Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

HANOI ROCKS - Street Poetry [2007]
Wydawca: Wolfgang Records / Backstage Alliance / Demolition Records / JVC Victor

  1. Hypermobile
  2. Street Poetry
  3. Fashion
  4. Highwired
  5. Power Of Persuasion
  6. Teenage Revolution
  7. Worth Your Weight In Gold
  8. Transcendental Groove
  9. This One's For Rock'N'Roll
  10. Powertrip
  11. Walkin' Away
  12. Tootin' Star
  13. Fumblefoot And Busy Bee
  14. Self Destruction Blues [japoński bonus track]
  15. Worldshaker [japoński bonus track]
  16. Trouble Boys [tylko w digipacku]
  17. Fashion (promo video) [tylko w digipacku]
  18. Boulevard Of Broken Dreams (live video) [tylko w digipacku]
  19. Highschool (live video) [tylko w digipacku]
Street Poetry

Skład: Michael Monroe - śpiew, harmonijka, saksofon, fortepian; Andy McCoy - gitary, fortepian, chórki; Conny Bloom - gitary, chórki; Andy "A.C." Christell - gitara basowa, chórki; Kari Lacu Lahtinen - perkuja
Gościnnie: Ilmari Pohjola - róg; Antti Hynninen - róg; Verneri Pohjola - róg; Mamba Henkilö - instrumenty perkusyjne

Produkcja: Hanoi Rocks

Skłamałbym sromotnie, gdybym stwierdził, że śledziłem dość długą w sumie karierę Hanoi Rocks i skłamałbym też stwierdzając, że słyszałem wszystkie ich płyty. Niemniej jednak znam ich sztandarowe dzieła z lat '80 i przyznam bez bicia, nie porwało mnie to. Tym, co od razu zniechęcało mnie do zespołu, była produkcja. Raczej półprofesjonalna i miało się wrażenie, że grupa nie przywiązuje do tego kompletnie wagi. Tym większym zaskoczeniem jest dla mnie nowe dziecko Finów pod malowniczym tytułem Street Poetry.

Rewolucji w sensie kompozycyjnym nie mamy się co spodziewać, bowiem zawartość krążka to utwory utrzymane w starym glam/punk rockowym stylu. Co jednak znamienne, zespół wystrzega się tutaj zawodzenia na nowomodną nutę i to ogromny plus na tle tego, co ostatnio się wyrabia w rocku. Wspominałem o nieczytelnej produkcji ich klasycznych już płyt nie bez kozery, bowiem brzmi to wszystko zadziwiająco dobrze. Napewno jakość tego albumu przykuwa uwagę, nawet jeśli ktoś nie przepada za takim stylem grania. Album rozpoczyna mocny hard rockowy numer Hypermobile. Rzecz jasna nie ma mowy o jakimś super czadzie. Każdy, kto zna dorobek Hanoi Rocks mniej więcej wie, czego się spodziewać. To naprawdę ma jaja. I to spore. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek napiszę tak o tej grupie. Nieźle panie Monroe. Jakby tak jeszcze podrasować trochę gitary. No, ale nie narzekajmy. Nieraz bywa, że za ciężkością idzie jakiś nu-metal, więc rozkoszujmy się prawdziwym rock and rollem. A jest czym, kawałek tytułowy oparty na bardzo charakterystycznym i frapującym riffie zapamiętuje się od razu. Refren też świetny... Tak myślałem, kiedy skończy się dobra passa płyty, bowiem Fashion znałem już znacznie wcześniej (numer promował wydawnictwo i ukazał się na singlu) i polubiłem go od razu. Więc myśląc że 3 dobre kawałki na wydawnictwie Hanoi Rocks to dużo, nie oczekiwałem nawet, że i reszta może być tak dobra. Ale przy Fashion należy zatrzymać się na dłużej, bowiem zespół zastosował tutaj swój stary trick. Melodią przewodnią kawałka jest dobrze znana wszystkim sympatykom grupy imitacja tanga. Pozostałym wyjaśniam, że motyw grany jest w odpowiedniej dla tego latynoskiego tańca rytmice, podany na zasadzie wyodrębniania dźwięków na nieprzesterowanej gitarze. Dla mnie bomba. Dalej mamy Highwired i jest to mój faworyt na płycie. Świetna partia gitary i naprawdę kuszący refren. To dobra muza, dobra, dobra kochani. Pisze to ktoś, kto uważał Hanoi Rocks za zespół cienki. Skoro mnie przekonali, jest szansa, że przekonają innych niedowiarków. Następnie grupa serwuje nam kilka lżejszych numerów. Power Of Persuasion i Teenage Revolution mają chyba pokazać, że chcą trochę urozmaicić album. W pierwszym z nich słychać flirt z muzyką funk, aczkolwiek to przebojowy numer z refrenem wręcz genialnym. Że ktoś miewa w dzisiejszych czasach takie pomysły. Teenage Revolution natomiast kojarzyć się może z Thin Lizzy. Bardzo podobnie prowadzona melodia jak w Boys Are Back In Town. Refren jak z bajki, można zanucić już po pierwszym odsłuchu. Worth Your Weight In Gold ma bardziej monumentalny wydźwięk. Pojawia się saksofon. Tak właśnie w latynoskim stylu. Trochę smutno nam zespół pogrywa, ale to też doskonały kawałek. Wszystko dopracowane i o wiele bardziej składne niż wczesne kompozycje grupy. Transcendental Groove zaczyna się opętańczym krzykiem Michaela Monroe. Dalej robi się bardzo spokojnie, ale tylko do refrenu, w którym zespół pokazuje prawdziwe pazurki. To taka wyważona kompozycja. Czuje się w niej pewne napięcie. O refrenach można by napisać osobną recenzje. Jest oczywiście świetny (czyli zapamiętywalny), ale przede wszystkim zespół się nie powtarza. This One's For Rock'N'Roll jest radosne i ten tytuł świetnie pasuje. Właściwie mogę odnotować, tak grali kiedyś na Two Steps From The Move, tyle że tutaj brzmią już naprawdę dobrze. Po raz kolejny pojawia się saksofon. I tak nas ten numer buja niczym jakieś T-Rex. O tak, to dobre porównanie. Powertrip jest ciut punkowe (tego nie mogło zabraknąć), ale mamy do czynienia z fajnymi zagrywkami techniką slide i dla mnie to kolejny dowód na to, że zespół tkwi głęboko w rockowej tradycji. Walkin' Away mógłby być przebojem. Utwór w średnim tempie, trochę stonesowki (pewnie gdyby go zrobił Jagger z Richardsem, to Stonesi sprzedaliby kolejne miliony płyt). Spodoba się każdemu, kto lubi Rolling Stones z okresu Voodoo Longue. Tootin' Star to już czysta zabawa. Tutaj Hanoi Rocks sięga absolutnie do swoich najstarszych pomysłów. Za tą zabawną w sumie melodyjką podąża harmonijka ustna. Później nie po raz pierwszy na krążku pojawia się także saksofon. Na sam koniec Fumblefoot And Busy Bee, żartobliwy raczej fragment, trwający ledwie 2 minuty. Wogóle warto dodać, że są tutaj same krótkie numery, a całość trwa ledwie 3 kwadranse.

Biorąc się za podsumowanie Street Poetry mogę powiedzieć, że panowie uraczyli nas frapującą dawką rock and rolla, jakiego niewielu dzisiaj odważy się grać. Nie jestem fanem zespołu, naprawdę byłem negatywnie nastawiony to tej płyty, ale zostałem mile zaskoczony. Oby więcej takich płyt. Rock and roll potrząsa swoimi starymi kościami, jeszcze raz.

Oficjalna strona zespołu: www.hanoirocks.com

LSDisease
październik 2007