Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

GYPSY PISTOLEROS - Para Siempre [2008]
Wydawca: Bad Reputation

  1. Shotgun Kiss Is Ay Que Dolor
  2. Un Hombre Sin Rostro, Pistolero
  3. Forever Is Para Siempre
  4. Senor, Mangi Acqui
  5. What's It Like To Be A Girl In The House Of 1000 Dolls?
  6. Jet, Jet, Jet Boyz
  7. Una Para Todo Es Bandido!
  8. Livin' La Vida Loca
  9. Chicas Peligrosa
  10. Moonchild
  11. The Crazy Loco Loquito
  12. Switchblade Kiss Comes Close
  13. 1-2-3-4 Kiss Me Then I'm Damned For Sure
Para Siempre

Skład: Lee J. Pistolero - śpiew; Iggie Pistolero - gitary; Angel Pistolero - gitara basowa; Leeroy Pistolero - perkusja

Produkcja: Joe Gibb

"Hiszpania nie jest krajem, który mógłby się pochwalić bogatym hard rockowym dorobkiem. Niemniej jednak, co jakiś czas na Półwyspie Iberyjskim pojawiają się utalentowane kapelki, którym udaje się przebić na szersze wody i zaistnieć poza swoim rodzimym krajem. Gypsy Pistoleros to przedstawiciel powyższej grupy i dodam, że w dodatku jest to reprezentant całkiem niezły. A na pewno oryginalny." - tak oto mniej więcej miał wyglądać początek recenzji Para Siempre. Muzyka grana przez zespół jest tak bardzo hiszpańska, że byłem święcie przekonany, że muzycy pochodzą z Hiszpanii albo chociaż z Portugalii. Okazało się jednak, że posługujący się zabawnymi pseudonimami muzycy (każdy z nich zawiera w sobie słowo klucz - Pistolero) pochodzą z Wielkiej Brytanii... słowa "bardzo zaskoczony" nie oddają w wystarczającym stopniu mojego zdumienia.

Jak powiedział mój znajomy, "z tych Pistolerosów są nieźli jajcarze". Jako swojego oficjalnego sponsora podają szatana, natomiast wytwórnia, z którą jako pierwszą współpracowali, nazywa się Evil Boy Records. I nie, wbrew pozorom Pistoleros nie kreują się na satanistów, wszystko to jest jedynie zgrywą, sposobem na pokazanie jakimi to są luzakami. Tę swodobę słychać bez trudu w ich muzyce. Jako ciekawostkę dodam, że pomysłodawcą zespołu był jego przyszły frontman Lee J. Pistolero, a olśnienie przyszło podobno wtedy, gdy mieszkał on wśród hiszpańskich Cyganów w Saragossie. Para Siempre to płyta nie do końca nowa. W rzeczywistości jest ona reedycją wydanego w 2007 roku Wild, Beautiful, Damned!. Poprzednia odsłona wydawnictwa sprzedała się w ponad 20 tysięcach egzemplarzy i dzięki niej o zespole zrobiło się trochę głośniej. Para Siempre od wspomnianego wydawnictwa różni się tym, że znalazły się na nim 2 bonusowe kawałki. Uczciwie zaznaczę, że nie znałem wcześniej tej formacji, nie słyszałem nic o tworzących ją muzykach, a także że nie miałem styczności z Wild, Beautiful, Damned!. Podejrzewam jednak, że utwory, które znalazły się na Para Siempre, nie były poddawane żadnym modyfikacjom. Zarzut, który można postawić wydawnictwu, to stosunkowo słaba produkcja. Hiszpanie uzbroili swojego longplaya w trochę garażowe brzmienie, co z jednej strony można potraktować jako zaletę, ale z drugiej płycie nie zaszkodziłoby zbytnio, gdyby ktoś na poważnie zajął się kreceniem gałkami. Nie przeszkadza mi to zbytnio w słuchaniu krążka, jest to bowiem kawał wyśmienitej hard rockowej muzyki. Zaczyna się od razu od mocnego wejścia, czyli od Shotgun Kiss Is Ay Que Dolor. I w tym momencie należy wspomnieć o dwóch bardzo istotnych sprawach. Po pierwsze Gypsy Pistoleros nie zamierzają kopiować typowych hard rockowych kapel, ale pragną dodać od siebie coś, co wskazywałoby jednoznacznie na kierujące nimi inspiracje oraz jednocześnie ukazywało choć odrobinę hiszpańskiego dziedzictwa. Flamenco. Jedno słowo, a tak wiele znaczenia. Muzyka ta nie jest dominująca na krążku, rolę tę posiadają sleaze i hard rock. Flamencowe fragmenty są jednak bardzo wyczuwalne i dla amatorów takiego grania płyta jest czymś niezwykle interesującym. Nie należy oczywiście oczekiwać wirtuozerii a 'la Steve Stevens, ale całość brzmi na szczęście na tyle wiarygodnie, żeby nie przejmować się zbytnio warsztatem. Druga sprawa o której obiecałem wspomnieć, to to, że Lee J Pistolero śpiewa naprzemiennie po angielsku i po hiszpańsku (jest to tzw. Spanglish, łamany hiszpański z licznymi błędami, nie wiadomo, czy to efekt zamierzony). Bomba! To się diabelnie dobrze sprawdza. Zespół jest dzięki temu bardziej szczery, bardziej wiarygodny, bardziej oryginalny. Ze śpiewanymi po hiszpańsku refrenami sprawa ma się jeszcze lepiej. Mają znacznie więcej mocy, dynamitu i trochę tajemniczości (pewnie dlatego, że język angielski znają wszyscy, a z hiszpańskim sprawa ma się trochę gorzej). Słuchając pierwszych dwóch kawałków można po prostu spaść z krzesła, albo jak kto woli, wypuścić kufel z wrażenia. Z głośników dobywa się prawdziwy ogień. Zarówno Shotgun Kiss Is Ay Que Dolor jak i Un Hombre Sin Rostro, Pistolero są moimi faworytami z płyty. Wspominałem to już wcześniej, wspomnę jeszcze raz: jest to coś przeznaczonego dla fanów mocnych hard rockowych, sleazowych brzmień połączonych z flamenco. Po takich dwóch killerach Forever Is Para Siempre brzmi słabiej, choć w rzeczywistości jest to całkiem dobry kawałek, będący bardziej typowym przedstawicielem muzyki granej w latach '80. Senor Mangi Acqui brzmi już trochę inaczej. Słychać, że zespół stara się urozmaicać swoje granie, płyta dzięki temu nie nudzi. What's It Like To Be A Girl In The House Of 1000 Dolls? zaczyna się oryginalnie flamencowym uderzeniem i takie motywy będą się jeszcze później pojawiać. Początku Jet, Jet, Jet Boyz nie powstydziłaby się większość hair metalowych i sleazowych kapelek. Numer jest radosny, pogodny i nie nudzi. Dobrze wypadają w nim chwytliwe, choć niezbyt inteligentne chórki. Una Para Todo Es Bandido! otwiera z kolei gitara i firmowe dla zespołu flamenco. Spokojny początek kontrastuje z rozpędzoną dalszą hard rockową cześcią kawałka. Kapela daje radę (bardzo fajnie wypadają hiszpańskie trąbki) i jest to jeden z ciekawszych utworów, które pojawiają się na krążku. Livin' La Vida Loca to jakże by inaczej cover Rickiego Martina. Pistoleros dodają do niego od siebie swoją charakterystyczną moc i efekt jest zadowalający. Nie powiem, żeby to było trudne zadanie, oryginał (choć mający swe korzenie po innej niż hard rockowa stronie mocy, choć przy pierwotnej wersji maczał palce Desmond Child) jest jednak dość skoczny i sam w sobie przebojowy. Livin' La Vida Loca jest jednym z bonusowych numerów, których nie było na wcześniejszym wydawnictwie Hiszpanów. Drugim jest znajdująca się na dziewiątej pozycji kompozycja. Niestety Chicas Peligrosa raczej zawodzi, pojawiają się w niej bangbangowe pomysły z Nancy Sinatry, ale nie jest to coś nadzywczajnego. Moonchild to ponownie zwiększone wpływy flamenco i wbrew spokojniejszemu początkowi nie jest szybszym utworem (jak to można by wnioskować po patentach stosowanych wcześniej przez zespół). Jest to jedyna kompozycja na Para Siempre, której dałoby się przypiąć łatkę ballady, choć trzeba zauważyć, że podczas refrenów znacznie przyspiesza. Jej siłą nie jest tym razem moc lejąca się z głośników, ale klimat. Jak słychać, zespół nie jest tak bardzo uzależniony od dużych dawek energii. Solówka wyróżnia się trochę swoją odmiennością i można żałować, że ten pomysł nie został bardziej rozwinięty i pociągnięty dalej, mogło być znacznie ciekawiej. Switchblade Kiss Comes Close brzmi jak piosenka autorstwa Guns N' Roses. Ciekawe, czy Axel potrafi jeszcze tak grać. Nie ma to jednak tak wielkiego znaczenia, jeżeli bez kompleksów wyręczają go w tym Gypsy Pistoleros. The Crazy Loco Loquito jest połączeniem wszystkiego, co mieliśmy okazję do tej pory usłyszeć, ale zostało podane w trochę mniej dynamicznej formie. Album dzięki temu wydłuża się i nic ponadto. Na zakończenie mamy 1-2-3-4 Kiss Me Then I'm Damned For Sure. W tytyle ponownie, trzeci już raz pojawia się "pocałunek" i warto to odnotować. I tak jak w przypadku poprzedniego kawałka nie ma się czym podniecać.

Gypsy Pistoleros kończą swój krążek bez fajerwerków, ale nie znaczy to, że płyta jest słaba. Wręcz przeciwnie, moim zdaniem jest to bardzo mocne wydawnictwo, przeznaczone dla fanów Hanoi Rocks, Gipsy Kings, Mötley Crüe czy też The Ramones. Załoga jest wyjątkowo oryginalna, a tworzone przez nią kompozycję są unikalne i wnoszą ze sobą powiew świeżości. Zdecydowanie warto jest się zapoznać się z twórczością tych cygańskich Anglo-hiszpanów. Już ta sama wspominana przeze mnie odmienność ekipy działa jak skuteczny wabik. Kiedy wiele innych albumów zlewa się w jedną bezkształtną masę, Para Siempre daje się odróżnić bez problemu. Kolejnym plusem longplaya jest ciekawe połączenie angielskich i hiszpańskich teskstów. Jak już wspominałem genialnie się to sprawdza. Płyta, pomimo niedociągnięć w produkcji, bardzo mi się spodobała i ostatnimi czasy ciężko jest mi przestać jej słuchać. Diabelstwo siedzi w wieży i nie chce jej opuścić.

Oficjalna strona zespołu: www.thegypsypistoleros.com

Guciomir
sierpień 2008