze bliższy stylistyce tych grup jest wspaniały Some Things Have To Happen, mający średnie tempo, zdecydowane riffy, wyeksponowaną linię basu, łatwo zapamiętywalną melodię i znakomitą solówkę - kolejny dowód niewątpliwego talentu kwartetu. Na tym tle rozkołysany bluesowo, wesoły Once Is Not Enough wydaje się ledwie przeciętny, pomimo wyróżniającego się riffu napędowego i fajnej solówki. Tym razem zespołowi blisko do dokonań niespecjalnie lubianego przeze mnie Mr. Big. Atmosferyczny If I Knew Then, który jest po prostu inną wersją No More Heartache, swoimi mocnymi riffami, subtelnymi klawiszami i wyraźną pracą basu znów nawiązuje do dokonań Tangier z płyty Four Winds, chociaż w refrenie Knight ponownie daje wyraz swojemu zauroczeniu stylem wokalnym Lou Gramma (trzeba przyznać, że naprawdę potrafi go naśladować). Gra słów w tytule instrumentalnego, charakteryzującego się zmianami tempa MonsteR Iff zapowiada natomiast nieskrępowaną zabawę gitarowymi motywami, w której pole do popisu ma oczywiście Jude. Być może tytułowa zagrywka nie jest aż tak wspaniała, doskonale wypada natomiast improwizacja gitarzysty, w której znalazło się miejsce dla wielu wątków obecnych w twórczości Joe Satrianiego; najprawdopodobniej ta kompozycja miała być hołdem złożonym mistrzowi. Oczywiście to nie ten sam poziom wirtuozerii, ale kawałek przedni. Natomiast kompletnie nie rozumiem idei zamieszczenia na albumie dwóch coverów, znajdujących się na pozycjach 7 i 8. W Crocodile Rock Eltona Johna muzycy najwyraźniej koniecznie chcieli stworzyć coś jak najbardziej odbiegającego od rockandrollowego oryginału, nadając mu własne, AOR-owe brzmienie. Z rezultatem co najmniej nieprzekonującym, żeby nie powiedzieć zupełnie bezbarwnym. Living For The City Steviego Wondera wypadł równie blado, a to z powodu braku energii i napędu, które charakteryzowały oryginał. W aranżacji Holy Water brzmi to jak kawałek grany nad ranem do kotleta w nocnym klubie - przede wszystkim zawodzą, o dziwo, linie wokalne. Humor poprawia za to ostatni na albumie All I Want. Ta soulowa ballada zaśpiewana jest z niezwykłym wyczuciem, tak jakbyśmy mieli na wokalu jakiegoś czarnego wykonawcę. Wrażenie potęguje wysmakowana aranżacja, w której znalazło się sporo miejsca na dobrze wplecione klawisze i pianino. Inna rzecz, że ścieżka numer dziewięć pochodzi z zupełnie innej bajki niż jej poprzednicy...
The Collected Sessions to niewątpliwie rzecz nagrana z rzadko spotykaną dzisiaj klasą, którą słychać w sposobie rejestrowania dźwięków, liniach wokalnych, aranżacjach, no i w samych kompozycjach, chociaż razić może fakt umieszczenia na płycie dwóch niefortunnych coverów i to, że jest mocno rozstrzelona stylistycznie. Niemniej jednak końcowa ocena tej kompilacji jest wysoka i mogę ją polecić z czystym sumieniem fanom AOR-u, a także zwolennikom hard rocka podbarwionego bluesem.
Oficjalna strona zespolu na MySpace: www.myspace.com/thisisholywater
Hardlover lipiec 2009
|