|
Skład: Paweł "Biały" Bielecki - śpiew; Jarosław "Hetman" Hertmanowski - gitara rytmiczna, gitara prowadząca, gitara basowa, śpiew; Marcin "Piorun" Gałkowski - gitara solowa; Maciej "Razor" Baran - instrumenty klawiszowe; Dominik "Macic" Jędrzejczyk - perkusja
Gościnnie: Julka Hertmanowska - głos w [2]; Piotr Bajus - solo w [2]; Marek Śliwa - lektor w [4]; Bogusław Balcerak - solo w [5, 6]
Produkcja: Hetman
Od czasu wydania przez warszawską formację Hetman płyty Skazaniec - nagranej jeszcze przed rozłamem grupy, w czasach współpracy z Pawłem Kiljańskim i Radkiem Chwieralskim - minęło kilka długich lat. Przez ten czas w obozie Hetmana działo się wiele - było znakomite wydawnictwo Hetman I Goście, zmiany w składzie, koncerty. Pełnowymiarowe spojrzenie na współczesne wcielenie Hetmana daje jednak dopiero wydana w 2009 r., w składzie Hertmanowski - Gałkowski - Bielecki - Baran - Jędrzejczyk, płyta Deja Vu. Jest to album ze wszech miar innowacyjny - inny skład, nowy wokalista, anglojęzyczne teksty. Do tego klimatem więcej tu Hetmana z czasów Skazańca, Hetman I Goście i debiutu, niż znanego większości słuchaczy, łagodniejszego brzmienia grupy. Dowodzący Hetmanem Jarek Hertmanowski po raz kolejny stawia na monumentalne, potężne brzmienia klasyki heavy metalu, a wymienione w książeczce płytowe inspiracje muzyków - od Iron Maiden i Accept po W.A.S.P., Thin Lizzy i Yngwiego Malmsteena - to zaledwie klucz do interpretacji krążka. Już na wstępie można jednak powiedzieć, że nie zmienia się jedno - mianowicie klasa zespołu Hetman, udowadniana na kolejnych wydawnictwach sygnowanych szyldem grupy.
Już otwierający pierwszy numer Everybody Hell Now dynamiczny riff wskazuje, że mamy do czynienia z rasowym heavy metalem i to w najczystszej postaci. Muzycy Hetmana pełnymi garściami czerpią tutaj ze stylistyki gdzieś pomiędzy Iron Maiden a Judas Priest - nawet biorąc pod uwagę śpiew i sposób artykulacji Pawła Bieleckiego. Brzmi to klasycznie, ale i zarazem nowocześnie - Deja Vu to zdecydowanie granie XXI wieku i o odkurzaniu zatęchłych, zapomnianych schematów i brzmień nie ma tu mowy. Jest za to muzyczna moc i potęga gitar, pozwalająca stawiać Hetmana w czołówce współczesnego, ostrego grania na rodzimym podwórku. Wracając więc do płyty - po mocnym uderzeniu na otwarcie, szarpana zagrywka dość płynnie przechodzi w dialogi gitar i klawiszy, rozpoczynając Radiolove. Numer ten ma w sobie niewątpliwie więcej z hard rockowych klimatów, niż jego poprzednik, stanowiąc jasne odwołanie do lat '80 i patentów, z jakich wtedy w muzyce korzystano. Hetman puszcza tu szelmowskie oko w stronę Van Halen i Scorpions z czasów, kiedy kompromis między melodyjnością a rockowym pazurem był jeszcze możliwy do osiągnięcia... Zaryzykuję tu wręcz stwierdzenie, że z całej płyty to właśnie Radiolove najbliżej do muzyki prezentowanej przez Hetmana przed laty, za czasów płyt pokroju Złe Sny. Spora w tym zresztą zasługa klawiszy, których świetne brzmienie trzeba tu wyróżnić. Pod względem tekstowym nie mogę natomiast oprzeć się pewnym skojarzeniom z utworem Krew, nagranym niegdyś przez Krzysztofa "Uriah" Ostasiuka i jego grupę Fatum. Po sporej dawce przebojowości, z jaką uderza dwójka, dostajemy galopujące na złamanie karku Bells From Hell - Paweł Bielecki brzmi tu momentami jak Udo Dirkschneider, a i gitara ma w sobie sporo z "acceptowych" brzmień. Zaletą kawałka jest bez wątpienia zapierające dech w piersiach solo, znakomicie wplecione w całość utworu. Wiedzione przez majestatycznie "kroczący" riff Damned Soldiers to nie tylko istotne zwolnienie tempa, ale również i patriotyczny akcent, otwiera go bowiem i zamyka historia życia rotmistrza Witolda Pileckiego, którego pamięci jest dedykowany. Lekcja historii w klimacie hard'n'heavy?... Sposób to nader skuteczny, gdyż podana w gitarowej oprawie wywiera na słuchaczu ogromne wrażenie i nie daje się szybko wyprzeć z pamięci. Kompozycja tytułowa, Deja Vu, to ewidentny ukłon w stronę mrocznego, ale i zarazem bardzo melodyjnego brzmienia, z pojedynkami gitar i monumentalnym motywem przewodnim sześciu strun. Znów zatem mamy heavy metalowe łojenie w jego najlepszym, klasycznym wydaniu. Po solidnym dołożeniu do muzycznego pieca chwila oddechu jest wręcz konieczna i taka nadchodzi wraz z Looking For Another Way. Szósty na Deja Vu utwór tylko pozornie jednak wydaje się ukazywać łagodniejsze oblicze współczesnego wcielenia Hetmana. W gruncie rzeczy refreny mają w sobie sporo mocy, a dawka gitarowych popisów powinna zadowolić każdego miłośnika podobnych ekwilibrystyk. All Good Boys Die Young to kolejna dawka mocarnego, potężnego heavy metalu. Znów charakter kawałka nasuwa nieodparte skojarzenia ze stylistyką prezentowaną przez Accept. Umiejętnie wpleciony w tekst nagrania fragment z Heaven Is Hell niemieckich mistrzów hard'n'heavy przypieczętowuje tylko moją wcześniejszą interpretację... Zmienne tempo Still You wprowadza nieco psychodelicznego klimatu, zwłaszcza w warstwie wokalnej. Trochę tu brzmienia progresywnego, nietypowego, korespondującego odrobinę ze stylistyką takich zespołów jak choćby King Crimson. Hold Your Fire natomiast znów powraca do tego, co w podobnym graniu najlepsze. Numer pozbawiony jest zbędnych ekwilibrystyk czy przerostu formy nad treścią, ot - oparty na nieskomplikowanym riffie rocker z gatunku "prosto w twarz". Za serce chwyta natomiast jego następczyni i zarazem ostatni na płycie utwór, Rising Storm - znakomite dialogi gitar akustycznych i elektrycznych stanowią kanwę trwającej sześć minut, urokliwej ballady, tchnącej nostalgią i melancholią. W obliczu całości zawartego na Deja Vu materiału jej refleksyjne, wyważone zamknięcie stawia przysłowiową "kropkę nad i" - gdzieś pomiędzy charakterystycznymi dla tego typu muzyki ostrym przyłojeniem, gitarowym szaleństwem, a pulsującą sekcją rytmiczną. Lepszego zakończenia płyty trudno żądać.
Deja Vu to pierwsza pełnowymiarowa płyta Hetmana (nie licząc wydawnictwa Hetman I Goście) po zespołowym rozłamie w 2006 r. i pomimo personalnych roszad, z jakimi zespół zmagał się przez ten czas, zgromadzony na niej materiał wyróżnia spójność i muzyczna konsekwencja. Stylistycznie jest to natomiast powrót do Do Ciebie Gnam, do pierwotnego brzmienia grupy, otwarcie korespondującego z panteonem hard'n'heavy. Mnóstwo tu odniesień do Accept, Scorpions, Iron Maiden czy Pretty Maids ze złotych czasów ich działalności, a wszystko to realizowane według założonej wcześniej koncepcji, z charakterystycznym dla muzyków Hetmana instrumentalnym szlifem. Słowem - hard'n'heavy pełną gębą, odpowiednio potężne i mocarne. Tych, którzy szukają tu Hetmana z czasów Złych Snów albo Wszyscy Zaczynamy Od Zera, niekoniecznie jednak czeka zawód - w mojej ocenie Hetman wypada bowiem równie przekonująco w obu wersjach, zarówno tej złagodzonej sprzed lat, jak i współczesnej. Zdecydowanie jednak polecałabym tę płytę przede wszystkim gronu słuchaczy rozmiłowanych w gitarowym łojeniu tak sprawdzonych marek, jak wspomniane już Judas Priest czy Iron Maiden, oraz polskich tuzów heavy metalu w rodzaju TSA i Turbo. Fanom Jarka Hertmanowskiego i spółki bowiem Deja Vu polecać nie trzeba.
Oficjalna strona zespołu: www.hetmanband.pl
Twisted wrzesień 2010
|