|
Skład: Johnny Gioeli - śpiew; Joey Gioeli - gitary; Josh Ramos - gitara; Christopher Maloney- gitara basowa; Bob Rock - perkusja; Michael T. Ross - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Bob Burch
Problem z powrotami moim zdaniem jest jeden. Wiadomo że zespół, który wraca po 10 latach, nie będzie w stanie nagrać nowej płyty będącej logiczną następczynią tej sprzed lat (wyjatkiem jest Giant, ale III są to przecież zremasterowane dema z lat 89-91). Moim zdaniem te powroty powinny następować pod innym szyldem. Jednak wiadomo, nazwa Hardline jest większym magnesem niż jakaś nowa nazwa i można liczyć na "x" wiecej sprzedanych płyt (sam Gioeli przyznał że mieli ok 100 tys zamówień przed wypuszczeniem płyty). Tyle tytułem wstępu. Jak się z niego można domyślić; II nie jest w żadnym stopniu kontynuacją stylu obranego na Double Eclipse. Jest to inny zespół od tego w 1992 roku, za Neila Schona mamy Josha Ramosa, za jednego z najlepszych perkusistów Deana Castronovo wszedł Bob Rock (Nelson). Jedyne co może pozostało ze starego składu, to fenomenalny wokal Gioeli'ego, który jest tu wspaniały. Mam wrażenie że Johnny nawet jakby śpiewał książkę telefoniczną, brzmiałoby to niesamowicie. Można powiedzieć, że powrót jest w miarę udany właśnie głównie dzieki niemu.
Produkcja płyty jest w porządku. Nic nadzwyczajnego, ale trzyma wysoką klasę. Jedyne do czego można sie przczepić, to brzmienie perkusji, która brzmi tu bardzo plastikowo, nie ma tu tej siły i dynamiki z jedynki. Jeśli porównać pracę gitar na II z "Double...", to niestety debiut wyraźnie prowadzi..Należy jednak zauważyć że budżet produkcji Double Eclipse był ze sto razy większy od II. Mimo wszystko z całego materiału można wywnioskować, że nastepna płyta może być zabójcza. Skąd taki wniosek...? Znalazło się na płycie kilka bardzo ciekawych numerów. I tak np. Y jest powerballadą, jednak taką dość nietypową, może kojarzyć się z Blind Revolution Mad Wingera... Po wolnym wstępie wchodzi fantastyczny refren. W zasadzie ten numer mógłby sie znaleźć na debiucie, choć gitary by się raczej wyróżniały. Jednak nie oszukujmy się, płyta z takim soundem jak na Double Eclipse już nigdy nie powstanie. Innym niezłym numerem na płycie jest... odrzut z sesji Double Eclipse, Only A Night. Czuję tu pewien niesmak, ponieważ miałem okazję wysłuchać demówki nagranej przez Schona. Wersja z II jest wyraźnie gorsza, nagrana jakby na siłę. Paralyzed rozpoczyna się bardzo ciekawym riffem, cały początek utworu jest bardzo dobry, jednak później cos umyka, jakby zabrakło pomysłu. Face The Night jest balladą z wolnym, melancholijnym refrenem, który naprawdę może się podobać. Zaliczyłbym ten numer na plus zespołowi. Hey Girl ma ciekawy akustyczny wstęp, gdzie Ramos pokazuje, że jest niezłym gitarzystą, chociaż utwór generalnie rozczarowuje. Mało przekonująca melodia, jak dla mnie mimo tego otwarcia przeciętny numer. Your Eyes, Weight czy Way It Is, Way It Goes bardzo rozczarowują, szczerze nówiąc nie wiem co napisać o tych piosenkach poza tym, że są dobrze zaśpiewane przez Gioeli'ego. Może lepiej było EP-kę wydać? Album zamyka kompozycja This Gift, na której udziela sie Neil Schon. Jest to bardzo dobry wolny utwór, którego atmosferę świetnie podkreślają klawisze i dopełnia go bardzo udana solówka.
Jak już napisałem, II jest w miarę udanym powrotem. Wyszłaby z tego świetna EP-ka z maksymalna oceną. Niestety przeciętne numery bardzo obniżają ocenę. Mam wielką nadzieję, że następny album będzie jednak o wiele lepszy i zespół postara się bardziej zbliżyć do debiutu. Dla wielbicieli jedynki i głosu Gioeli'ego rzecz obowiązkowa, dla reszty - przed kupnem lepiej przesłuchać.
Brak oficjalnej strony zespołu
Vandervelde listopad 2003
|