Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

HELLOWEEN - Unarmed: Best Of 25th Anniversary [2010]
Wydawca: The End Records / Sony Music / JVC Japan / Zoom / Phantom Sound & Vision

  1. Dr. Stein
  2. Future World
  3. If I Could Fly
  4. Where The Rain Grows
  5. The Keeper's Trilogy (Medley):
    Part I: Halloween
    Part II: Keeper Of The Seven Keys
    Part III: King For A 1000 Years
  6. Eagle Fly Free
  7. Perfect Gentleman
  8. Forever & One
  9. I Want Out
  10. Fallen To Pieces
  11. A Tale That Wasn't Right
  12. Why [digital exclusive track]
Unarmed: Best Of 25th Anniversary

Skład: Andi Deris - śpiew; Michael Weikath - gitary; Markus Grosskopf - gitara basowa; Daniel Löble - perkusja; Sascha Gerstner - gitary
Gościnnie: Prague Symphonic Orchestra; Nippy Noya - instrumenty perkusyjne; Gero Drnek - akordeon; Andreas Becker - gitary; Albie Donnelly - saksofon; Harriet Ohlsson - śpiew; Matthias Ulmer - pianino; Chór Gregoriański

Produkcja: Charlie Bauerfeind

W tym roku minęło 25 lat, odkąd dyniogłowi z Helloween uraczyli nas swoim debiutanckim krążkiem i z tej okazji ekipa Weikatha postanowiła odświeżyć parę starszych parę nowszych utworów z bogatego katalogu wydawniczego zespołu. Pisząc 'odświeżyć' mam na myśli całkowite przearanżowanie swoich najbardziej popularnych kawałków w coś, co ciężko nazwać metalem. Uczucia jakie towarzyszyły mi podczas odsłuchu albumu ciężko opisać, ale postaram się w miarę obrazowo nakreślić, co panowie powyczyniali ze swoimi klasykami.

Album otwiera Dr.Stein, który w oryginale znajdował się na Keeper Of The Seven Keys Part 2 i ten utwór posłużył także jako podkład do nowej wersji wideoklipu. Swingujące dęciaki, oszczędne akordy gitary nie kojarzące się w ogóle z rockiem... od razu na wstępie zaznaczę, że nie znoszę Andiego Derisa śpiewającego kawałki Michaela Kiske, ale to chyba najmniejszy problem przy tym wydawnictwie, bowiem Deris masakruje nawet swoje utwory. No właśnie, forma wokalisty Helloween nie jest najlepsza delikatnie mówiąc, a takie aranżacje obnażają całą masę wokalnych niedostaków Andiego. Solówkę gitarową zastąpiło solo saksofonowe. Ta przeróbka jeszcze nie jest tragiczna, chociaż dla kogoś kto kojarzy Helloween jedynie z power metalem, może być szokiem. W Future World nie zmieniono tempa, natomiast postanowiono potraktować numer głównie na gitary akustyczne, co nie zmienia faktu, że nie mogę go słuchać. Z zespołu uchodzi powietrze. Taka muzyczka do kotleta, zrobiona z jednego z bardziej żywiołowych kawałków w karierze zespołu. Zgroza. If I Could Fly, chyba najlepsza kompozycja na The Dark Ride, tutaj zdaje się kołysać do snu. Oczywiście nie zrezygnowano z przestrzennego brzmienia, z tym że nie ma co marzyć o przesterowanych gitarach. Po prostu takie sobie plumkanie, które może byłoby znośne, gdyby zmieniono nieco rytmikę. Uwagę przykuwa jazzowe solo fortepianowe. Najbardziej podoba mi się tutaj orkiestrowe zadęcie, które faktycznie pasuje do tego numeru. When The Rain Grows to prawie inna kompozycja niż w oryginale. Okazuje się, że parodiowanie określonego stylu ma pewne granice. W rezultacie numer brzmi całkiem zwyczajnie i całkiem fajnie. Znowu dużo gitar akustycznych i ładna balladka nam się zrobiła ze starego power metalowego kawałka. Podniosły początek The Keepers Trilogy w aranżu orkiestrowym to coś, co robi wrażenie. Temat pochodzi oczywiście ze ścieżki Halloween. Właściwie zastąpiono zespół orkiestrą, ale pozostawiono rytmikę i rozwiązania melodyczne jak w oryginale. Dalej w tej epickiej podróży mamy do czynienia z kolejną odsłoną Keeper Of The Seven Keys, czyli utworem tytułowym zamieszczonym na drugiej płycie pod takim właśnie tytułem. Całość zarówno pierwszej jak i drugiej części ma klimat jaki znamy z "Groty Króla Gór" Griega, co piszę zespołowi na plus. W końcu przejście do trzeciej części Keepera, już nowszej i nie robiącej na mnie wrażenia jak dwie poprzednie, ale nie ma się do czego od strony aranżacyjnej przyczepić. No więc przyszedł czas na Eagle Fly Free, kawałek który nie raz masakrował Deris. Odruchy wymiotne jakie mnie naszły, kiedy wybrzmiały ostatnie takty tego utworu, dobrze chyba oddająm co o tym myślę. Co to ma być, się pytam? Brzmi, jakby panowie robili sobie żarty z jednej z najlepszych kompozycji Helloween. Tym razem gitary jest mało (oczywiście akustycznej, bo o przesterach możemy tu pomarzyć). Jakieś plumkanie pozbawione jajek i generalnie na żenującym poziomie. Perfect Gentleman to jeden z bardziej udanych utworów na Master Of The Rings. A tutaj? Początek całkiem niezły, ale dopóki nie wchodzi Andi Deris. Co się stało z jego głosem? Chyba powinienem go pozwać za obrazę moich uczuć estetycznych. Myślę, że Helloween powinni się poważnie zastanowić nad wymianą wokalisty przed nagraniem kolejnej prawdziwej płyty. A co do Doskonałego Dżentelmena, to powiem, że fajnie wypada bez wokalu Derisa i tyle. Warto dodać, że jest on trochę mniej dynamiczny niż w oryginale, no i łagodniejszy rzecz jasna. Forever And One, czyli ballada z The Time Of The Oath potraktowana głównie na fortepian sprawia wrażenie zupełnie innego utworu, ale da sie tego słuchać. Przearanżowanie tego numeru sprawiło, że mam wrażenie, iż to kawałek nie Helloween, a Blind Guardian. Szczęśliwie Guardiani nie musieli się martwić o formę wokalisty. I Want Out to chyba najgorsza przeróbka, o jaką pokusili się muzycy. Po pierwsze, co to za "la la la" śpiewane przez dzieci? Po drugie, jak się zmienia rytmikę, to przydałoby się także zmienić sposób śpiewania. No, ale przecież w oryginale kawałek śpiewa Michael Kiske, co potwierdza raczej opinię, że Deris powinien trzymać się z dala od kawałków Kiskego. Dzieci śpiewające z wokalistą w refrenie to też średni pomysł. Że niby Another Brick In The Wall? (temat kawałka w sumie podobny). Żałosne i straszne. Fallen To Pieces to jeden z nowszych utworów grupy. Wypada niemrawo i raczej przeciętnie. Marudzenie w tym stylu ma swoje granice tolerancji. A Tale That Wasn't Right w oryginale na pierwszym Keeperze, tam była to ładna ballada tutaj zrobiono z tego zupełnie inny kawałek. Nie wiem, co o tym myśleć. Mnie to męczy, gdyż Deris stara się pokazać swoje możliwości wokalne, a te są raczej przeciętne. Nie ma się co znęcać. Generalnie smutna ścieżka. Jako bonus do wersji iTunes krążka dodano przeróbkę Why, chyba tylko po to, żeby jeszcze bardziej pomęczyć słuchacza. Zupełnie przeciętnie, bojowo pobrzmiewające gitary akustyczne i wokalnie bez jaj.

Podsumowując owo wydawnictwo należy stwierdzić, że panowie najwyraźniej chcieli, by było na luzie i sympatycznie, a wyszło raczej parodystycznie i momentami odrażająco. Zupełnie przeciętne wydawnictwo, którego najlepszym elementem jest niewątpliwie urokliwa okładka. Fani Helloween, do których zespół kieruje ów krążek, mogą sobie go w zupełności darować i zainwestować lepiej w ostatni album Place Vendome, gdzie Kiske rozniósł na strzępy Derisa. I to w zasadzie tyle.

Oficjalna strona zespołu: www.helloween.org

LSDisease
październik 2010