|
Skład: Mark Rankin - śpiew; Dante Gizzi - gitara basowa; Scott Shields - perkusja; Giuliano Gizzi - gitara; Baby Stafford - gitara
Gościnnie: Sharleen Spiteri - chórki
Produkcja: Kenny MacDonald
Szkocja to wbrew pozorom nie tylko Strangeways i Nazareth. Ubrani w sukienki panowie znają się całkiem nieźle na hard rocku i na tym polu nie ustępują zbyt wiele Anglikom. Gdy natrafiłem na debiut pochodzącego z Glasgow Gun zostałem powalony na ziemię, a muzyka grana przez Szkotów roztrzaskała mnie na drobne kawałeczki. Chłopaki mają talent. Załoga może uchodzić za jednych z ciekawszych przedstawicieli melodyjnego hardu, a ich największą zaletą jest chyba to, że udało im się stworzyć swój własny styl, który odróżnia ich od innych kapel poruszających się w tej stylistyce.
Dlaczego muzyka grana przez Szkotów sprawia tak dobre wrażenie? Po pierwsze jest to sprawka brzmienia gitar. Gun grają wyjątkowo rześko i świeżo. Tworzenie przebojowych kompozycji i riffów przychodzi im z łatwością, jaką charakteryzować się mogą weterani gatunku. Gitary są dobrze zestrojone i za ich pomocą muzycy tworzą magię rock&rolla. Widać, że ich inspiracje nie sięgają jedynie do lat '80. Posłuchajcie solówki do Inside Out i zrozumiecie, co mam na myśli - takie bluesowe wymiatanie jest super. Po drugie Mark Rankin. Wokalista ten wyróżnia się ciekawą barwą głosu. Chwilami niemal recytuje zamiast śpiewać. Robi to jednak z taką gracją, że w ostatecznym rozrachunku wypada to znakomicie, a w dodatku brzmi dość oryginalnie. Po trzecie klimat. Słuchając kapeli można odnieść wrażenie, że siedzi się w klubie rockowym. Zaciemnionym, pełnym dymu nikotynowego i lejącego się litrami piwa. Prawie jak podczas jakiegoś małego, kameralnego koncertu. Różnica jest tylko taka, że mamy tu do dyspozycji nagrania studyjne, a zatem ich jakość stoi na wysokim poziomie. Kolejnym atutem Szkotów jest przebojowość skomponowanego przez nich materiału. W większości jest to żywiołowy, melodyjny hard rock. Jedynym spokojnym numerem jest utwór tytułowy. Balladka ta jest z pozoru mało oryginalna. Kryją się w niej jednak ogromne pokłady melodyjności i wrażliwości. Gitara elektryczna oraz bas świetnie spisują się przez cały numer, nadając mu odpowiedniego wyrazu. Pierwsze skrzypce należą niewątpliwie do wokalisty. To jego występ, jego sukces. Taking On The World to jedna z lepszych ballad, jakie kiedykolwiek słyszałem. Brak większej ilości pościelówek nie jest powodem do smutku. Rockery w wydaniu Szkotów są równie dobre. Przynajmniej 5 z nich zasługuje na miano rewelacyjnych. Zaczynając od początku natrafiamy na Better Days. Idealnie spełnia rolę otwieracza, gdyż trafnie charakteryzuje styl ekipy. Refren i chórki, których nie powstydziłyby się najpopularniejsze kapele, są czymś co od razu zachęca do lepszego z zaznajomienia się z twórczością Szkotów. Prawdziwa siła kompozycji tkwii jednak w gitarowych aranżacjach. Są to prawdziwe smaczki, dzięki którym numer się nie nudzi. Dwójeczka to powtórka z rozrywki. Basista i gitarzysta ponownie nie zawodzą i uszlachetniają kawałek. W numerze tym udziela się Sharleen Spiteri (znana z Texas i o ile dobrze pamiętam, jest ona krewną Rankina). Kawałek ten można również traktować jako pokaz możliwości wokalisty, śpiewa on używając większości swoich manier. Wypada to oczywiście rewelacyjnie. Inside Out to jazda bez trzymanki. Szkoci ponownie zastosowali sprawdzoną formułę, tym razem jednak dorzucając świetne partie gitary elektrycznej w podkładzie. Bardziej melodyjnie chyba już się nie da. Zachwyca również Can't Get Any Lower. Numer bardzo gitarowy, pełny świeżości i młodzieńczej pasji, z dość hipnotyzującym refrenem. Idealnie nadaje się do jazdy samochodem i do podrywania panienek "na muzykę". Podobnie, aczkolwiek lżej, Gun grają w Something To Believe In oraz w I Will Be Waiting. Męski, zdecydowany, lekko zachrypnięty głos Marka Rankina musi działać na kobiety niczym legendarny Barry White. Dodatkowym atutem jest rewelacyjne brzmienie, które tworzą zepchnięte na dalszy plan gitary. Solówka z I'll Be Waiting jest całkiem niezła. Girls In Love brzmią trochę funkowo, no i niestety nie było to najlepszym pomysłem. W takich hybrydach lepiej sprawdzają się Extreme czy też Dan Reed Network. Nienajgorzej wypadło z kolei Money (Everybody Loves Her), gitary brzmią trochę jak ugrzeczniona wersja Bulletboys, no i rytm kompozycji stanowi ciekawą odmianę na tym dość jednolitym krążku. Na sam koniec zostawiłem jeszcze jeden niezły numer w postaci Shame On You. Na tle reszty materiału charakteryzuje się fajnym uderzaniem kostką w struny przez gitarzystę. Refren jest z kolei taki, do jakiego mogliśmy się już przyzwyczaić, czyli przebojowy i wybuchowy. A do tego dochodzš wyśmienite aranżacje oraz dobra, pełna pomysłów solówka w wykonaniu Gizziego.
Płyta powinna spodobać się nie tylko fanom melodyjnego hard rocka, ale również tym, których słowo "hard" odstrasza. Szkoci pokazali wszystkim niedowiarkom, że pomimo tego, że z okazji swoich świąt narodowych zakładają na siebie kilty, to posiadają całkiem spore jaja. Jest to płyta nietuzinkowa, oryginalna i bardzo łatwo wpadająca w ucho. Dzięki niej oraz dzięki supportowaniu Rolling Stones Szkotom udało sie zdobyć popularność, a powstałe przed laty fan kluby działają po dziś dzień. Jak możnaby w jednym zdaniu zcharakteryzować Taking On The World? Wyobraźcie sobie przebojowe refreny, dużo melodii, drapiący wokal, fajne gitarowe aranżacje + solówki oraz odrobinę ZZ Top. Polecam.
Oficjalna strona zespołu: www.gunofficial.co.uk
Guciomir październik 2007
|