Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

HEAVY PETTIN - Big Bang [1989]
Wydawca: Polydor / FM Revolver Records

  1. Born To Burn
  2. Romeo
  3. Lonely People
  4. This Is America
  5. Looking For Love
  6. Madonna On The Radio
  7. Don't Call It Love
  8. Heaven Sent
  9. Two Hearts
Big Bang

Skład: Hamie - śpiew; Gary Moat - perkusja; Punky Mendoza - gitary; Brian Waugh - gitara basowa; Gordon Bonnar - gitary, instrumenty klawiszowe

Produkcja: Tony Taverner i Adrian Lee

Heavy Pettin to zespół wyjątkowy. Nikt inny nigdy nie połączył w taki sposób NWOBHM z komercyjnym hardrockiem, a nawet AOR-em. Anglicy tego dokonali, a efekt jaki uzyskali jest wprost piorunujący. Mówię tu oczywiście o najbardziej komercyjnym przedsiewzięciu ekipy, o albumie Big Bang. Heavy Pettin tym krążkiem miał nadzieję zaistnienia na rynku amerykańskim, zdominowanym przez komercyjnie brzmiące kapele. Reczywiście wystarczy zwrócić uwagę choćby na tytuły poszczególnych utworów, widać w nich wyraźny ukłon w stronę Stanów i jej publiczności. Recenzje w chwili ukazania się albumu nie były zbyt przychylne. Zarzucano kapeli sprzedanie się, podążanie ku trendom. Innym powodem krytycznych głosów była próba przebicia się przez konkurs Eurowizji, gdzie zespół pokazał się z utworem Romeo. Moim zdaniem, mimo że zespół przewrócił swe oryginalne brzmienie do góry nogami, to jednak zachował swą tożsamość i echa poprzednich płyt są bardzo wyraźne.

Moim zdaniem Big Bang zawiera w sobie wszystko, co jest najlepsze w hard rocku lat '80. Niesamowicie chwytliwe, zarazem radosne melodie, wprost oszałamiające solówki, które podążają za piosenką (a nie jak u wielu - utwór sobie, solówka sobie). Do tego niesamowicie pulsująca sekcja rytmiczna, dzięki której nie można usiedzieć na miejscu, atmosferyczne klawisze, niekiedy biorące udział w utworze na równi z gitarą, no i oczywiście niesamowicie charakterystyczny wokal. Śpiew Hamiego to znak firmowy Heavy Pettin. Takiego falsetu nigdzie nie usłyszycie i co jest najdziwniejsze, Hami śpiewa swym naturalnym głosem, nie moduluje go w żaden sposób. Jeśli można go do kogoś przyrównać, to do Biffa Byforda (Saxon), z tym że Hami śpiewa mniej więcej dwa razy niżej, bardziej nosowo. Trzeba przyznać, że do tego wokalu trzeba się przyzwyczaić, czasem może się to okazać barierą nie do przejścia... Tym większa strata dla słuchającego, bo rozminie się z absolutnym klasykiem. Zaczynamy od utworu Born To Run. I od razu mocne uderzenie. Świetne klawiszowe intro, pulsujący bas współgrający z perkusją i rewelacyjna melodia. Dla mnie jedno z absolutnych arcydzieł płyty. Dalej mamy wspomnianą już balladę Romeo, jedyny utwór, który ukazał się na singlu. Niestety, tą piosenką nie udało się zespołowi wygrać Eurowizji, ale jestem przekonany, że był to jeden z najlepszych (o ile nie najlepszy) utwór w konkursie (wszyscy wiemy jaki to konkurs). Sama piosenka jest ukłonem w stronę melodyjnego grania z początku lat '80, grania dość lekkiego, bazującego w dużym stopniu na klawiszach. Innym rewelacyjnym utworem jest trochę nostalgiczny, utrzymany w średnim tempie Lonely People. Klawiszowo-gitarowy wstęp to absolutny majstersztyk. This Is America natomiast to utrzymany w konwencji amerykańskiego hairmetalu hit. Anglicy dobrze odrobili lekcje, w tym jednym numerze znalazło się wszystko, co charakteryzuje chwałę lat '80. Wszystko zostało tu napisane jakby według najlepszej hairmetalowej receptury. Chór we wstępie (nie wiem jak Wy, ale zauważyłem, że każdy numer zaczynający się od chórku jest świetny), melodyjny riff przechodzący w ultramelodyjną melodię w wokalu i niesamowita solówka. Punky Mendoza zagrał po prostu najlepsze solo w karierze, takiego rock'n'rolla w solówce gitarowej jeszcze nie słyszeliście! Propozycja numer 5 i dalej nie ma mowy o wytchnieniu. Looking For Love jest bardzo podobny do openera... Ten sam żywy rytm, energia i wprost płynąca z głośników radość grania. Refren na długo pozostanie w waszych głowach. Następne w rozkładzie jest mocno klawiszowe Madonna On The Radio, tu w zasadzie chór w refrenie załatwia sprawę. Kolejny bardzo udany utwór, kolejny potencjalny hit. Jeśli miałbym znaleźć najsłabszą piosenkę na płycie (co jest sprawą niezwykle trudną) wybrałbym Don't Call It Love, nie ze względu na gitary, klawisze czy ogólne brzmienie, po prostu melodia w wokalu po kilkudziesięciu przesłuchaniach nie sprawia na mnie już większego wrażenia. Dochodzimy do mojego następnego faworyta Heaven Sent. Nie jest to ballada, jak wskazuje tytuł, lecz kolejny typowy dla Pettin szybki, galopujący niemal kawałek. Zwraca uwagę długa, niemal wirtuozerska solówka Mendozy. Krążek zamyka śliczna ballada Two Hearts, gdzie Hami śpiewa trochę mniejszym falsetem niz zwykle.

Stawiam Big Bang na równi ze "Slippery", Hysteria, Rev It Up, Excess All Areas, czy wieloma innymi majstersztykami z lat '80. Uwierzcie mi na słowo, ta płyta jest tak dobra.

Oficjalna strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/heavypettinoffical

Vandervelde
maj 2004