|
WOJCIECH CHAMRYK: Witam! Co prawda głównym tematem naszej rozmowy będzie nowa płyta Drzewa, ale na początek proponuję przybliżyć czytelnikom Twoje inne dokonania. Z tego co wiem grasz profesjonalnie już blisko trzydzieści lat! To szmat czasu, ale czy pamiętasz, co skłoniło Cię do sięgnięcia po gitarę, co lub kto był inspiracją?
WOJCIECH HOFFMANN: Tak. Oczywiście pamiętam. Z muzyką się zetknąłem już w wieku 6 lat, co jest uwidocznione na mojej stronie internetowej Tam jest dokładne wyjaśnienie. Ale mówiąc krótko. Jak zauważyłeś gram już parę "tygodni". Mój początek to lata 60: początek polskiego big-beatu! Chodziłem na koncerty już w wieku 7 lat. Mój Tata prowadził Dom Kultury w Gostyniu i tam się zaczęło. Czerwono Niebiesko Czarni, Tarpany, Filipinki, Karin Stanek, Czesław Wydrzycki znany jako Niemen, no i moje ukochane Czerwone Gitary. Widziałem wszystkie zespoły z tamtych lat na koncertach i tak zaraziłem się muzyką , że postanowiłem grać za wszelką cenę. I już tego nie odpuściłem!!!
WOJCIECH CHAMRYK: Czy przed dołączeniem do Stressu grałeś w jakimś innym zespole? Ta grupa mimo niewątpliwego potencjału nie zdołała wydać nawet singla. Po jej rozwiązaniu powstał Krater, który przekształcił się później w Heam. Jak wspominasz te czasy?
WOJCIECH HOFFMANN: Zupełnie odwrotnie. Ja nigdy nie grałem w Stressie. Tam grał na basie późniejszy założyciel Turbo - Heniu Tomczak, więc może dlatego się pomyliłeś. Stress to była wspaniała kapela. Grało ich trzech . Było to coś światowego. Ale byli z Poznania i może dlatego się nie wybili. No i totalna komuna, "wczesny Gierek". Kto wtedy chciał taką muzykę w radio, nie mówiąc o TV. Wtedy było RWPG i festiwale krajów zaprzyjaźnionych - czyt. socjalistycznych. A rock to była przecież muzyka wywrotowa. Jedynym odważnym był Piotr Kaczkowski, który raczył nas Purplami, Zeppelinami i Sabbathami. Więc siłą rzeczy musiał Stress paść. Od 1977 r. grałem w Heamie, któremu kazano (proponowano) zmienić nazwę po trasie w ZSRR. Nazwa za bardzo przypominała szynkę po angielsku, a to przy ogromnym braku tego towaru w sklepach źle się kojarzyło. I dlatego nazwaliśmy się Krater!!!
WOJCIECH CHAMRYK: I Stress i Heam pozostawiły po sobie różne nagrania - koncertowe, z sesji radiowych.... Czy nie kusiło Was nigdy, by zebrać to wszystko i wydać ku uciesze najbardziej oddanych fanów i kolekcjonerów?
WOJCIECH HOFFMANN: Oczywiście, że tak!!! Myślę, że nagrania Stressu może mieć Heniu Tomczak, a jeśli chodzi o Heam to Marek Biliński powinien mieć jakieś utwory, bo zarejestrowaliśmy je kiedyś w Lublinie. To był 1979 rok i powinien mieć jeszcze zapis naszego ostatniego koncertu z Moskwy z 1978 r. To był świetny koncert. Dokładnie go pamiętam, bo po skończeniu sprzedaliśmy właściwie cały nasz sprzęt. Mailowałem do Marka jakiś miesiąc temu, ale nie wiem, czy jest na wakacjach, albo cierpi na bardzo warszawską chorobę - nie odpowiadanie na maile!!! Bo nie dostałem żadnej odpowiedzi, a chciałbym sobie te stare nagrania przegrać na CD. Poczekam i jeszcze raz zamailuję, może teraz dostanę odpowiedź!!!
WOJCIECH CHAMRYK: I tak doszliśmy do roku 1980. Wiosną tegoż roku powstało Turbo; można chyba powiedzieć z dzisiejszej perspektywy, że był to (jest?!) pierwszy polski zespół z prawdziwego zdarzenia grający ciężkiego rocka. TSA powstało trochę później, SBB i pierwsze LP's Budki Suflera to zupełnie inna muzyczna bajka, zaś z LP Testu mimo doskonałej gry D. Kozakiewicza wieje nudą... Jak to oceniasz obecnie?
WOJCIECH HOFFMANN: Myślę, że powstanie Turbo było dużym wydarzeniem. Ale wtedy byliśmy szykanowani. W 1980 r. po koncercie na MIĘDZYNARODOWEJ WIOŚNIE ESTRADOWEJ, która odbywała się w halach Targów Poznańskich, niejaki Walter Chełstowski obiecał nam, że wystąpimy w koncercie gwiazd na pierwszym Festiwalu Muzyki Rockowej w Jarocinie, ale szybko się okazało, że nie ma nas w spisie. Więc zgłosiliśmy się do konkursu no i nie mogli nas wyciepać, bo przecież już wtedy byliśmy zawodową grupą i zgodzili się, jak się później okazało, na nasz znakomity koncert. Myślę, że bali się konkurencji. Na rynku panowało wtedy Kombi, Maanaam, Krzak, Kasa Chorych, Exodus, no i pojawiliśmy się my chcący grać ostrego rocka. Zresztą Chełstowski nigdy nas nie lubił. Pamiętam moje rozmowy z nim już w połowie lat 80-tych, kiedy mieliśmy już ugruntowaną pozycję. Zawsze było coś takiego, że chciał jakieś demo, albo wprost mi kiedyś powiedział, że blondyni w tym roku nie będą grać!!! Traktowano nas jak jakichś palantów. Zagraliśmy trzy fantastyczne Jarociny w 1987, 1988 i 1990 r. dzięki Dziubińskiemu. Jak on to załatw ił z tym Ch.......kim? Nie wiem, ale zagraliśmy.
WOJCIECH CHAMRYK: Celowo użyłem określenia ''ciężki rock'', bowiem w wielu wywiadach podkreślałeś, że nie czujesz się tak do końca metalowcem, a bardziej muzykiem rockowym. Jest to doskonale widoczne na Twoim solowym albumie. A jak podchodziłeś do tych etykietek, ''szufladkowania'' muzyki na początku kariery ? W końcu nie jest ważne, czy kapela gra hard rocka czy heavy metal, istotne jest to, by grała dobrze...
WOJCIECH HOFFMANN: Kochany, do dzisiaj się szufladkuje robiąc niejednokrotnie wielką krzywdę muzykom. Ja nie znoszę takiego przypinania łatki. Mnie postrzegają w większości podsumowań jako gitarzystę heavy metal, a to nieprawda, bo ja jestem rockowym i nie tylko. Brałem udział w różnych składach i gitara jako taka nie jest mi obca. Myślę, że płyta Drzewa zmieni to utarte stwierdzenie!!!???
WOJCIECH CHAMRYK: Niewielu, szczególnie młodszych fanów wie, że Grzegorz Kupczyk nie jest pierwszym wokalistą Turbo, a Wasz debiut płytowy to 7''SP W środku tej nocy. Co było przyczyną tych wręcz permanentnych zmian składu? Trapiły one Turbo przez całą karierę...
WOJCIECH HOFFMANN: Grzesiek jest trzecim wokalistą. Z kolei pierwsze nasze wydawnictwo płytowe to singiel z dwoma utworami W środku tej ciszy (na płytce zamiast ciszy jest nocy - błąd) i Byłem z tobą tyle lat. Śpiewał tam Wojtek Sowula. On właściwie gadał, czyli rapował. Nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy tego, że byliśmy 20 lat przed np. Linkin' Park!!! Drugi wokal to przypominający Fredka Mercurego pod względem wokalu Piotr Krostek. A zmiany? Ja dbałem zawsze o perfekcję wykonawczą i dlatego tyle zmian. Ci, co nie prezentowali odpowiedniego poziomu, musieli odejść. Nazywano mnie wtedy "ch...m" i dlatego teraz przedstawiam się, że jestem przez samo H!!!
WOJCIECH CHAMRYK: Debiutancki LP Dorosłe dzieci z 1983 to nie tylko porcja doskonałego hard rocka z przebojowym utworem tytułowym, ale i pierwszy wielki sukces zespołu. Czy byliście na niego przygotowani?
WOJCIECH HOFFMANN: Myślę, że nie był to aż taki wielki sukces. Owszem było świetnie, ale nie na tyle, żeby nam w głowach się poprzewracało. Zawsze chodziliśmy po ziemi i może dlatego nie straszne nam były wszystkie zawirowania. Płyta była rzeczywiście nowatorska. Ale wtedy nikt tego nie widział. Oprócz jakości zgrania (takie były możliwości) była rewolucyjna pod względem aranżu, szybkości, energii, solówek, perkusji na dwa kopyta. Może była zbyt nowoczesna jak na tamte czasy??? W Warszawie nie chcieli tego puszczać. Ale już było wtedy TSA, a oni mieli świetnych managerów, a my nie. Więc TSA szło do góry, a my w dół.
WOJCIECH CHAMRYK: W pierwszej połowie lat osiemdziesiątych prasa nie tylko muzyczna często atakowała Turbo, zarzucając Wam koniunkturalizm, zbytnie wygładzenie muzyki, wręcz pójście na kompromis. Z tego co wiem, to Wasz ówczesny menadżer był główną siłą sprawczą takiego postępowania, wy chcieliście grać ciężko, ostro, bezkompromisowo?
WOJCIECH HOFFMANN: Już mniej więcej odpowiedziałem na to pytanie. Jeśli chodzi o to, że różne były nasze płyty, to odpowiadam: Ten kto tak potwierdził, to jakiś zwykły dupek, który się nie znał. Ja zawsze chciałem, żeby nasze płyty pokazywały rozwój kapeli. Jaki koniunkturalizm? Gdyby tak było, to po pierwszej płycie powstałaby muzyka lekka łatwa i przyjemna, a ja bym jeździł Mercedesem. I nawet tak zaczęliśmy grać BRRR!!!! Aż mi skóra cierpnie jak sobie pomyślę. Na szczęście szybko się opamiętaliśmy i doszliśmy do porozumienia, bo właściwie zespół przez te kretyńskie ruchy przestałby istnieć. Płyta Smak Ciszy była myślę rozwinięciem pierwszej, a "Kawaleria" rozwinięciem drugiej i konsekwencją mojego założenia. Świat szedł do przodu, więc dlaczego my nie???. Zobacz, niektóre kapele do dzisiaj grają jak 30 lat temu. I oczywiście nie jest to zarzut, ale ja uważam, że można grać po swojemu, ale trzeba ciągle ożywiać swoją muzę, żeby nie stanąć nad przepaścią!!!
WOJCIECH CHAMRYK: Po wydaniu komercyjnie brzmiącego LP Smak ciszy Turbo zaskoczyło nas wszystkich trzecią, niezwykle udaną płytą. Kawaleria szatana jest do dziś uważana za Wasze największe osiągnięcie i wręcz klasyczne połączenie heavy metalu z rodzącym się wówczas thrashem. Czy takie a nie inne muzyczne oblicze tej płyty jest odbiciem Waszych ówczesnych fascynacji muzycznych?
WOJCIECH HOFFMANN: Dokładnie tak. Do dzisiaj tak jest, że chcemy się rozwijać. Przynajmniej ja!!! Myślę, że jeśli jeszcze nagramy jakiś album, to będzie on bardzo klasyczny, ale z niesamowitą energią. Ja sobie nie wyobrażam, a przecież mam już 48 lat, żeby w muzyce nie szaleć, żeby nie dawać z siebie wszystkiego. Mam jeszcze w sobie totalną energię i to jest myślę najważniejsze w rocku. Nie powiedziałem ostatniego słowa!!! A "Kawaleria" ma ten przekaz i tą młodzieńczą energię i tak będzie dalej. I dlatego jest dzisiaj jedną z najważniejszych płyt rockowych, niestety tylko w Polsce ubiegłego wieku!!!
WOJCIECH CHAMRYK: Kawaleria szatana przyniosła Wam też kontrakt z niemiecką wytwórnią Noise, wówczas jedną z najlepszych firm, mającą w katalogu płyty Helloween, Running Wild, Voivod... Jednak wiele problemów spowodowało, że wydaliście w jej barwach tylko jeden LP - utrzymany w stricte thrashowej stylistyce LP Last
Warrior. Co było przyczyną braku kontynuacji tej współpracy, mimo obiecujących początków?
WOJCIECH HOFFMANN: Nie, "Kawaleria " nie została wydana w Noise. To angielska wersja Ostatniego Wojownika. Do dzisiaj tajemnicę rozwiązania kontraktu zna tylko jeden człowiek, a jest nim Tomasz Dziubiński. To Noise zerwało kontrakt grubości pudełka zapałek i myślę, że jakieś konsekwencje finansowe tego zerwania były, ale my nie dostaliśmy z tego tytułu jednego centa. Ale jestem pewien, że "KTOŚ" dostał!!!
WOJCIECH CHAMRYK: Przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych to dla Turbo okres prosperity na polskim rynku, częste koncerty z gwiazdami, także poza granicami kraju, tradycyjne już zmiany składu, kolejny kontrakt nagraniowy na Zachodzie z MFN i coraz cięższa muzyka, ocierająca się wręcz o death metal. Czy nie uważasz, że zespół zagubił
się nieco w tych poszukiwaniach, penetrując rejony, w których nie czuł się za dobrze ? Techno thrash z LP Epidemie powala na kolana poziomem kompozycji, techniką, itd., ale już LP Dead End jako całość nuży i nie przekonuje mnie do końca.
WOJCIECH HOFFMANN: My Epidemii nie znosimy. Uważamy ten krążek za album, który powinien nagrać Wilczy Pająk. To już nie nasza muzyka. A Dead End? Dlaczego? To wspaniała płyta, która pokazała dalszy rozwój zespołu, niestety już w innym składzie. Myśmy tak grali, że niejedna kapela zachodnia leżała na kolanach. Pamiętam koncert we Wiedniu z jakimiś uznanymi kapelami z zachodu, które nie chciały po nas grać. A ludzie jeszcze na ulicy skandowali jak wyjeżdżaliśmy Turbo, Turbo. I pewnie gralibyśmy dalej w tamtym składzie, gdyby nie nieporozumienia na linii MY i MMP.
WOJCIECH CHAMRYK: Wydaje mi się jednak, że w tamtym okresie czułeś potrzebę nagrywania takiej ciężkiej muzyki? Świadczy o tym album One Way, początkowo wydany tylko w formie kasety przez podziemną Carnage Rec.
WOJCIECH HOFFMANN: Ja zawsze tak czułem. Do dzisiaj siedzi we mnie diabeł i chcę zrobić coś zaj.....o!!! Zniewala mnie Sepultura ta stara, Soulfly, Slipknot i inne. Ale po co? Kto to kupi, albo zagra??? I nie chodzi tylko o kasę, ale wierzcie mi jak jest przyjemnie wyciągnąć parę setek z kieszeni!!!
WOJCIECH CHAMRYK: One Way nagrałeś właściwie z muzykami towarzyszącymi. Ten w miarę stabilny, znany z kilku płyt skład Turbo rozsypał się wcześniej. Rozstaliście się w gniewie i przez kilka ładnych lat o zespole było cicho, poza wydaniem kilku kompilacji. Co porabiałeś przez te lata i co skłoniło Was do reaktywowania grupy w 2000 roku?
WOJCIECH HOFFMANN: Przez te lata milczenia Turbo byłem producentem spotów reklamowych w różnych rozgłośniach radiowych. Udzielałem się też jako muzyk sesyjny w różnych układach i przez trzy lata grałem w pewnym "kolorowym" zespole.
WOJCIECH CHAMRYK: Nie jestem ortodoksyjnym fanem i słuchaczem, ale w związku z wydaniem CD Awatar mam dwa pytania: czy nie uważasz, że ta płyta jest zbyt nowoczesna jak na Turbo i znacznie odbiega od tego co chcieli usłyszeć Wasi fani, a poza tym czy nie lepiej było wydać ją samodzielnie, niż narażać się na ponowną współpracę z MMP ? Wspominam o tym nie bez przyczyny, bo koniec końców okazało się, że na skutek różnych perturbacji Wasze drogi znowu się rozeszły. 3 składu wydało płyty solowe, problemy z wydawcą trwają - czy Turbo wciąż istnieje?
WOJCIECH HOFFMANN: To jest mówiąc delikatnie, nasze indolenctwo. Ale nikt nam nie chciał wydać nowej płyty. MMP wydało nam całą dyskografię na CD więc pomyśleliśmy , ...? Tomek dawał na studio i promocję, więc dla świętego spokoju znów to zrobiliśmy. Do trzech razy sztuka!!! HE HE HE!! Turbo będzie dalej istnieć. Wkrótce wszystkie sprawy zostaną załatwione.
WOJCIECH CHAMRYK: Nie ma jednak tego złego, co by na dobre.... Dzięki temu możemy się cieszyć z Twojej solowej, w pełni autorskiej płyty, zatytułowanej Drzewa. W dodatku jest to Twój solowy debiut! Powiedz, jak to się stało, że po tylu latach grania, tylu płytach z różnymi grupami nagrałeś w końcu swój własny, tylko Twój album?
WOJCIECH HOFFMANN: W różnych wywiadach już mówiłem, że ta płyta miała powstać już 10 lat temu, ale nie miałem po rozpadzie Turbo ochoty na to wszystko. Chciałem odpocząć. No, a że trwało to tak długo? Odpracuję to z nawiązką. Już szykuje następny solowy projekt. Ale o tym za parę chwil. Teraz cieszę się z tej płyty.
WOJCIECH CHAMRYK: Drzewa to płyta zawierająca muzykę instrumentalną, różnorodną stylistycznie, ze słyszalnymi wieloma wpływami i echami Twoich fascynacji. Która z tych kompozycji jest Ci najbliższa? Może dodam, że ja zdecydowanie wyróżniam orientalny Delhi i najdłuższy na płycie, wręcz progresywny pod względem formy utwór suita Drzewa...
WOJCIECH HOFFMANN: Trafiłeś w "10" Suita Drzewa jest moim ulubionym utworem, Delhi też. Może dlatego, że powstały w studio i jeszcze mi się nie znudziły. Niektóre utwory mają już parę lat. Ale kocham je wszystkie tak samo. Nigdy tyle razy nie słuchałem swoich nagrań co właśnie z tej płyty. To jest to, co mówiłem wcześniej. Totalna energia i uczucia. Włożyłem w to dzieło całe swoje życie. I tak będzie zawsze.
WOJCIECH CHAMRYK: Czy nie obawiasz się, że nagrywając taki album narazisz się domorosłym krytykom, którzy często bez najmniejszych podstaw ''szufladkują'' muzykę na zasadzie: ''płyta instrumentalna, muzyk z metalowej kapeli, więc wiadomo - kolejna kopia Satrianiego''?
WOJCIECH HOFFMANN: Być może, że tak już jest ponieważ wielkie rozgłośnie dostały moją płytkę. Jestem rozczarowany tymi wielkimi nazwiskami, które kształtowały kiedyś mój gust muzyczny, a teraz nie chcą puszczać tej płyty. Za to puszczają taką kiszkę, że czasami aż mi wstyd, że to ONI!!! U nas w Polsce nie robi się wydarzenia z tego, że wychodzi jakaś ważna płyta, a ja swoją za taką uważam. Straszne jest to, że tak bezkrytycznie traktuje się niektóre zespoły zachodnie, a naszą muzykę traktuje się po macoszemu.To jest przerażające. Ale będę walczył. Zobaczymy co się z tego urodzi!!!
WOJCIECH CHAMRYK: Wątpię, by zależało Ci na takich opiniach, jak ta wyżej, jednak sytuacja na rynku muzycznym jest jaka jest i bez promocji i reklamy daleko się nie zajdzie. Co uważasz za lepsze w tej sytuacji: poddawanie się pod osąd często zupełnie nie przygotowanych do tego recenzentów z pism powiedzmy ''fachowych'', czy głuchych na dobrą muzykę prezenterów różnych FM, czy też rozsyłanie płyt promocyjnych do pism mniejszych, ale gwarantujących rzetelne podejście i obiektywną recenzję?
WOJCIECH HOFFMANN: Po wyjściu płyty rozesłałem ją do tych rozgłośni , które grają rocka, ale też do innych. Oprócz radia ZET i RMF FM , które i tak by nie puszczały, dostało może ze 100 regionalnych rozgłośni, a one, z tego co wiem, to prezentują moje nagrania, bo dostaję mailowo sygnały. We wszystkie portale internetowe też wieści rozesłałem. Podziękowano mi wielokrotnie za wiadomość. A z Warszawy nikt nawet nie odpisał. Nikt nawet maila nie wysłał - dziękuję. To już pisałem . To choroba warszawiaków, którzy uważają siebie za znawców doskonałych!!! Jestem już zmęczony takim stawianiem sprawy, bo to trwa nieprzerwanie od dwudziestu lat. Jak nie masz managera, kasy, układów to nawet jak nagrałeś najlepszą płytę w tym kraju, to WAŁA!!!
WOJCIECH CHAMRYK: Jednak najlepszą promocją są niewątpliwie koncerty. Czy wydanie Drzew będzie promowane trasą, czy też ograniczysz się do pojedynczych występów ?
WOJCIECH HOFFMANN: Trasa jest w przygotowaniu. Powinna się odbyć w drugiej połowie listopada z pojedynczymi koncertami we wrześniu i październiku.
WOJCIECH CHAMRYK: Muzycy biorący udział w sesji nagraniowej to Twój stały zespół, czy też wspomogli Cię tylko w nagraniach, a skład koncertowy wygląda inaczej?
WOJCIECH HOFFMANN: Perkusista Tomek "Krzyżyk " Krzyżaniak i basista Arek Malinowski to ludzie na stałe ze mną związani. Pozostali to skład okolicznościowy.
WOJCIECH CHAMRYK: Na koniec raz jeszcze gratuluję tak udanej płyty - warto było czekać na nią tyle lat! - i oddaję Ci głos. Powiedz o swoich najbliższych planach i zamierzeniach. O tym, że czekam na kolejny album Turbo już nie będę wspominać i dziękuję Ci bardzo za tę rozmowę !!
WOJCIECH HOFFMANN: Najbliższe plany to nagranie koncertowego premierowego materiału, który będziemy wykonywać na trasie promującej Drzewa. Pierwsza część to materiał z płyty, druga to standardy różnych gitarzystów, a trzecia to premierowy materiał w stylu jazz-rockowym. Koncert będzie z przerwą trwał prawie trzy godziny. Ja kocham grać !!! Następnie chciałbym zrealizować materiał w hołdzie zespołowi Deep Purple. Jakieś 16 utworów w nowych choć nie całkiem mocnych aranżacjach. Może Turbo. Zobaczymy, co czas przyniesie. Zapraszam na koncerty, które będą poprzedzone tzw. Klinikami - warsztatami. Dziękuję za poświęcenie mojej osobie aż tak dużo czasu. Pozdrawiam. Voyth.
www.hoffmann.art.pl
Wojciech Chamryk
Wywiad został przeprowadzony na potrzeby trzeciego numeru fanzina Bomber, w którym ukaże się w formie drukowanej.
|