Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

HELLOWEEN - 7 Sinners [2010]
Wydawca: The End Records

  1. Where The Sinners Go
  2. Are You Metal?
  3. Who is Mr. Madman?
  4. Raise The Noise
  5. World Of Fantasy
  6. Long Live The King
  7. The Smile Of The Sun
  8. You Stupid Mankind
  9. If A Mountain Could Talk
  10. The Sage, The Fool, The Sinner
  11. My Sacrifice
  12. Not Yet Today
  13. Far In The Future
  14. I'm Free [bonus w edycji deluxe]
  15. Faster We Fall [japoński bonus track]
7 Sinners

Skład: Andi Deris - śpiew; Michael Weikath - gitary; Markus Grosskopf - gitara basowa; Daniel Löble - perkusja; Sascha Gerstner - gitary

Produkcja: Charlie Bauerfeind

Po zmasakrowaniu swoich największych przebojów grupa Helloween przystąpiła do pracy nad kolejnym krążkiem, tym razem z premierowym materiałem. Owocem tej sesji jest album 7 Sinners, piętnaste już studyjne dzieło zespołu. Jestem zdania, że niektóre stare kapele powinny sobie odpuścić nagrywanie albumów, gdyż nie da się w nieskończoność grać na jedno kopyto i nie być przy tym nudnym. Czy zatem 7 Sinners różni się od wcześniejszych płyt? Fakt faktem, że to granie ostrzejsze niż cokolwiek, co zrobili wcześniej, chociaż oczywiście ma pewne punkty styczne z płytą Gambling With The Devil, która ukazała się 3 lata temu.

Album otwiera Where The Sinners Go, ciężki kawał metalu niestety, taki metal nie poddany należytej obróbce. Brzmienie instrumentów niezbyt selektywne, gitary przybrudzone. Cóż, nie da się tego w żaden sposób porównać z Keeper Of The Seven Keys, choć oczywiście muzyka tu zawarta nie jest wcale rewolucyjna. Setki kapel nagrywa teraz podobne płyty i szkoda, że Helloween z pierwszej ligii heavy metalu wskoczył do trzeciej, by tam brylować nazwą. Melodii w otwierającym kawałku niewiele i także niewiele jej w singlowym Are You Metal? (co to w ogóle za tytuł? Panowie, nie macie już 18 lat), z tym wyjątkiem, że ten numer wzbogacono orkiestrowymi syntezatorami, które brzmią jak wyrwane z zupełnie innej bajki (sztuczne kreowanie przestrzeni w topornym graniu). Who Is Mr. Madman ma coś, co może rajcować fana płyty Master Of The Rings. We wstępie zapożyczono temacik z utworu Perfect Gentleman. I powiem szczerze, że to najlepsze, co w tym utworze mamy (temat pojawia się też w dalszej części kawałka). Chciałem koniecznie dodać, że Andi Deris śpiewa lepiej niż na składance i okazuje się, że jednak potrafi wycisnąć coś z tego niezbyt okazałego głosiku. Na jego nieszczęście muzyka zupełnie panom tutaj nie leży. Oczywiście to nagranie jest lepsze niż dwa poprzednie (przynajmniej ma jako taki refren), ale zupełnie rzeźnicka nawalanka na dwie stopy masakruje numer dokumentnie. W Raise The Noise nie ma wytchnienia od intensywnej muzyki. W tym wypadku intensywność nie jest zaletą. Sztucznie kreowany czad i zupełnie na siłę zrobione refreny. No nic, jedziemy dalej. World Of Fantasy daje trochę wytchnienia i to helloweenowe pitu pitu przebija się przez gitarowy hałas. Niestety utwór zupełnie nie jest w stanie konkurować z najlepszymi kompozycjami zespołu, a nawet z tymi ciut słabszymi z dawnych czasów. Long Live The King to thrash metalowa młócka, bez polotu i fantazji. O melodyjnym refrenie zapomnijcie. Dla odmiany The Smile Of The Sun to ścieżka utrzymana w balladowej poetyce i jest bardzo dobra. W końcu jakiś przyzwoity refren i coś, co przykuwa uwagę na dłużej. Jak widać jednak można. You Stupid Mankind to powrót do bezpłciowego metalu. Brak w tym wszystkich elementów, które ciężka muzyka powinna mieć, żeby nie była tylko zlepkiem przypadkowych riffów. Typowa power metalowa nawalanka natomiast to następny na płycie If A Mountain Could Talk. Może spodobać się fanom Hammerfall, ale raczej nie tego wczesnego. Nie wiem, co jeszcze mogę dodać, ale mnie to zupełnie nie rusza. The Sage, The Fool, The Sinner (w końcu jakiś fajny tytuł) zaczyna się nawet niezłym riffem, dalej trochę błądzenia, ale numer w tym zestawie budzi raczej pozytywne odczucia. W refrenie Andi pokazuje, że potrafi porządnie zaśpiewać i wyciągnąć głos do niezłych skal. Solówka też całkiem niezła. Liczę im ten kawałek na plus. My Sacrifice nic szczególnego do ogólnego obrazu płyty nie wnosi. Znowu keyboardowe wstawki, raczej irytujące w takich nawalankach, no i jeszcze ten pretensjonalny do bólu refren. Ja wiem, że są tacy, którzy powiedzą, że monumentalizm Helloween osiągnął wreszcie właściwe rozmiary i kapela może już równać się z Manowar. Jeśli ktoś ma takie podejście, to ten album może mu się nawet spodobać. Chociaż jeśli ktoś uważa, że Manowar najbardziej kopali tyłki na Sign Of The Hammer, niech się od tego wydawnictwa trzyma z daleka. Not Yet Today to jakieś naćpane schizy Andiego, które trwają na szczęście tylko minutę, no i na koniec Far In The Future, najdłuższy na płycie, bo trwający prawie 8 minut utwór. Właściwie kompozycja potwierdza wszystkie wady tego wydawnictwa. Mało melodii, przeładowanie niepotrzebnymi środkami (keyboardowe wstawki), no i niespotykana u Helloween rzeźnia, która przy braku melodii po prostu irytuje. Jako bonus w edycji deluxe dorzucono ścieżkę I'm Free, która jest niczym innym jak irytującą kontynuacją tego wydawnictwa. Japończycy dostali jeszcze bonus w postaci Faster We Fall, którego nie słyszałem i wcale jakoś nie żałuję.

Tytułem podsumowania. Na 7 Sinners podobają mi się dwa utwory, co raczej nie stanowi podstawy, bym ten album komuś zarekomendował, no chyba, że ktoś usilnie chce "true heavy metalu" nie bacząc na jakość kompozycji, to może ewentualnie wydawnictwo nabyć, choć wątpię, by stało się ono jego płytą roku. Dla mnie z tego krążka wieje nudą i myślę, że Helloween powinien udać się na zasłużoną emeryturę.

Oficjalna strona zespołu: www.helloween.org

LSDisease
listopad 2010