Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

HELLOWEEN - Pink Bubbles Go Ape [1990]
Wydawca: Castle Music / JVC

  1. Pink Bubbles Go Ape
  2. Kids Of The Century
  3. Back On The Streets
  4. Number One
  5. Heavy Metal Hamsters
  6. Goin' Home
  7. Someone's Crying
  8. Mankind
  9. I'm Doin' Fine, Crazy Man
  10. Chance
  11. Your Turn
  12. Shit And Lobster [japoński bonus track]
Pink Bubbles Go Ape

Skład: Michael Kiske - śpiew; Michael Weikath - gitary; Roland Grapow - gitary; Markus Grosskopf - gitara basowa; Ingo Schwichtenberg - perkusja

Produkcja: Chris Tsangarides

Po odejściu z Helloween jednego z głównych kompozytorów Kaia Hansena kariera grupy załamała się. Niestety Michael Weikath, który uchodził za dyktatora w zespole, nie potafił podołać zadaniu stworzenia materiału na miarę płyt Kepper Of The Seven Keys. Właściwie kompozytorsko wyręczyli go wokalista Michael Kiske oraz gitarzysta, który zastapił Hansena już na trasie Keeper Of Teh Seven Keys II, Roland Grapow. Pamiętam, że kiedy ta płyta się ukazała, strasznie się rozczarowałem, bowiem album nie jest tak dobry jak poprzednie płyty zespołu, a na dodatek momentami tak banalnie żenujący, że aż zęby bolą.

Zaczyna sie jednak świetnie. Kids Of The Century to doskonały dynamiczny hard rock czy heavy metal, bardzo przebojowy i z całą pewnością jeden z mocniejszych punktów albumu. Kiske jest jego autorem. Jest też i współautorem następnego w kolejności Back In The Streets, który niestety nie dorównuje poprzednikowi, aczkolwiek jeszcze nie dobija. Następne parę numerów to już niestety cienizna. Najpierw biesiadny Number One, który dobrze by się nadawał October Fest w jakiejś bawarskiej wiosce. Naprawdę nie mam nic przeciwko wejskim przyśpiewkom, ale w wydaniu Helloween jest to zwyczajnie żenujące. Autorem kompozycji jest Michael Weikath i jako szef pewnie zdecydował, że kawałek powinien wyjść na singlu. Później dziwić się, że zarzucano mu złą grę na gitarze. Heavy Metal Hamsters i w tym przypadku tytuł mówi wszystko, ot cieniutki chomiczy heavy metal, który jest tym bardziej irytujący. że faktycznie ma siłę zdechłej myszy. W Going Home Roland Grapow zagrał niezłe solo, ale cały utwór nadaje sie już tylko do kosza wraz z tymi zaśpiewami, które nie mają nawet połowy mocy takich utworów jak Eagle Fly Free, powiedzmy. Na szczęście Helloween budzi się przy Someone's Crying. To juz rzecz pierwszej klasy i dorównująca Kids Of The Century. Naprawdę mocny power metalowy numer z bardzo charakterystyczną sekcją rytmiczną i cholernie melodyjny. Mankind to klasa sama w sobie, absolutnie doskonały utwór, nieco podniosły i świetnie zaaranżowany. I'm Doing Fine Crazy Men należy potraktować jako żart, aczkolwiek śmiać się odechciewa w momencie, kiedy wchodzi refren. Takie jelenie na rykowisku i szkoda, że Michael Kiske w ogóle chciał wziąć udział w nagraniu tego kawałka. Za to końcówka płyty po części rekompensuje wsześniejsze niedociągnięcia. Najpierw dynamiczne The Chance zaprawione świetnymi zagrywkami gitary i napędzane galopadą gitary basowej trochę kojarzy się z Iron Maiden i bardzo dobrze. Your Turn z kolei to doskonałą ballada z podniosłym zakończeniem.

Tak sobie myślę, że jakby ktoś włączył płytę na początku w środku i na końcu to mógłby powiedzieć: "cóż za rewelacyjny album". A tak to jest mniej więcej pół na pół, 5 utworów bardzo dobrych i reszta zwyczajnie na bardzo niskim poziomie. Nie dziwię się więc, że akcje Helloween po tym wydawnictwie wyraźnie spadły.

Oficjalna strona zespołu: www.helloween.org

LSDisease
luty 2005