|
Skład: Børge Pedersen - śpiew; Svein Grostad - gitary; Jomar Johansen - gitara basowa; Odd Ellingsen - perkusja
Produkcja: Stein Bratland
No cóż, w pierwszej chwili byłem przekonany, że to nowe dzieło amerykańskiego Hardline. Nawet się zdziwiłem. Już? Tak szybko? Okazało się jednak, że to nie panowie zza Wielkiej Wody nagrali album, ale ich dawno już zapomniani koledzy z Norwegii, którzy swój zespół również ochrzcili nazwą Hardline.
Grupa powstała w roku 1983, kiedy to do speedrockowego trio nazywającego się Lipservice, w składzie którego znajdowali się gitarzysta Svein Grostad, perkusista Odd Ellingsen i basista Egil Trøa, dołączył wokalista Børge Pedersen. Postanowili oni zmienić nazwę na Hardline i szybko zrealizowali demo w Nidaros Studios. Spodobało się ono na tyle, że formacja podpisała stosowne papiery ze szwedzką wytwórnią Intersound. Wiosną 1984 roku ukazał się ich debiutancki album, zatytułowany po prostu Hardline. Płyta zyskała przychylność fanów oraz krytyki, czego skutkiem było ponowne wydanie krążka, tym razem przez Mausoleum Records. Zespół szybko stał się ulubieńcem publiki i często koncertował. Niestety jak to często bywa, panowie nie zdołali nagrać drugiego krążka. Spotykali się tylko czasem, by tu i ówdzie zagrać kilka koncertów, tak jak w 1993 roku podczas trasy w UK, kiedy to pod nazwą Valhalla zagrali koncert w Marquee Club. Takie spotkania miały miejsce od czasu do czasu, jednak o drugiej płycie jakoś było cicho. Dopiero w roku bieżącym, 27 lat po premierze swojego debiutanckiego LP, Hardline prezentuje swoje nowe dziecko, dumnie zatytułowane Monumental. Przyznam, że byłem bardzo ciekawy, jak może zabrzmieć zespół, który po tak długim czasie nagrywa nowy album. Zdarza się przecież, że takie powroty niczemu i nikomu nie służą, stając się często jeno smutnym wspomnieniem dawnych lat i karykaturą zespołu. Tymczasem wkładając estetycznie wydany krążek (ukłony dla Hardlineofnorway Records, Bare Bra Musikk A/S oraz pana Tove Sømhovda, managera zespołu) nie spodziewałem się, że będę miał okazję wysłuchać jednego z najlepszych wydawnictw w tym roku. Monumental to najlepszy hard rock/southern metal/zmetalizowany blues od ostatniej płyty Lynyrd Skynyrd. Po prostu świetna rzecz! Zespół ten usadowił się gdzieś pomiędzy AC/DC, Metalliką, Motörhead, Lynyrd Skynyrd, całą tą masą amerykańskich, rockowych zespołów i nawet co nieco z Rush się tu znajdzie. Wydany 14 kwietnia LP zawiera kapitalne wokale, nośne, przebojowe melodie, ciężkie jak słonica gitarowe riffy i dynamicznie i z wykopem grającą sekcję. Panie i Panowie: przed Wami najnowszy wypiek Hardline. Usiądźcie wygodnie i posłuchajcie tej jakże udanej płyty. Już od progu wita nas radosny, łobuzerski, ale i ciężki riff w Shout. No i te wokale! Pan Pedersen brzmi jak, nie przymierzając, Brian Johnson z AC/DC. Cały kawałek brzmi tak, jakby elektrycy nagle przerzucili się na granie południowego, amerykańskiego rocka. No i te charakterystyczne dla nich zakończenie i "wyciskane", siłowe wokale. Czyste AC/DC, nic dodać nic ująć. Dalej mamy Go To Waste. To już coś innego, choć ten ciężki, aczkolwiek melodyjny riff i wokale naprawdę mogą się podobać. Miejscami za sprawą Sveina Grostada obsługującego tu wiosło riffy mogą przypominać te spod palców Tomka Iommiego. No i solówka też bardzo podobna. Call My Name to znów takie nieco wolniejsze AC/DC, umiejscowione gdzieś w okolicach Blow Up Your Video z domieszką southern rocka. Przyznam, że robią na mnie wrażenie te ciężkie, miażdżące na cienką bibułkę riffy. Tytułowy Monumental to pierwszy hit na tej płycie. Bardzo wolny, niczym ogromna, potężna ciężarówka, rozpędza się, nabiera mocy i biada tym, którzy staną jej na drodze. Przy okazji mamy tu co nieco z Metalliki w zakończeniu refrenów (osobiście kojarzy mi się to z The End Of The Line). I jakże fajnie wypada tu solówka, niechże Hammet sobie tego posłucha. Tak się gra! Jeszcze lepiej jest w zajebistej balladzie Still More Days. Przypomina najlepsze kawałki Lynyrd Skynyrd, tyle, że ma więcej mocy i ciężaru. No i ta świetna melodia oraz kapitalny tekst. No i wokalista, który niemal nie śpiewa, miejscami po prostu mruczy. Efekt jest powalający. Sweet Reverie mógłby być zaginionym utworem, albo odrzutem ze studia spółki braci Young. Taki leciutki, bujający blues-rock w oprawie amerykańskiej. Nie przemawia do mnie zbytnio taki Caveman, ale to nic dziwnego na moją awersję do psychodelii serwowanej przez panów z Rush. Szkoda trochę, że znalazł się na tej płycie, no ale niechże już sobie będzie. Tak czy owak, mi się nie podoba, może komuś przypadnie do gustu. Na osłodę mamy ciężki Days Of Supression i wszystko wraca do normy. Takie kawałki zdecydowanie bardziej do nich pasują. Szkoda tylko, że te chóralne refreny są tak schowane z tyłu. Przydałoby się je nieco bardziej wysunąć do przodu. Niechże panowie sobie śpiewają. Musi podobać się solówka iście w stylu Angusa. Showdown to jeszcze ciężej. Soundgarden, RATM, Audioslave, AC/DC, a nawet Monster Magnet. Niezły miks, co? Ja jestem pełen uznania dla tych niemłodych już panów. Zupełnie swobodnie i bez wysiłku połączyli to wszystko w jedno. Grają bez napinki, zupełnie na luzie i nawet ognista solówka nie mąci tego obrazu. Po prostu wielki, ogromniasty hicior, zawstydzający całą amerykańską scenę rockową. Posłuchajcie sobie Times To Come i pokażcie mi drugi taki kawałek. Oprócz wokalu zniknęło zupełnie AC/DC, pojawiło się więcej amerykańskiego rocka w bluesowym sosie. No i ten zajebisty wokalista, zrezygnowanym głosem opowiadający ponurą historię. Duże brawa. Na zakończenie tej bardzo udanej płyty zespół serwuje wyniszczający Leave You Home. Wolny, morderczy, stricte amerykański, może nieco psychodeliczny (znów echa Rush i Monster Magnet) utwór. Ale jak się podoba...
Szybko, za szybko kończy się ta płyta. Czuję niedosyt, chcę jeszcze. Zatem ponownie wciskam "Play" i wszystko może zaczynać się od początku. Za wyjątkiem tej jednej wpadki jest to bardzo udana propozycja. Uważam, że ten zespół wszystkich zaskoczył i nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Jeśli jednak za kolejnych 20 lat nadal będzie o nich cicho, to każdy zapytany o Norweski Hardline odpowie "Hardline, to był taki zespół, co grał jak Hardline". Serdecznie polecam. To wszystko co recenzent chciał powiedzieć o tej płycie, ode mnie 9/10, dziękuję Państwu. Zamykam recenzję.
Oficjalna strona zespołu: www.hardlineofnorway.com
Vincent maj 2011
|