Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

HAREM SCAREM - Rubber [1999]
Wydawca: Warner Music

  1. It's Gotta Be
  2. Who-Buddy
  3. Coming Down
  4. Stuck With You
  5. Sunshine (remix)
  6. Face It
  7. Trip
  8. Pool Party
  9. Headache
  10. Everybody Else
  11. Enemy (bonus track w japońskiej edycji)
Rubber

Skład: Harold Hess - śpiew, instrumenty klawiszowe; Pete Lesperance - gitary, śpiew w [7], chórki, instrumenty klawiszowe; Darren Smith - perkusja, chórki; Barry Donaghy - gitara basowa, chórki
Gościnnie: Ray Coburn - instrumenty klawiszowe

Produkcja: Harry Hess i Pete Lesperance

W okolicach lat 1998-1999 rynek został zalany najróżniejszymi kompilacjami utworów Harem Scarem. Łącznie uzbierały się 4 single i 3 składanki. Dość często zdarza się to wtedy, kiedy zespół zaczyna zjadać swój własny ogon, kiedy kończą mu się pomysły na grę i kiedy muzycy czy też wytwórnie uświadamiają sobie, że trzeba za wszelką cenę wycisnąć tyle kasy, ile się tylko da. Harem Scarem przeżywali właśnie taki okres.

Zespół zakończył swoją działalność i chwilę później został reaktywowany, ale pod inną nazwą, a mianowicie Rubber. Panowie uczynili to, wiedząc, że grana przez nich muzyka uległa poważnej zmianie. Kurde, ileż to razy denerwowaliśmy się, że inne zespoły nie zdobyły się na taki gest? Ile razy słyszeliśmy słowa: "zespół jakiśtam powinien wydać ten, czy tamten krążek pod innym szyldem"? Harem Scarem niemalże udało się zdobyć na taki heroiczny wyczyn. Niestety, kapela zrobiła to jedynie połowicznie, gdyż płyta zatytułowana Rubber ukazała się w dwóch wersjach. Jedną reklamowało Harem Scarem, a drugą nowa nazwa formacji, czyli właśnie Rubber. Trochę to pokręcone, ale można się w tym połapać. Już samo spojrzenie na kaczuchę z okładki, sugeruje, że krążek może być dziwny. Wbrew pozorom okazuje się być do bólu przewidywalny, gdyż wystarczy posłuchać jednej czy dwóch piosenek, aby poznać całą płytą. Co gorsza album mieni się jako przeraźliwie słabe wydawnictwo. Kanadyjczycy spróbowali sił w bardzo lekkim, rockowym repertuarze, ale zrobili to zatracając zupełnie swoją indywidualność i swój styl. Stali się jedną z setek kapel, które brzdękają na gitarze i robią to bez pomyślunku i bez wizji. Płyta jest wypełniona po brzegi jednakowymi, takimi samymi utworami i chociaż zmusiłem się ją kilka razy przesłuchać, to nie pamiętam ani jednego z nich. Kojarzę jedynie Rubber jako całość, ale nie jest to dobra, pozytywna wizja. Płytę uważam właściwie za koszmarną. Rzadko zdarza się, aby muzyka tak bardzo mnie od siebie odpychała i fakt ten smuci tym bardziej, że nagrał ją jeden z moich ulubionych bandów, twórca takich kopalni hitów jak Mood Swings. Po tak słabej płycie jak Rubber obraziłem się na Kanadyjczyków śmiertelnie. Zresztą nie ja jeden. Pamiętam, że przed laty podobne negatywne wrażenie wywarł na mnie Brett Walker, który był reklamowany jako AOR-owa rewelacja, a który okazał się być przedstawicielem nudnego, bezpłciowego rocka. Kasy wydanej na jego album (Lift Off bodajże) szkoda jest mi do dzisiaj.

Harem Scarem aka Rubber osiągnęli dno. Opisywany krążek to bezdyskusyjnie najgorsze dziecko formacji, a świadczy o tym nienawiść, jaką da się wyczuć u fanów zespołu, kiedy wspomni się tę nieszczęsną kaczuchę. Popularny serwis HeavyHarmonies, będący w rzeczywistości bazą danych dla kilkunastu tysięcy płyt, wymazał ze swoich zbiorów wzmianki na temat tego krążka. Lepiej myśleć o nim tak, jakby nigdy go nie było. A co do samej okładki, kaczucha jest świetna ;), ale to bodaj jedyny plus wydawnictwa.

Oficjalna strona zespołu: www.haremscarem.net

Guciomir
grudzień 2009