Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

GUNS N' ROSES - Use Your Illusion I [1991]
Wydawca: Geffen Records

  1. Right Next Door To Hell
  2. Dust n' Bones
  3. Live And Let Die
  4. Don't Cry
  5. Perfect Crime
  6. You Ain't The First
  7. Bad Obsession
  8. Back Off Bitch
  9. Double Talkin' Jive
  10. November Rain
  11. The Garden
  12. Garden Of Eden
  13. Don't Damn Me
  14. Bad Apples
  15. Dead Horse
  16. Coma
Use Your Illusion I

Skład: Axl Rose - śpiew, chórki, programowanie syntezatora, pianino w [10], instrumenty klawiszowe w [3,12], efekty dźwiękowe w [5,12], orkiestracje klawiszowe w [10], gitara akustyczna w [15]; Slash - gitara prowadząca, gitara akustyczna, chórki, gitara basowa 6-strunowa w [1,3], voice box w [2], dobro w [6]; Duff McKagan - gitara basowa, chórki, gitara akustyczna w [6,9]; Izzy Stradlin - gitara rytmiczna, chórki, śpiew w [2,6,9], instrumenty perkusyjne w [7]; Matt Sorum - perkusja, instrumenty perkusyjne, chórki; Dizzy Reed - organy, pianino, instrumenty klawiszowe, clavinet, chórki
Gościnnie: Shannon Hoon - chórki; Johann Langlie - programowanie syntezatora i efekty dźwiękowe w [16]; Matthew McKagan, Jon Trautwein, Rachel West, Robert Clark - rogi w [3]; Tim Doyle - tamburyn w [6]; Michael Monroe - saksofon i harmonijka w [7]; Stu Bailey, Reba Shaw - chórki w [10]; Alice Cooper śpiew w [11]; West Arkeen - gitara akustyczna w [11]; Mike Clink - dziadek do orzechów w[15]; Bruce Foster - efekty dźwiękowe w [16]; Susanne Filkins, Patricia Fuenzalida, Rose Mann, Monica Zierhut-Soto, Michelle Loiselle, Diane Mitchell - głosy dziwek w [16]

Produkcja: Mike Clink i Guns N' Roses

Rok 1991, amerykańską ekipę Guns N' Roses znają już chyba wszyscy, nie tylko publiczność rockowa. Zespół gości w niemal każdej gazecie poświęconej muzyce, ale i w pismach młodzieżowych typu Bravo, nawet w magazynach dla pań, prasie brukowej itp., a to wszystko za sprawą płyty Use Your Illusion wydanej w owym czasie w dwóch częściach i różnych skandali jej towarzyszących. Krążek był silnie promowany w mediach, nakręcono kilka teledysków, w TV i radiu wciąż leciały głównie ballady jak November Rain i Don't Cry. Nic dziwnego, że sprzedaż poszła w miliony egzemplarzy, a kapela jako jedna z nielicznych dobrze dawała sobie radę wobec naporu muzyki grunge.

Zanim jeszcze krążek zdąrzył pokryć się siedmiokrotną platyną, z zespołu podczas sesji nagraniowej wyleciał z hukiem perkusista Steve Adler. Powodem miała być jego niezdolność do poprawnego odgrywania utworów w związku z problemami narkotykowo-alkoholowymi. Miejsce Adlera zajął Matt Sorum, perkusista znany z występów w szeregach grupy The Cult. Skład zespołu poszerzył się dodatkowo o klawiszowca, a został nim Dizzy Reed, wcześniej przez 5 lat występujący w The Wild. Zresztą ów okres działalności Guns N' Roses przyniósł nawet więcej zmian kadrowych, o ile wymiana menadżera okazała się być w zasadzie bezbolesna, o tyle odejście z zespołu gitarzysty Izzy'ego Stradlina (już po nagraniu płyty; podczas trasy koncertowej zastąpił go Gilby Clarke), w zasadzie głównego kompozytora materiału, odbiło się na lata. Niemal jedna trzecia kompozycji z krążka to nowe wersje starych kawałków pochodzących jeszcze z czasów sprzed Appetite For Destrucction, nowsze natomiast, jeśli wierzyć słowom Slasha, powstały w kilka nocy w jego domu przy uzyciu gitar akustycznych, po tym jak gitarzysta spędził kilka miesięcy czekając na natchnienie podczas niemocy twórczej. Same utwory prezentują się różnie, jak na mój gust sporo tu zapychaczy i płyta jest przez to za długa. Gdyby tak usunąć te na siłę wepchnięte dodatki i połączyć obie części albumu w całość, mogłaby z tego być naprawdę niezła płyta (tak zresztą zrobiono, z tym że ten krążek wyszedł tylko w USA i został "ugrzeczniony"). Na jedynce "Iluzji" brakuje mi przede wszystkim numeru You Could Be Mine, słynnego przeboju, który znalazł się ma ścieżce dźwiękowej do filmu "Terminator 2", bez reszty mógłbym się obyć. Stylistycznie też nastąpiło kilka zmian w stosunku do wcześniejszych płyt, piosenki stały się dłuższe, na części z nich zaśpiewali nawet inni członkowie zespołu dając odetchnąć Axlowi. Right Next Door To Hell rozpoczyna krążek w stylu charakterystycznym dla GNR. Jest to taki sleazujący, rock'n'rollowy hard rock, gdzie wyczuć można wpływy punka. Szybki numer, który świetnie sprawdziłby się na koncertach, kiedy publika jest już maksymalnie rozszalana. Klimat zmienia się w bardziej do mnie trafiającym Dust n' Bones, gdzie za mikrofonem Rose'a wyręcza Stradlin, spisując się zresztą znakomicie. Kawałek ma w sobie coś kowbojskiego, klimat ten jeszcze podsyca kasynowo-saloonowo brzmiące pianinko Dizzy'ego. Kompozycyjnie słychać, że pod tym względem zespół zrobił spory postęp od czasów swego debiutu. Rewelacyjnie jest w Live And Let Die, niesamowitym coverze pierwotnie autorstwa Paula McCatneya and Wings. Lubię obie wersje, w coverze podoba mi się to, że ekipa Axla dodała piosence więcej mocy, zadziorności. Doskonały wybór utworu na przeróbkę i zarazem dowód na to, że nie każdy cover musi być słabszy od oryginału. Dobra passa trwa, bo zaraz potem grupa częstuje nas wyśmienitą balladą. Komu na początku lat '90 nie podobało się Don't Cry? Prosta pościelówa oparta na kilku akordach, ale jakże celna pod względem nastroju. Obyło się bez akustyków, wszystkie partie gitarowe opierają się na gitarach elektrycznych, przy czym przesterowano je bardzo delikatnie. Numer naprawdę robi wrażenie i to nie tylko na płci pięknej. Kiedy łzy już otarte, czas na coś szybszego. Perfect Crime to znów typowy kawałek dla stylistyki gry Gunsów, mógłby spokojnie znaleźć się np. na Appetite For Destruction. Z racji tego, że takich kompozycji drużyna Axla miała całą masę i czasem ciężko je od siebie odróżnić, jakoś nie robi on na mnie szczególnego wrażenia. Dziki Zachód powraca w You Ain't The First, gitary elektryczne idą w odstawkę, a cały klimat tworzą akustyki sporadycznie wspierane przez tamburyn. Znów śpiewa Stradlin, ale piosenka i tak nie traci specyficznego ducha zespołu, gdyż wspiera go w chórkach również pan Rose. Bad Obsession mogłoby być w zasadzie utworem z repertuaru Cinderelli, która w tym samym czasie ogrywała dość podobne, kowbojskie tematy. Jak na mój gust, to Axl się tutaj nie popisał i swoim głosem stylizowanym nieco pod T.Rex popsuł ten całkiem niezły numer. Bardzo obiecująco zaczyna się Back Off Bitch, dalej może bez rewelacji, za to dość skocznie, w rytmach rock'n'rolla. Kawałek porządny, najbardziej podobają mi się tu partie gitar rytmicznych. W solówce poszalał nieco Slash, "prawie jak wymiatanie" ;). Inaczej niż wcześniej śpiewa teraz Izzy Stradlin, piosenka oddala się tym samym od typowej stylistyki GNR, choć to nie tylko z tego powodu, również gitarowo bliżej temu do takiego Aerosmith. Na końcu utworu pojawia się akustyczne solo i jak dla mnie jest to również bomba. Całościowo, poprzez swoją odmienność, piosenka dodaje płycie kolorytu. Dalej aranżacyjna perła, czyli długie, ponad siedmiominutowe November Rain. Zresztą ze względu na takie długości niektórych kompozycji zespół podejrzewany był o romans z rockiem progresywnym, zwłaszcza że pojawiły się też na nich pewne elementy teatralności. Mój ulubiony fragment utworu rozpoczyna się gdzieś w okolicach 6 minuty i 43 sekundy, od wyciszenia, wejścia fortepianu i pojawienia się orkiestracji smyczkowej. Prawdziwy dynamit, aż ciarki idą po plecach, rewelacja. Do utworu nakręcono teledysk i wspomniany przeze mnie moment zaczyna się wtedy, gdy na stole przewraca się butelka z czerwonym winem... W The Garden najlepiej wypadają Duff McKaganze swoim wybijającym się ponad inne partie basem i... Alice Cooper, który gościnnie użyczył głosu w tej ścieżce i wypadł lepiej od Axla. Gitarowo też nie jest źle, mamy tu dobre partie rytmiczne, a i solówki nie zawodzą. Za to kompletnie nie w moim guście jest Garden Of Eden. Niby to na bazie rock'n'rolla, ale dawka punkowości jest tu jak dla mnie zbyt duża, stąd zazwyczaj pomijam ten kawałek przy kolejnych odsłuchach. W Don't Damn Me zaskakuje brzmienie gitar elektrycznych, które wydaje się być jakby bardziej profesjonalne, dopracowane studyjnie w porównaniu z resztą zestawu. Sam utwór całkiem przyzwoity, bo i riff napędowy jest naprawdę porządny. Po raz kolejny zabłysnął Duff, dla którego znalazło się tu nieco miejsca, no i Slash zagrał niezłą solówkę. Bad Apples traktuję trochę jak zapychacz, a to w głównej mierze dzięki mało ciekawym aranżacjom wokalnym linii Axla. Rzadko kiedy słucham tej pozycji, zazwyczaj ją pomijam. Także Dead Horse jakoś specjalnie mnie do siebie nie przekonuje, ot numer jakich Gunsi mieli wiele, a bez ostatniego w zestawie Coma album też mógłby się obyć. Nic w nim nadzwyczajnego i tym bardziej nie rozumiem faktu, że zrobiono z tego aż ponad dziesięciominutowe monstrum.

Kilka pozycji genialnych, dla których warto się w krążek zaopatrzyć, kilka piosenek bardzo dobrych, które z kolei pozostają nieco w cieniu za wcześniej wspomnianymi, no i kilka pozycji zbędnych, niepotrzebnie wydłużających płytę. Album promowany był rozległą trasą koncertową, grupa nie zawitała jednak do Polski, chociaż zagrała dość blisko, bo w czeskiej Pradze. To mniej więcej w tym okresie pojawiła się plotka, później dementowana, jakoby Axl miał się zdeklarować, że "dla Polaków i Żydów nigdy nie zagra". W 1993 r. Guns N' Roses zagrało w Tel Awiwie, w Polsce dopiero w 2006 r.

Oficjalna strona zespołu: www.gnronline.com

Guitarrizer
lipiec 2009