|
Skład: Joacim Cans - śpiew; Oscar Dronjak - gitary; Stefan Elmgren - gitary; Magnus Rosen - gitara basowa; Anders Johansson - perkusja
Produkcja: Charlie Baverfeina
W gronie osób interesujących się muzyką metalową nie ma chyba kogoś, kto nie słyszałby nigdy nazwy Hammerfall (i nie chodzi tu bynajmniej o tytuł jednego z kawałków Manowar). To dziwi zważywszy na fakt, iż jest to grupa stosunkowo młoda. Jedyne logiczne wytłumaczenie tego zjawiska każe sądzić, że kapela jest po prostu dobra. Warto więc chyba przypatrzeć się bliżej temu wytworowi umysłów zawartych w długowłosych głowach, choćby na przykładzie wydanego w 2002 roku Crimson Thunder.
Przesłuchawszy wcześniejsze wydawnictwa Hammerfall aż się prosi, by go wcisnąć pomiędzy Iron Maiden a Manowar. Nie mogę się z takim poglądem nie zgodzić. Szalone tempo nadawane przez perkusistę utrzymuje utwory w heavy metalowym duchu, obecnym ponadto w każdym szepcie gitary i każdym ruchu strun głosowych Cansa. Tęże formę reprezentuje również Crimson Thunder. Sam głos wokalisty już w niektórych momentach łatwo pomylić z Dickinsonem. Mroczna tajemniczość niemal każdego z 11 utworów umieszczonych na krążku bezsprzecznie nawiązuje do dorobku heavy metalu w jego szczytowej formie lat '80. Nie mogę powiedzieć, że znalazłam w tym albumie coś nadzwyczajnie oryginalnego. Jest to swego rodzaju powielanie wzorców, ale bądź co bądź udane. Nie ma tutaj przesadnie długich i zdobionych solówek, ani wymyślnych popisów wokalnych. Płyta nie jest skomplikowana, refreny poszczególnych utworów szybko wpadają w ucho i dają się łatwo powtarzać, jak w Riders Of The Storm, Hearts On Fire czy w (najlepszej moim zdaniem pozycji) tytułowym numerze Crimson Thunder. Warto zwrócić uwagę na instrumentalny Lore Of The Arcane, gdzie główną rolę odgrywają klawisze nadające kompozycji mrocznej, tajemniczej wymowy. Utwór ten łączy się bezpośrednio z, rzekłabym, standardem tego gatunku, zawartym pod tytułem Trailbrazers. Zwroty typu "The hammer has fallen, the fire still burns in our hearts" należą już do kanonu, a występowanie takich i im podobnych jeszcze raz rzutuje na brak oryginalności ze strony zespołu. Nie zmienia to jednak faktu, iż utworu słucha się przyjemnie i po dłuższym wsłuchaniu się w niego, może nawet przypaść mocno do gustu. Crimson Thunder zaopatrzony został w dwie ballady: Dreams Come True i In Memoriam. Pierwsza to klasyczny wyciskacz łez z gitarą akustyczną i smyczkami w tle. Włączony pod koniec chór nadaje na powadze temu nieskomplikowanemu konstrukcyjnie kawałkowi. Jego prostota dodaje mu uroku, a ładnie prowadzona linia wokalna zawiera wszystko, o czym ballada opiewać winna. Jednym słowem nie mam się czego przyczepić. In Memoriam to nostalgiczna instrumentalna pościelówka. Słuchając tego kawałka łatwo wpaść w bezdenną zadumę, swego rodzaju zamroczenie umysłu. Prezentuje ona zupełnie inną klasę smutnych, wzruszających melodii niż Dreams Come True. Nie brakuje w niej mocnego brzmienia elektrycznych strun, które same w sobie zastępują śpiew. One modyfikują tempo i dyktują reszcie zastępu instrumentów jak w danej chwili grać. Cały czas na pierwszym planie, przytrzymują na sobie uwagę słuchacza wzruszając, wzruszając, wzruszając... Krążek zamyka agresywny Heros Return, znowu pozycja charakterystyczna dla gatunku, ale, co jeszcze raz podkreślę, nie nudna..
Crimson Thunder nie jest największym osiągnięciem panów z Hammerfall, ale nie można o nim powiedzieć, że jest porażką. Powtórzę się, ale jeszcze raz powiem, że nie ma w nim nic oryginalnego, jednak słucha się go przyjemnie i szczerze polecić mogę go i tym, którzy przygodę z heavy metalem dopiero zaczynają, jak i starym wyjadaczom, z których ust posypią się gromy, ale mimowolnie będą przytupywać w rytm uderzeń w bębny perkusji.
Oficjalna strona zespołu: www.hammerfall.net
Nienor sierpień 2004
|