Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

HERICANE ALICE - Tear The House Down [1990]
Wydawca: Atlantic / WEA / Wounded Bird Records

  1. Wild Young And Crazy
  2. Bad To Love
  3. Dream Gurl
  4. Tear The House Down
  5. Badboy Breakout
  6. Need A Lover
  7. Too Late
  8. Shake, Shake, Shout
  9. Crank The Heat Up
  10. I Walk Alone
Tear The House Down

Skład: Bruce Naumann - śpiew; Ian Mayo - gitara basowa; Danny Gill - gitary; Jackie Ramos - perkusja
Gościnnie: Rusty Miller - perkusja

Produkcja: Thom Panunzio

Historia zespołu Hericane Alice jest niezbyt długa,ale przy tym zawiła i z pewnością znajdzie się kiedyś w innym dziale. W ramach wprowadzenia warto jednak wspomnieć, że zespół powstał w połowie lat osiemdziesiątych w Minneapolis i nazywał się wtedy Hurricane Alice. Część składu zdecydowała się przenieść do Los Angeles, więc połowa ludzi w zespole to już tamtejsi lokalni muzycy. Grupa miała problemy natury prawnej co do swego szyldu, bowiem w mieście aniołów egzystowała już inna znana kapela o nazwie Hurricane, ostatecznie więc zdecydowano się na zmianę brzmienia pierwszego członu. W 1986 r. zespół wydał własnym sumptem płytę o eponimicznym tytule Hurricane Alice, a w 1990 r. już po zmianie nazwy album zatytułowany Tear The House Down, będący przedmiotem niniejszej recenzji. Formacja wydawała się nie szukać własnego stylu i zamiast tego zaserwowała słuchaczom mieszankę twórczości kilku innych artystów.

Po serii szumów przypominających sztorm lub pogodę przed burzą (cóż za mało hard rockowy wstęp!) rusza gitarowa, rock'n'rollowa jazda w postaci Wild, Young And Crazy, utworu promującego wydawnictwo teledyskiem. Tak, grupa gra muzykę typowo ukierunkowaną na gitary i próżno by tu szukać jakichś klawiszy. Gra żywiołowo i słychać, że muzycy dobrze się podczas tego grania bawią. Kawałek dynamiczny, ostry, ale i melodyjny zarazem, z przeznaczeniem na imprezy, bardzo dobry na otwarcie płyty czy nawet koncertu. Przypomina mieszankę dokonań Coney Hatch, Roxxi i XYZ brzmieniem, wczesne Dokken sposobem budowy utworu, a wokalnie KISS, szczególnie w refrenach, gdzie głos wokalisty to jak mieszanka Stanleya i Ilousa (względnie Marqa Toriena z Bulletboys, jak sugerują niektórzy). Bad To Love garściami czerpie z twórczości AC/DC, lecz tutaj akordy brzmią ciężej, a to z racji większej ilości tonów niskich i niemal całkowitego braku wysokich. Wokalnie znów bliżej Ilousa, ciężko byłoby się doszukiwać podobieństw do gardłowego słynnych Australijczyków. Granie mocne i nie pozbawione melodii, czyli hard rock w najczystszej postaci. Po dwóch rockerach nadszedł czas na balladę Dream Girl, gdzie zespół też spisuje się dobrze. Muzycy nie potrafią chyba zbyt długo skoncentrować się na graniu ballad, więc w środku szybko wracają do dźwięków ostrzejszych. Nawet solówka jest szybsza od reszty kompozycji. Cóż, typowo rock'n'rollowe dusze, panowie chcą dać chyba do zrozumienia, że to raczej nie jest płyta dla panienek. Ba, nawet samą swoją nazwą sugerują, że krąg odbiorców ich twórczości to ci sami słuchacze, którzy są fanami Malice. W reprezentatywnym Tear The House Down muzycy nie muszą już owijać w bawełnę i wracają do rock'n'rolla, swymi początkami sięgającego pewnie samego Elvisa. Oczywiście wszystko zagrane ostro i zadziornie, jak przystało na ducha czasów. Jeden z najszybszych numerów na płycie. Zaraz po nim mamy już spokojniejsze Badboy Breakout. Tempo tylko nieco szybsze niż średnie, co ciekawe, w brzmienu można wychwycić dyskretnie zaimplementowane gitary akustyczne, coś jak w klasykach Dokken Into The Fire czy Dream Warriors.Zabrakło tylko równie dobrych wokali, aczkolwiek mimo tego mankamentu całkiem nieźle się kawałka słucha. Bardziej pompowany partiami gitary basowej utwór to Need A Lover. Słychać tu zmarnowany potencjał, bo znów linie wokalne wypadają mało interesujące, a szkoda, bo reszta numeru ma moc dynamitu. Ścieżka kierowana do fanów XYZ. Zespół pokusił się raz jeszcze o spróbowanie swych sił w balladzie. Too Late jest znacznie lepsze od swej stylistycznej poprzedniczki, a to z racji tego, że jak na balladę przystało jest nastrojowe. Wspaniale wypadają partie akustyków, również gitary elektryczne zaaranżowano tym razem ze smakiem. Ich zastosowanie znów przypomina dokkenowe patenty, ale że wykorzystano je w odpowiedni sposób, to tylko idzie na plus. Dalej najbardziej zapadająca w pamięć kompozycja z krążka - Shake, Shake, Shout. Wprawdzie nie znajdziemy w niej takich wyszukanych aranżacji jak w poprzednich kawałkach, ale ma coś w sobie, że od razu wpada w ucho. Przypomina mi bardzo dwa utwory kanadyjskiego Gypsy Rose z ich debiutu, także co nieco z repertuaru L.A. Guns. Jak widać, a właściwie jak słychać, lepsze rezultaty można uzyskać grając prosto i nie siląc się na jakieś szczególnie górnolotne zagrywki.Dobry riff to podstawa. Pamiętacie porównania do KISS i XYZ na początku płyty? To samo można napisać o Crank The Heat Up, ponownie mieszanka stylów tych dwóch kapel daje o sobie znać. Prosta recepta na sukces, zmiksować sprawdzone patenty dwóch innych kapel i połączyć je we własny numer. Niby pójście na łatwiznę, ale jak się słucha tak dobrego kawałka, od razu się grupie wybacza takie posunięcia. W porównaniu z większością setu zamykające krążek I Walk Alone jest znacznie spokojniejsze. Brzmienie jest bardziej delikatne, lepiej słychać gitarę basową, linie wokalne spuściły z tonu i nie są już takie zadziorne. Całość wypada jak Rainbow z początku lat '80, nawet wokalista zdaje się naśladować manierę wokalną Bonneta. Kto wie, czy to nie aby jakiś cover.

Wiele osób zadaje sobie pytanie, dlaczego zespoły pokroju Hericane Alice nie zyskały tak wielkiej popularności, zwłaszcza że nagrywały swe płyty w najbardziej sprzyjającym tego typu muzyce okresie. Odpowiedź okazuje się banalnie prosta, zwyczajnie było zbyt wiele kapel grających podobnie. Grupa nie wniosła nic od siebie, zastosowała te same patenty co inni, zmieszała style kilku innych formacji. Jeśli ktoś gustuje w mieszanece XYZ, Coney Hatch i Malice, a do tego lubi wstawki zapozyczone od paru innych wykonawców, to jest to album dla niego. Krążek kierowany do maniaków takiej muzy.

Oficjalna strona zespołu: www.myspace.com/hericanealice2007

Guitarrizer
lipiec 2008