|
Skład: Harry Hess - śpiew, instrumenty klawiszowe; Pete Lesperance - gitary, instrumenty klawiszowe; Darren Smith - perkusja, chórki; Barry Donaghy - gitara basowa
Produkcja: Harry Hess i Pete Lesperance
W 1997 na rynku pojawiło się kilka wydawnictw firmowanych nazwą Harem Scarem. Mowa tu o płytach takich jak Believe, Karma Cleansing oraz Believe w wersji special edition, odmiennej od regularnego wydawnictwa. Wszystkie 3 płyty to właściwie ten sam materiał i nie licząc nazw, różnią się przede wszystkim kolejnością utworów, paroma bonusami, a w przypadku edycji specjalnej kilka utworów zostało poddanych przeróbkom. Jednak w gruncie rzeczy powyższe wydawnictwa to jedno i to samo - stanowią łącznie czwarty studyjny krążek formacji.
Ponieważ nie posiadam wszystkich trzech płyt, skoncentruję się na specjalnej Believe. Tym, co przede wszystkim rzuca się w oczy, jest to, że ekipa ponownie wprowadziła do swojej gry nowe elementy i longplay nie przypomina poprzednich krążków Haremów. Owszem, pewne patenty będą się powtarzać, chwilami gra zespołu przypomina AOR-owe momenty z jedynki, czasami mamy trochę autorskiego hard rocka z dwójki, czasami trochę alternatywy z trójki, całość tworzy jednak nową jakość ze względu na dość liczne nowoczesne wstawki i można śmiało stwierdzić, że Kanadyjczycy ponownie proponują coś nowego. Zwrócę również uwagę na to, że zespół odszedł od mrocznego klimatu z Voice Of Reason i podszedł do tematu bardziej klasycznie, z umiarkowanym uśmiechem na ustach. Utwór tytułowy podoba mi się ze względu na bardzo fajną grę Lesperance, który pokazuje na co go stać i udowadnia, że co jak co, ale pomysłów mu nie brakuje. Ścieżka gna do przodu niczym szalona i co jakiś czas zwalnia, aby panowie mogli zaprezentować swoje firmowe chórki i refreny. Fanom jedynki i dwójki numer z pewnością się spodoba. Die Off Hard przypomina ciężej zagrany materiał pochodzący tak jakby z pierwszego albumu grupy, ponownie mamy tę samą melodyjność, inne jest już jednak brzmienie, bardziej hard rockowe. Super. Hail, Hail po prostu mnie rozwala. Zespół tworzy bardzo nastrojowy klimat, a kiedy przychodzi czas na refreny, muzycy wkładają w nie kupę uczucia, łącząc ze sobą starszą melodyjność z bardziej nowoczesną szorstkością. Staying Alive brzmi bardzo podobnie do wspomnianego wcześniej Die Off Hard i podobnie jak poprzednik spodoba się fanom hard rocka. Jeżeli mam być szczery, to gdybym nie wiedział, że grają tutaj Haremi, to słysząc ten numer raczej bym się tego nie domyślił. Zabawnie zatytułowane Baby With A Nail Gun stanowi popisy Lesperance'a i jest utworem instrumentalnym. Gitarzysta nie proponuje licznych rozwiązań, powtarzając do znudzenia kilka zagrywek, brzmią one jednak rewelacyjnie (trochę Satrianiego), dobrze się ich słucha. Bardzo podoba mi się stworzona w ten sposób melodia i gdyby nie brak częstszych zmian to wystawiłbym zespołowi bardzo wysoką notę. Morning Gray zwiastuje niestety koniec dobrych nut na płycie. Kawałek jest do bólu nudny, pojawia się w nim nielubiany przeze mnie katarynkowy efekt pochodzący z Voice Of Reason i za sprawą ogólnie pojętej złej nowoczesności po prostu mnie odrzuca. Victim Of Fate to właściwie trochę inaczej zagrane Mood Swings. Cholernie brakuje mi starego brzmienia i nowe wcielenie ekipy nie jest w stanie wyciągnąć z nagrania tyle ile by się dało. Moim zdaniem Rain jest nieudaną balladą. Zdaję sobię sprawę, że czasami jestem bezkrytyczny w stosunku do pościelówek Haremów. Wszystko to dzieje się za sprawą Hessa, dzięki któremu nawet akustyczne płacze wydają mi się atrakcyjne. Tym razem tak nie jest, a Rain omijam z daleka, gdyż po prostu wieje od niego nudą. Kiedy już przez chwilę zwątpiłem w zespół i w Hessa, natrafiłem na I Won't Be There, które przypomniało mi dlaczego uwielbiam ten zespół i tego wokalistę. Wystarczyło posłuchać refrenów i od razu wiele im wybaczyłem. Szkoda, że chwilę później ponownie muszę weryfikować zdanie, gdyż nowoczesność Karma Cleansing jest tak odpychająca, że już po pierwszym refrenie przeskakuję do kolejnej ścieżki, czyli do Cages. Niestety nie znajduję tam ratunku, gdyż obie kompozycje są utrzymane w podobnym klimacie, a na domiar złego Hess w zwrotkach brzmi tak trochę jakoś psychodelicznie. Obrażony już nie na żarty nie potrafię przekonać się do ballady The Mirror, która powtarza błędy Rain i niezbyt zadowolony przeskakuję do ostatniego na płycie numeru. Surrender jest coverem znanego na cały świat numeru Cheap Trick. Z przykrością stwierdzam, że zarówno oryginał jak i inne przeróbki brzmią lepiej od wersji Kanadyjczyków. Panowie po prostu zagrali swoje nie przykładając się za bardzo do tematu.
Believe aka Karma Cleansing w porównaniu do trzech poprzednich albumów wypada słabo. Oczywistym wydaje się, że z debiutem i Mood Swings bardzo trudno jest konkurować. Płyta przegrywa jednak również z Voice Of Reason, które było krążkiem wyjątkowo trudnym w odbiorze, choć nagranym na bardzo przyzwoitym, wysokim poziomie. Believe polecam jedynie fanatykom, chyba, że komuś wystarczy parę dobrych numerów. Wtedy można spróbować, ale doradzałbym daleko idącą ostrożność.
Oficjalna strona zespołu: www.haremscarem.net
Guciomir wrzesień 2009
|