|
Skład: Harold Hess - śpiew, instrumenty klawiszowe; Pete Lesperance - gitary, chórki, instrumenty klawiszowe; Darren Smith - perkusja, chórki; Mike Gionet - gitara basowa, chórki
Produkcja: Harry Hess i Pete Lesperance
Trzecia studyjna płyta, trzeci styl. Harem Scarem ponownie zagrali coś nowego. Zespołowi widocznie naprawdę zależało na tym, żeby tworzyć urozmaicony materiał. A może powodem odejścia od melodyjnego hard rocka, czy też AOR-u była chęć przypodobania się nowym fanom? Światowe media miały w tamtym okresie radosną grę w głębokim poważaniu. Haremom nie pozostało więc wiele i zaczęli grać mroczniej, bardziej alternatywnie.
Nie powiem, aby taki obrót spraw mnie cieszył. Pierwsze dwie płyty zespołu można uznać za albumy tworzące kanon tego rodzaju muzyki rozrywkowej i po tak udanych wydawnictwach oczekiwałoby się od kapeli powtórki z zabawy. Trzeba jednak oddać honor Kanadyjczykom. Nie są przecież jedyną hair metalową kapelą, która odeszła od swoich korzeni, a w przeciwieństwie do większości takich "zakłamanych" formacji, Harem Scarem udało się nagrać całkiem niezłą płytę. Nie twierdzę, że Voice Of Reason jest porównywalne do Mood Swings, bo w żadnym wypadku nie jest. Chcę tylko zaznaczyć, że muzycy grają na swoim trzecim krążku w sposób bardzo naturalny, tak jakby te alternatywne brzmienia wypływały z głębi ich dusz. Nie ma tu krętactwa, nie ma zakłamania, jest za to szczerość. Zacznijmy od początku, krążek wita nas kompozycją tytułową, która pomimo swojej odmienności w stosunku do poprzedniego materiału, potrafi do mnie przemówić. Voice Of Reason został upiększony kilkoma ciekawymi rozwiązaniami związanymi ze zmianami pracy gitary, Kanadyjczycy nie zapomnieli ani na chwilę o melodii i nawet to nieszczęsne alternatywne brzmienie nie przeszkadza mi w słuchaniu wymienionego kawałka. Na płycie nie ma zbyt wielu dynamicznych utworów i tak się składa, że numer tytułowy właśnie do nich należy. Słuchając Blue można dosłyszeć się stworzonego przed paroma latami stylu, chórki są właściwie takie same, riffy również wydają się momentami znajome. A jednak podobieństwa te ciężko wychwycić, wszystko przez brzmienie gitary. Ścieżka ciekawa, choć jest na płycie parę lepszych. Numer trzeci, czyli zatytułowane romantycznie Warming a Frozen Rose zaczyna się niczym rasowa ballada bardzo ładnie brzmiącymi klawiszami. Dalej jest dziwnie, bardziej dynamicznie, ale intrygująco, Haremi grają w sobie najlepsze, choć klimat jest dość przygnębiający. Let It Go to właściwie powtórka z rozrywki, a kapela postawiła chyba za cel doprowadzenie słuchacza do łez. Zespół stawia na świetne partie wokalne Hessa i na bardzo umiejętnie budowane napięcie. Kurde, podoba mi się takie granie. And Thats All trochę zawodzi, mam momentami wrażenie, że słucham katarynki. Szósteczka, czyli Breathing Sand to kolejne powtarzanie użytych przed parunastoma minutami patentów, zespół brzmi jednak tak szczerze, że powtórzę jeszcze raz: podoba mi się takie granie. Ilość przekazanych słuchaczowi emocji jest wysoka, a grupa umiejętnie drażni się z odbiorcami. Candlejest kompozycją, do której można mieć pewne zastrzeżenia. Za pierwszym razem, kiedy jej słuchałem miałem wrażenie, że ten przepiękny utwór jest gwałcony przez alternatywnie brzmiące partie gitary. Po prostu nie mogłem ich znieść. Posłuchałem ścieżki jeszcze raz, później jeszcze raz i jakoś partie gitary przestały mi przeszkadzać. Pasują. Zainteresowanych poinformuję, że japońska edycja płyty ma jako dodatek akustyczną wersję tego nagrania. Tak się składa, że zaopatrzyłem się właśnie w takie wydanie i mogę powiedzieć jedno: bomba. The Paint This jakoś mnie nie zachwyca, choć jest nielicznym rockerem spotykanym na Voice Of Reason. Można powiedzieć, że typowym jak na krążek. Chwilę później ponownie spotykamy się z efektem katarynki, kiedy to grupa raczy nas numerem I'll Be Brief. Wbrew pozorom nie jest źle, ale numer na kolana nie rzuca. Lesperance szaleje trochę bardziej niż zwykle przy okazji Untouched. Początek jest mało przekonywujący, ale zespół rozkręca się z każda sekundą, ze szczególnym uwzględnieniem refrenów i solówki. Właśnie, nie wspomniałem jeszcze o tym, ale Harem Scarem na szczęście nie zapomnieli na Voice Of Reason o gitarowych solówkach, a Lesperance dobrze się w nich sprawuje, niemalże "klasycznie". Ostatni kawałek na płycie to jakżeby inaczej, ballada. Ponownie trzyma niezły poziom i dobrze się jej słucha, pomimo oczywistego braku oryginalności. Cóż poradzę na to, że bardzo lubię Hessa?
Voice Of Reason budzi we mnie mieszane uczucia. Pamiętam mój pierwszy kontakt z płytą, kiedy to wydała mi się nudna i dziwnie brzmiąca. Byłem do niej jednak pozytywnie nastawiony, dałem jej jeszcze jedną szansę i tym sposobem Harem Scarem kolejny raz przekonali mnie do siebie. Pomimo tego, że obecnie wydawnictwo uważam za udane i ciekawe, nie będę go polecać. Tak gruntowna zmiana stylistyki spodoba się jedynie wyrozumiałym. Warto jednak odnotować, że Kanajczycy dostarczyli na rynek trzecie zupełnie odmienne wydawnictwo i po raz kolejny nagrali dobry krążek.
Oficjalna strona zespołu: www.haremscarem.net
Guciomir wrzesień 2009
|