|
Skład: Lee J. Pistolero - śpiew; Iggie Pistolero - wszystkie gitary; Jet Pistolero - gitara basowa; Denny Pistolero - perkusja
Produkcja: Joe Gibb
Mieszkający pośród Cyganów Brytyjczycy udający ze wszelkich sił, że pochodzą z Hiszpanii/Meksyku (niepotrzebne skreślić) atakują w tym roku kolejnym albumem. Mamy oto do czynienia z krótkim, bo zaledwie pięcioutworowym wydawnictwem, ale z pewnością fani kapeli rzucą się do sklepów i wykupią cały nakład najszybciej, jak to możliwe. Tak, niemożliwe stało się możliwe, gdyż Gypsy Pistoleros zaczęli robić całkiem niezłą karierę.
Wszystko to z pewnością efekt świetnie dobranego image'u. Powiedzmy sobie szczerze, kapela jest nad wyraz oryginalna, a ich muzyka z łatwością porywa słuchaczy. Para Siempre rzuciło mnie na kolana. Od tego czasu zespół nie próżnował, ale bardzo intensywnie koncertował. Występowali u boku takich sław jak Poison, Twisted Sister, Vince Neil z Motleyów, L.A. Guns, Ratt, Skid Row, Warrant oraz Dokken. Lista imponująca i świadczy niezbicie o klasie Pistoleros, gdyż chłopaki mieli wystarczająco dużo siły przebicia, aby wbić się między pierwszoligowe formacje. Trudno w dzisiejszych czasach o tak oszałamiający sukces. Gdzieś pomiędzy koncertowaniem, a orgiami kapela nagrała kilka nowych kawałków i zdecydowała wydać się krótkie EP zatytułowane Welcome To The Hotel De La Muerte. Od razu uprzedzę, że zespół pozostał wierny swoim korzeniom i każdy, kto słyszał Wild, Beautiful, Damned!, czy też Para Siempre, będzie czuł się jak w domu. To dobrze i źle zarazem, ale o tym za chwilę. Zacznijmy od stron dobrych, tytułowe Welcome To The Hotel De La Muerte stosuje patenty zapożyczone z debiutanckich krążków i czyni to w najlepszym możliwym stylu. Z głośników bucha ogień i całe mieszkanie staje w owym ogniu, kiedy puści się piosenkę odpowiednio głośno. Son Illusiones jest słabsze od poprzednika, ale pomimo tego nadal utrzymuje wysoki poziom i w gruncie rzeczy jest kopią wcześniejszej kompozycji. Gypsy Pistoleros są w takim graniu bezkonkurencyjni. Sangre De Las Rosas pokazuje drugie, delikatne i jednocześnie doprawione szczyptą szaleństwa oblicze zespołu. Ciekawostką jest zapewne fakt, że przy nagrywaniu numeru brała udział walijska orkiestra narodowa. Jest to kolejny świetny, trzeci już kawałek na EP. Gorzej jest niestety z dwoma pozostałymi nagraniami. Living Down With The Gypsies przypomina mi trochę niesładną kakofonię i odnoszę wrażenie, że podczas cygańskich imprez kapela była delikatnie mówiąc narąbana. Z kolei Walk Through The Shadows zraziło mnie przy pierwszym odsłuchu i chociaż wraz kolejnymi przesłuchaniami jest lepiej, nadal nie czuję się przekonany. Formacja gra na siłę i nie brzmi szczerze.
EP-ka spodoba się z pewnością fanom zespołu, ale nie podlega dyskusji, że nie dorównała w żaden sposób rewelacyjnemu Para Siempre. Myślę, że z twórczością kapeli warto jest się zapoznać, gdyż jest to obecnie jedna z najbardziej oryginalnych i zarazem utalentowanych kapel hard rockowych. Lepiej zacząć jednak od Para Siempre, gdyż Welcome To The Hotel De La Muerte jedynie pobudza apetyt i zostawia po sobie pewien niedosyt.
Oficjalna strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/gypsypistoleros
Guciomir listopad 2009
|