|
Skład: Riq Ferris - śpiew, chórki; Leo Mendes - gitary, instrumenty klawiszowe, perkusja, chórki
Gościnnie: Marcelo Nami, Marcio Loureiro, John Cassio - solówki gitarowe
Produkcja: Leo Mendes
Tego się nie spodziewałem. Brazylijski duet nagrał świetny (jak na razie najlepszy tego roku) album AOR-owy. Highest Dream zostali mi zarekomendowani jako niezła, lekka kapelka ze słabym wokalistą. Kiedy usłyszałem taki opis pomyślałem od razu o Myland i swój pierwszy kontakt z krążkiem ciągle odsuwałem w czasie. Aż w końcu przyszedł odpowiedni moment i ku memu zdziwieniu Far Away From Here okazało się być płytą, na którą czekałem od dawna. Zespół brzmi bardzo klasycznie, sprawiając wrażenie, jakby wszystko działo się około 25 lat temu.
Ostrzeżenia dotyczące słabego wokalisty były zupełnie niepotrzebne, gdyż Riq Ferris jest dobrym śpiewakiem. Do jego wcześniejszych doświadczeń należy udzielanie się w niezbyt znanych zespołach takich jak Sigma 5, Snow, a jego głos mieliśmy szansę usłyszeć w chórkach na solowych płytach Teda Poleya, Joe Lynn Turnera oraz Tony'ego Martina. Tak na prawdę to nie wiem, dlaczego na Riq'a Ferrisa lecą gromy, być może chodzi o akcent, muzyk pochodzi jakby nie było z Brazylii. Jego barwa głosu nie odbiega jednak od pewnych standardów AOR-owych i chwilami słuchając jego wyczynów możemy po prostu poczuć się jak w domu. Z mojej strony zero zastrzeżeń, a powiedziałbym nawet, że momentami wręcz zachwyty. Drugą osobą tworzącą Highest Dream (tą ważniejszą) jest Leo Mendes - multiinstrumentalista, który nie dość, że obsługuje wszystkie instrumenty, to jeszcze zajmuje się produkcją. Muzyk chyba wciąż żyje w latach '80 i słychać to w każdym momencie na krążku. Obaj panowie znali się wcześniej, gdyż grali razem w zespole Hardhits, który specjalizował się w AOR-owym i hard rockowym repertuarze i który rozpadł się w 2006 roku po nagraniu demówki. Far Away From Here zaczyna się nietypowo, intrem o przewrotnej nazwie Intro i które nie sugeruje słuchaczowi, że ma on do czynienia z tak lekkim, pełnym klawiszy krążkiem. Ścieżka wskazywałaby raczej na hard rock, ciekawe brzmienie prezentują gitary i słychać wyraźnie, że zostały one wyeksponowane tak, aby niepodzielnie rządzić na pierwszym planie. Jest to wrażenie mylne, gdyż w pierwszym prawdziwym utworze, czyli w Restless Dreamer gitary schodzą na dalszy plan, przytłumione wszędobylskimi instrumentami klawiszowymi. Takie typowo AOR-owe połączenie sprawdza się znakomicie, zachwycając mnie niemal na każdym kroku. Refreny łatwo wpadają w ucho, śpiewa się je z przyjemnością i nie wiedzieć kiedy utwór kończy się zostawiając po sobie jak najlepsze wrażenie. Can't Fight Hearts zaczyna się tak jakby grać miało Brother Firetribe, dalej jednak mamy powtórkę z rozrywki zaserwowanej przed paroma minutami. Utwór brzmi wyjątkowo delikatnie i cały czas jesteśmy pod wpływem instrumentów klawiszowych, zwrotki kojarzyć się mogą z kolei z 7 Months. Chwilę później wędrówka w czasie autorstwa Highest Dream zaczyna sięgać jeszcze głębiej, gdyż dochodzimy oto do kompozycji Helpin' Hand, która brzmi jak cover Survivor. Dlaczego "cover"? Gdyby puścić kawałek komuś, kto go nie zna, to z pewnością obstawiałby, że numer pochodzi z takich płyt jak Vital Signs czy też When Seconds Count. Coś dla fanów starych brzmień, a od siebie dodam, że refreny brzmią przednio i wyjątkowo pogodnie. Far Away From Here, czyli tytułowa kompozycja charakteryzuje się ponownie wyraźnie słyszalnymi inspiracjami Survivor. I jak w przypadku Helpin' Hand mieliśmy do czynienia z survivorowym rockerem, to teraz natrafiliśmy na balladę. Melodia jest jak najbardziej wzruszająca i ciągnie się w bardzo płynny, przewidywalny (ale w pozytywnym sensie) sposób. Wraz z All I Want przychodzi odmiana, gdyż grupa zaczyna grać coś co można by nazwać AOR-em z elementami progresu (gdyby jeszcze refreny nie były obdarzone typową strukturą, to zdanie to byłoby jeszcze bardziej prawdziwe). Podobne ścieżki nagrywała przed kilkoma laty grupa 7 Months, a i skojarzenia z niektórymi kawałkami Shotgun Symphony byłyby jak najbardziej na miejscu. Reach Higher to kompozycja zaczynająca się dźwiękami kojarzącymi się z kobzami, która w dalszej części przeradza się w całkiem typowy kawałek. Jest on owszem niezobowiązujący i niezbyt oryginalny, ale za taką melodyjność niejeden fan AOR-u dałby się posiekać. Słuchanie refrenów to sama przyjemność, a fragmenty instrumentalne kojarzą się bardzo z minionymi czasami. Na ósmym miejscu Highest Dream umieścili kolejną balladę. Jest to utwór z dużą ilością klawiszy, w którym bardzo dobrze prezentuje się Riq Ferris. Początek wraz ze środkiem kompozycji są właściwie wokalno-klawiszowe i w takich klimatach dochodzimy do solówek gitar elektrycznych. Jakby nie było, jest to typowa dla okresu ścieżka, a wyróżniają się w niej dźwięki imitujące skrzypce. I Will Find You jest bodaj najbardziej pogodnym numerem, jaki został nagrany przez brazylijski duet. Zwrotki mogą się kojarzyć z Gotthard i ich AOR-owym okresem w życiorysie, refreny z kolei z niedawnym Hungryheart. Po prostu pełnia radość z życia. Jak można nie lubić Ferrisa? Nie potrafię tego zrozumieć. Melodyjność przemieszana z przebojowością atakują z zażartością, której mogłoby pozazdrościć wiele zespołów. Słuchając Far Away From Here kilka razy odniosłem wrażenie, że muzycy podzielili swoje wydawnictwo na kilka bloków. Sąsiadujące ze soba I Will Find You oraz Not An Angel tworzą blok, który nazwałbym "radosno-pogodnym". Nie ukrywam, że lubię takie kompozycje. Not An Angel zaczyna się od refrenowego chórku i jest utrzymane w klimacie melodyjnego rocka końcówki lat '80. Ostatni utwór brzmi bardziej depresyjnie, ponownie kojarząc mi się z Survivor oraz z Journey. Never Be Apart ma jednak w sobie tę charakterystyczną siłę, która powoduje, że nie ma się go ochoty szufladkować. Refreny brzmią potężnie. Warto zauważyć, że jest to cecha, którą możnaby przypisać niemal całej płycie. Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się, aby po pierwszym przesłuchaniu wydawnictwa znać na pamięć wszystkie refreny. Przy drugim kontakcie z krążkiem fałszowałem niemiłosiernie próbując naśladować wokalistę. Moim zdaniem to duży plus albumu, nie każdy krążek tak łatwo wpada w ucho. Minusem byłoby to, że konstrukcja wszystkich utworów jest bodaj taka sama, brak tutaj wystarczającej różnorodności, choć z drugiej strony wszystko nadrabiane jest różnymi melodiami, różnym balansem instrumentów oraz wspomnianymi refrenami. Far Away From Here zostało obdarzone jeszcze jedną cechą, o której jak na razie nie pisałem. Jeżeli wsłuchać się w teksty utworów, to po paru minutach będzie się czuło przesyt tematyką romantyczną. Spotkamy tu zatem marzenia spełnione, niezrealizowane pragnienia, poszukiwania drugiej połówki, dowiemy się, że z naszym sercem nie wygramy, natrafimy też na rozmaite, przenajróżniejsze rodzaje miłości i nie chodzi tutaj bynajmniej o pozycje ;). Ktoś mógłby narzekać "ileż można?", mi to jednak nie przeszkadzało, może jestem wystarczająco uodporniony. Patrząc na sprawę w humorystyczny sposób, jeżeli ktoś ma kłopoty w kontaktach z kobietami, to Far Away From Here może posłużyć niemal jako poradnik. Wystarczy parę razy pośpiewać refreny, łyknąć piwko czy dwa i ma się gotowe teksty na podryw ;)
Zdeklarowani hard rockowcy nie mają czego tutaj szukać, ale sprawa ma się zupełnie inaczej w przypadku fanów AOR-u. Tak jak wspomniałem na wstępie, jest to jeden z najlepszych tegorocznych albumów poruszających się w omawianej stylistyce. A jeżeli ktoś lubi muzykę Survivor, to nie powinien długo się zastanawiać i jak najszybciej zamawiać swoją kopię Highest Dream. Bardzo dobra płyta, lepsza niż chwalony niedawno przeze mnie FarCry.
Oficjalna strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/highestdreamrock
Guciomir maj 2009
|