|
Skład: Jim Zappa - śpiew; Ken Hitsman - gitary, chórki; Sam Persons - gitara basowa, chórki; Mike Patterson - perkusja od '89 do '92; Jaime Harris - perkusja od '92 do '93
Produkcja: High Noon
High Noon to kolejni podopieczni wytwórni Eönian Records, którym ta pomaga wyjść na światło dzienne ze swego czasu nagranym, a zupełnie dziś zapomnianym materiałem. Kapela swego czasu święciła całkiem spore triumfy na scenie klubowej Sunset Strip, między innymi supportując takie sławy hard rocka jak Badlands, Babylon A.D. czy Hurricane. Ciekawostką związaną z nagraniami jest udział w miksowaniu części z nich słynnego producenta i inżyniera dźwięku, Michaela Wagenera (którego właściwie przedstawiać nie trzeba - nazwy Mötley Crue, Accept, Poison, Skid Row czy... Janet Jackson mówią same za siebie). Płyta No Turning Back High Noon, którą w zeszłym roku "odkurzyła" Eönian Records, to zaś przekrojowy zbiór nagrań z lat 1989 - 1994.
L.A. Guns, Shotgun Messiah czy wspomniane już Babylon A.D. to pierwsze skojarzenia, jakie przywodzi na myśl krzykliwa i dynamiczna stylistyka High Noon. Przez cały czas trwania płyty chłopaki konsekwentnie "dokładają do pieca" - taki stan trwa już od pierwszego kawałka, którego tytuł pochodzi zresztą od nazwy kapeli. High Noon rozpoczyna się odgłosami piorunów i niespokojnie pomrukującym basem, by za chwilę eksplodować dźwiękiem. Kompozycja nieco wtórna, niemniej jednak dynamiczna i od razu stawiająca na nogi słuchacza. Podobnie rzecz ma się z drugim numerem, Bad Moon Risin - rozpędzona perkusja i gitarowe popisy stanowią o jego sile. Już tu słychać, że wokalista zespołu - Jim Zappa - posiada pewien potencjał i zarazem inspiruje się całym panteonem hard rockowych krzykaczy - tak Philem Lewisem, jak i nawet... Udo Dirkschneiderem. Jedyną wadą jest tu pewna monotonność powtarzającego się w kółko motywu; piosence przydałby się nieco bardziej chwytliwy, może nawet trochę ugładzony refren. Rude Boy rozpoczyna się dość ciekawymi zagrywkami, by po chwili rozpędzić się na złamanie karku. Kojarzy się trochę ze stylistyką, w jakiej poruszali się choćby Julliet. "Czwórka" to Don't Come Running. Powracają skojarzenia z nieśmiertelną balladą z drugiej płyty Shotgun Messiah - to coś w stylu Livin' Without You, albo też - ze względu na sposób śpiewania wokalisty - pościelowymi numerami L.A. Guns. Wyróżnia się tu świetne, melodyjne solo. Have My Heart tchnie klimatem wczesnego Ratt, głównie w warstwie muzycznej, Skatin' On Thin Ice to zaś znów trochę nieudany refren, niemniej jednak pewien poziom i dynamika wciąż pozostają tu utrzymane. When The Night Comes stanowi jaskrawy kontrast pomiędzy spokojnymi, śpiewanymi wręcz zmysłowo zwrotkami, a krzykliwym, chóralnie skandowanym aż do zdarcia gardeł refrenem - High Noon uderza tu w rejony Bang Tango i zresztą idzie im to bardzo dobrze. Również i gitary tną jak trzeba - Ken Hitsman, wiosłowy grupy, udowadnia, że rzadko zwalnia tempo. Chwila oddechu tymczasem nadchodzi już w chwilę potem; Just Like A Woman to prawdziwa power ballada, zdominowana przez rozdzierający i buzujący emocjami - dosłownie i w przenośni - wokal. Następny numer zwiastuje ciekawa sekwencja perkusji - czy tylko mnie kojarzy się ono z Rocket Queen Guns N' Roses, przynajmniej jeśli chodzi o wejście bębnów? Po Who Do You Think You Are następuje muskularny, ciężki riff (znów inspiracja Guns N' Roses, czy może raczej dokonaniami Kane'a Robertsa?), napędzający "dziewiątkę" - Around Midnight. Jednocześnie jednak słychać, że chłopaki nieco złagodnieli (numer pochodzi już z 1991 roku) i sleaze'owa zadziorność trochę cichnie w refrenach na rzecz bardziej przykuwającej uwagę melodii. Również i kompozycja jest nieco bardziej przemyślana niż poprzednie, zaś gitarowe solo możemy spokojnie uznać za ukłon w stronę popisów Slasha z czasów Appetite For Destruction. Grunt to rozwój kapeli, o czym świadczy tak Around Midnight, jak i Faith, Hope And Love - jedenastka, coś z klimatów późniejszych Faster Pussycat pomieszanych z kilkakrotnie wspominanymi już Gunsami z okresu debiutu. Zresztą, w nagraniach z roku 1991 inspiracja kapelą Axla Rose'a zdecydowanie u High Noon dominuje - ten skrzeczący wokal, charakterystyczne ścieżki perkusji... Dwunastą pozycję zajmuje Bed Of Lies, otwierane ciekawym, zapętlonym riffem pełnymi garściami czerpiącym z rejonów muzyki bluesowej i rock&rollowej (samej sekwencji gitar nie powstydzliby się choćby panowie z The Quireboys). W książeczce możemy przeczytać, że wersja z płyty to właściwie pierwszy, surowy miks utworu i sądzę, że gdyby dane mu było więcej szlifu i masteringu, zapewne dość miernie zaakcentowany tu refren zostałby uwypuklony... Weight Of The World i House Of Glass to już rok 1992 i 1994; w jakimś stopniu brzmią one nowocześniej, niż poprzednie numery, jakby zwiastując koniec epoki swobodnego, rozkrzyczanego sleaze rocka. Właściwie zamykająca płytę kompozycja należy do najsłabszych - aczkolwiek nic trudnego wywnioskować, że w 1994 roku perły gatunku już raczej nie powstawały.
Z jednej strony oceniając całość No Turning Back trzeba mieć świadomość, że taką muzykę - rozpędzony, dynamiczny, krzykliwy sleaze, nasycony atmosferą zadymionych klubów L.A. i Jackiem Danielsem - grywały w tamtych czasach setki kapel z Sunset Strip. Trudno więc nie zarzucać High Noon wtórności i totalnego braku odkrywczości, a także wręcz oczywistych inspiracji. Z drugiej jednak strony, w końcu taki powinien być rock'n'roll - głośny, zagrany z rozmachem i wykopem... Słychać, że chłopaki mieli całkiem spory potencjał i w sumie szkoda, że upłynęło niemal dwadzieścia lat do momentu ponownego wydobycia nagranego przez nich materiału na światło dzienne. High Noon to kapela warta odkrycia dla wszystkich fanów L.A. Guns, Bang Tango, Shotgun Messiah czy po prostu wielbicieli muzyki z pogranicza sleaze'u i klasycznego hard rocka.
Oficjalny profil na MySpace: www.myspace.com/highnoonrocks
Twisted kwiecień 2010
|