Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

GUILT MACHINE - On This Perfect Day [2009]
Wydawca: Mascot Records / Zoom / R.E.D. Distribution

  1. Twisted Coil
  2. Leland Street
  3. Green and Cream
  4. Season of Denial
  5. Over
  6. Perfection?
DVD (tylko w limitowanej i specjalnej edycji):
  1. The Stranger Song
  2. Michelangelo
  3. Fan Messages
  4. Perfection?
  5. Twisted Coil (radio edit)
  6. Pull Me Out Of The Dark (radio edit)
  7. Over (radio edit)
  8. Trailer On This Perfect Day (video)
  9. Making of the Trailer (video)
  10. Interview with Guilt Machine (video)
On This Perfect Day

Skład: Arjen Lucassen - chórki, gitary, instrumenty klawiszowe, gitara basowa, mandolina; Jasper Steverlinck - śpiew; Lori Linstruth - gitara prowadząca; Chris Maitland - perkusja
Gościnnie: Ben Mathot - skrzypce; David Faber - wiolonczela

Produkcja: Arjen Lucassen

Arjen Lucassen w świecie progresywnej muzyki jest postacią nieprzeciętną. Ten wokalista, gitarzysta, klawiszowiec i konstruktor dźwięku w jednym, aktywnie uczestniczył w wielu projektach, z których najbardziej znany to wyniosły Ayreon. Ledwo rok po premierze ostatniej płyty wspomnianego Ayreon, kolejny dziewiczy projekt Lucassena ma swoją premierę. To Guilt Machine.

Do pracy nad pierwszym albumem grupy Holender zaprosił trójkę muzyków. Najbardziej znany nich jest Chris Maitland, były bębniarz Porcupine Tree. Ponadto skład Guilt Machine uzupełnili Lori Linstruth (gitara) i Jesper Steverlinck (wokal). Wspólna praca tego progresywnego kwartetu przyniosła rewelacyjne owoce. Debiutancki krążek Guilt Machine pod tytułem On This Perfect Day to jeden z najlepszych debiutów tego roku! Główną treść albumu stanowi sześć długich kompozycji, odnajdujących się pomiędzy szerokimi definicjami progresywnego rocka i metalu oraz z silnymi wpływami elektroniki i gdzieniegdzie nawet ambientu. Nowatorskim pomysłem są liczne “wiadomości od fanów” pojawiające się we fragmentach utworów. Arjen Lucassen odkąd obwieścił światu rozpoczęcie prac nad albumem swego projektu, rozpoczął także kompletowanie takich wiadomości po całym świecie. Oczywiście ich treść musiała odpowiadać konceptowi płyty. Pomysł wyszedł rewelacyjnie, bo dobrze zmiksowane wiadomości podkreślają klimat albumu, a w pierwszym utworze pojawiły się polskie słowa od tajemniczej Ripley. Ich treść brzmi: “Nasze życie jest ważne tylko wtedy gdy kochamy… nieważne kogo… nieważne za co…”. Ktoś podnosi słuchawkę, połączenie zostało nawiązane. Czas zatem przyjrzeć się wnętrzu wydawnictwa. On This Perfect Day zaczyna się wybornie, bo od najlepszego w przekroju całego materiału Twisted Coil. Utwór ten we wstępie emanuje mrokiem bezbłędnie wypracowanym elektronicznymi niuansami. Jego główny motyw stanowi - dobrze wpisująca się w ten klimat - gitara z krótkimi szarpnięciami. Mniej więcej w połowie, Twisted Coil po elektronicznych schodach zmierza ku zmianie oblicza. Robi się ciężko. Linstruth i Maitland mocno naciskają swoje instrumenty, a wokal Steverlincka gwałtownie przyspiesza mieszając się z elektroniczną obróbką. Nad wszystkim czuwa Lucassen, którego część wokali w tym utworze również można usłyszeć. Po kilku frapujących pytaniach muzycy Guilt Machine jeszcze trochę szaleją wymieniając się solówkami i krótkimi riffami, by w finale oddać pole do popisu… wiolonczeli Davida Fabera, gościa zaproszonego do nagrywania płyty. Pod koniec zespół raz jeszcze gwałtownie uderza, by w ten oto sposób dotrzeć na metę jednej z najlepszych prog rockowych kompozycji 2009 roku. Leland Street nasycone jest elektroniczno-ambientową głębią. Muzycznie przypomina mi wiele ze słynnej EP-ki Ulvera (Silence Teaches You How To Sing). Dopiero gdy włącza się tutaj Steverlinck, można odnaleźć się w Guilt Machine. Po dwóch minutach utwór nabiera bardziej rockowo-metalowego tempa, jest żywiej. Mocniejsze uderzenia nie trwają jednak długo, ale będą się jeszcze pojawiać w nieokreślonych odstępach czasu. Przy Leland Street dosyć wyraźnie pojawia się wokal Lucassena, ale i przede wszystkim jego gitara akustyczna, która w tle elektronicznego mikseru robi piorunujące wrażenie. W połowie nagranie urywa się, jest mrocznie, a wokal Steverlincka wpada w ośmiowersowy Trans. Utwór ostatecznie kończy się tak jak się rozpoczął - ambientowymi liniami. Prawdopodobnie aby wyjść z mrocznej, przytłaczającej atmosfery Guilt Machine zagrali bardzo optymistyczne na Green And Cream. Nie do końca przepadam za takimi “wesołymi gitarami”, z których wydobywają się pół-riffy, ale melodie tworzone przez Lucassena rekompensują mi nadmiar optymizmu. Zresztą w pewnym momencie zespół mocno przyspiesza, a klimat kompozycji podąża w kierunku… latynoskim? Tak, chyba tak można to określić, bo tak brzmiąca gitara pasuje mi do Ala Di Meoli z Elegant Gypsy. Jest temperamentnie. Utwór kończy piękne, heavy metalowe solo. Season Of Denial zaczyna się mrocznie, z elektronicznymi przepchnięciami i psychodelicznym tłem. Owe zabiegi powstają na dwóch wyraźnie słyszalnych tempach. Guilt Machine znowu wytwarza atmosferę tajemnicy i mroku. Wokal, jakby niepewnie pojawia się na progresywnych nitach. Zespół znowu szaleje: krótkie solo, kilka perkusyjno-gitarowych wymian, by ścieżka wyhamowała na wspaniałej partii skrzypiec Bena Mathota, drugiego gościa zaproszonego do nagrywania płyty. Po tym następuje jeszcze wejście na elektroniczą linię i kolejna wymiana gitarowo-perkusyjna. Znamienne jest, że formacja jest świetna w operowaniu nastrojem, bo i w Season Of Denial zmienia wcześniej zasygnalizowane barwy, w końcówce uruchamiając klawiszowy zamek i kontrolowane szaleństwo instrumentów. Nieco ponad sześciominutowy Over to wyważona dawka industrialowego patentu wepchniętgo pomiędzy progresywne widły. W rzeczonym motywie industrialnym rozkojarzony wydaje się być Steverlinck, ale w tym wypadku uwypukla to nerwową emocję utworu. Może tak miało być? Najkrótszy utwór na On This Perfect Day wcale nie brzmi najgorzej, a w jego połowie pojawia się świetne półminutowe solo gitarowe, które wytraca się na subtelnych szarpnięciach gitarowych. Prowadzą one ten utwór do ostatnich nut. Perfection? zaczyna się od wyraźnego gitarowego wejścia, na które subtelnie wkrada się wokal. Utwór zamykający album nie rozkręca się tak szybko jak poprzednie. Dominuje tu bowiem melancholijna, wyjątkowo wyważona atmosfera. W nutach Guilt Machine słychać, że On This Perfect Day zmierza ku końcowi. W pewnym momencie Perfection? dochodzi do bardzo patetycznego tonu. Przez dwie minuty instrumenty muzyków wydają się rozdrapywać melancholijne pejzaże, ale utwór ostatecznie powraca na swoje spokojne tory. Album kończy jeszcze krótkie solo i trochę instrumentalnych sztuczek. Połączenie zostało zerwane, słychać jak rozmówca oddala się od telefonu.

W tym momencie naprawdę trudno jest napisać dobre zakończenie. On This Perfect Day Arjena Lucassena i jego nowego projektu Guilt Machine to album wspaniały. Pomimo, że jest to debiut tego składu, to muzycy stworzyli krążek, który dla fanów progresywnego rocka/metalu stanowi kategorię “musisz to usłyszeć”, a i pozostali nie powinni być zawiedzeni. Czy to perfekcja? Nieomal.

Oficjalna strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/guiltmachine

Robert Bronson
wrzesień 2009

arktyka.wordpress.com