|
Skład: Michael Kiske - śpiew; Michael Weikath - gitary; Kai Hansen - gitary; Markus Grosskopf - gitara basowa; Ingo Schwichtenberg - perkusja
Produkcja: Tommy Newton i Tommy Hansen
Pamiętam pewien zimowy wieczór 1990 roku, kiedy po raz pierwszy słuchałem tej płyty. Zastanawiałem się wtedy, dlaczego tak genialne utwory jak Eagle Fly Free czy March Of Time nie trafiły na koncertową składankę Live In the UK, której byłem posiadaczem od paru już wówczas miesięcy. Słuchałem z zapartym tchem i myślę, że to był moment, w którym uznałem Helloween za ten zespół, którego będę słuchał niezależnie w jak ekstremalne formy metalu ucieknę (wówczas pałowałem się na okrągło Master Of Puppers i Pleasures Of The Flesh, a wkrótce miały też do tych albumów dołączyć płyty Slayer).
Eagle Fly Free to dla mnie wizytówka Helloween, a to przejście między podniosłym intro Invitation a Eagle Fly Free dalej wywołuje u mnie gęsią skórkę. Michael Kiske ponownie wznosi się na wyżyny wokalne i nie mogę sobie oszczędzić porównania z Andi Derisem, bowiem następny wokalista Helloween śpiewając ten numer live zwyczajnie go zmasakrował, co było pewnie spowodowane jego brakami głosowymi, albo zwyczajnie to Kiske ma nadnaturalny głos. Tak czy owak Eagle Fly Free to majstersztyk i to nie tylko wokalny, bowiem w pewnym momencie mamy popisy poszczególnych muzyków, od oczywistych solówek gitarowych do indywidualnych wycieczek Markusa Grosskopfa i Ingo Schwichtenberga. W You Always Walk Alone
nagle pojawia się bluesowa modła, bluesowa modła w środku ostrego heavy metalowego kawałka z wysokimi zaśpiewami wokalisty to coś absolutnie wyjątkowego i ekscytującego i muszę przyznać, że nadaje to zdecydowanie oryginalności tej muzyce. Rise And Fall natomiast jest szaleńczym zabawnym numerem z takowym też prześmiewczym tekstem i moim jedynym 'ale' jest to, na co już zwróciłem uwagę przy okazji recenzowania poprzedniej części "Keepera", bowiem wolę wersję z płyty koncertowej. Wolę Rise And Fall bardziej surowe, aczkolwiek nie sądzę, że wykonanie na Kepper Of The Seven Keys Part 2 jest złe, jest zwyczajnie lżejsze. Zresztą o ile mnie pamięć nie myli, to właśnie Rise And Fall z Live In The UK okazało się być pierwszym utworem Helloween, jaki mnie porwał. Dr.Stein jako utwór promujący to wydawnictwo w oczywisty sposób się sprawdza, bowiem to chyba najbardziej melodyjny fragment płyty. To absolutny klasyk zespołu i tekst po raz kolejny podkreśla czysto rozrywkową wartość muzyki Helloween, bowiem w istocie rzeczy Halloween to przecież zabawa. Sielankowy nastrój burzy nieco numer We Got The Right. To doskonała przejmująca metalowa ballada (dosyć ciężka ja na balladę ale klimat odpowiedni jest), w której jednak (a jakże) nie zabrakło skocznej ludowej melodii wygrywanej precyzyjnie przez Kaia Hansena i Michaela Weikatha. Głównym atutem kompozycji jest oczywiście śpiew Michaela Kiske. W ogóle uważam, że to modelowy przykład utworu pokazującego możliwości i klasę wokalisty. Zaczyna się spokojnie od niskiej Presleyowskiej parti, po czym następuje wspinaczka, tak gdzieś do momentu tych ludowych melodyjek napięcie rośnie, a później Kiske śpiewa jak zwykle sopranowo, co jest jakby oczywistą konsekwencją tak skomponowanego utworu, jednego z najlepszych w dyskografii Helloween. Wspominałem , że dziwię się, że March Of Time nie był wykonywany live, ale chyba rozumiem dlaczego, bowiem tutaj Kiske idzie na całość i podczas trwania całego numeru zwyczajnie nie spuszcza z tonu. Przy wykonaniu live, gdzie wiadomo, że zbytnie wydzieranie się nie służy za dobrze na trasach koncertowych i nawet takim tytanom jak Kiske brakuje czasem tchu. I Want Out było następnym bo Dr.Stein signlem z płyty, tutaj dla odmiany szablonowy metalowy tekst o tym, jak to chcemy być wolni, podparty jednak doskonałym riffem i świetną solówką. Na koniec kolejny po Halloween epos zespołu. Utwór tytułowy to 13 minut z okładem i kolejna porcja niemałych emocji. Konstrukcja całej kompozycji może się kojarzyć z tamtym długodystansowcem, z tym że tu już nieco inny klimat jest. Od razu powiem, że to mój ulubiony utwór Helloween w ogóle i jeden z najlepszych jakie kiedykolwiek nagrano. Solówki prowadzą nas tu od tematu do tematu, a tekst tworzy dosyć sugestywne opowiadanie o walce dobra ze złem. Kulminacyjnym momentem jest tutaj cytat niczym z muzyki klasycznej na podkładzie, którego Kiske niskim niesamowitym głosem ogłasza upadek zła. Aż ciarki przechodzą po plecach nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni na płycie Helloween.
Dla mnie Keeper Of The Keys Part 2 to najdoskonalsze dzieło Niemców i tym samym klasyk gatunku power metal. Muszę dodać, że ma dla mnie olbrzymią wartość nie tylko sentymentalną. To jest heavy metalowa płyta marzeń, same dobre utwory i polecam ją gorąco wszystkim którzy lubią stary dobry melodyjny metal.
Oficjalna strona zespołu: www.helloween.org
LSDisease luty 2005
|