|
Skład: Grzegorz Skawiński - gitara, śpiew; Rafał Paczkowski - instrumenty klawiszowe, perkusja; Waldemar Tkaczyk - 5-strunowa gitara basowa
Gościnnie: Anna Jurksztowicz - śpiew w [8]; Kayah - śpiew w [3, 7]
Produkcja: Rafał Paczkowski
Starszym słuchaczom nazwisko Grzegorza Skawińskiego zapewne będzie się kojarzyć z zespołem Kombi, który grał muzykę opartą głównie na brzmieniach klawiszowych, nieco młodszym z kolei z rockową grupą O.N.A., a bieżącemu pokoleniu nieobca będzie nazwa Kombii, czyli nowe wcielenie formacji nawiązującej do najbardziej znanego zespołu Grzegorza. My jednak zajmiemy się nieco innym okresem kariery tego wybitnego gitarzysty.
Pewnym momentem przełomowym w życiu Skawińskiego był wyjazd do USA, gdzie na koncercie w Chicago muzyk zobaczył, jak grają tacy wirtuozi gitary jak Paul Gilbert, Vinnie Moore i Steve Vai. Ruszyła go ambicja i jak głosi legenda, zaopatrzył się wtedy w masę materiałów instruktażowych (w Stanach było tego wówczas pełno, w Polsce jak na lekastwo) i postanowił dołączyć umiejętnościami do najlepszych wioślarzy. Efektem ciężkiej pracy było wydanie w 1989 r. pierwszej solowej płyty zatytułowanej po prostu Skawiński, gdzie znalazły się utwory zarówno instrumentalne, jak i instrumentalno-wokalne (kolejne dwa krążki ukazały się już pod szyldem Skawalker). Album, który ujrzał światło dzienne tylko w formie płyty analogowej i kasety, przeszedł niemal niezauważony w kraju i za granicą. Pamiętam nawet, jak w zagranicznej prasie w jednej z rubryk gitarowego pisma (tzw. spotlight) napisano coś w stylu, że jest tam sobie jakiś gitarzysta w jakiejś tam Polsce. Niemniej jednak nie dało się nie zauważyć, jak wielki postęp zrobił Grzegorz, zwłaszcza pod względem technicznym, gdy mowa o gitarowym, rockowym graniu. Płytę otwiera krótkie, bo niespełna półtorej minutowe, instrumentalne Moonlight I. Na tle spokojnego, klawiszowego podkładu słyszymy przesterowaną gitarę, która tworzy specyficzny, bardzo epicki i ilustracyjny nastrój. Sporą rolę odgrywają tu podciągnięcia strun (bending) i vibrato, z którego później Skawiński będzie słynął - choć tutaj jeszcze nie do końca wyrobione jak na późniejszych płytach. Dalej mamy Z Tobą Czy Bez Ciebie, pierwszą kompozycję, gdzie Grzegorz stanął też za mikrofonem. Muzycznie jest to coś między hard rockiem a AOR-em, silnie doprawione gitarowymi pogłosami. Co się tyczy wokali, to dla jednych stety lub dla innych niestety za Skawą będzie się ciągnęło znamię Kombi, po prostu ma on bardzo charakterystyczną barwę głosu i to się raczej nie zmieni. Różne są na ten temat opinie, ja akurat należę do tych, co uważają Skawińskiego za świetnego wioślarza i takiego sobie wokalistę. Solówka oczywiście wymiatana, lecz to na pewno jeszcze nie szczyt możliwości Grzegorza (ten moim zdaniem przypada dopiero na drugą płytę Skawalkera), bo brzmi to trochę jak jakieś wprawki ogrywane po gamie. Dziś Tracisz Mnie to taki AOR w stylu Syndii. Początek śpiewany przez naszego bohatera "a capella" przełknąłem jakoś bez bólu, ale późniejsze zaśpiewy za bardzo przypominają mi Kombi, a dla mnie to wada, bo numer wypada przez to zwyczajnie jak nieco bardziej rockowa wersja Kombi. Nie sposób nie wspomnieć o solówce, która znów jest wymiataniem na światowym poziomie, choć samo brzmienie gitary trąci nieco plastikiem. Kompletnie nie trawię kolejnego Raz Na Całe Życie, aczkolwiek podobają mi się tu refreny. To taka mieszanka niby to ballady, niby jakiegoś utworu pop. Nie zamierzam się dłużej koncentrować na tym kawałku i przechodzę do następnego, dla odmiany kapitalnego Joyeux Noël. Świetny, instrumentalny numer, bardzo ilustracyjny i pełen prawdziwej duszy. Jak dla mnie, to Skawiński mógłby nagrać całą płytę w takim klimacie. Chyba nie przesadzę, jak napiszę, że Grzegorzowi blisko tu do takich tuzów jak Satriani. W Kim Jesteś Gdy Co Rano nie tylko tekstowo wyczuwa się przemożny wpływ Jacka Skubikowskiego, od razu przychodzą na myśl skojarzenia z muzyką graną w różnych "Telerankach". Nie mój typ grania, ale domyślam się, że gitarzysta chciał pokazać się w różnorodnym repertuarze. Co najmniej przywoitym nagraniem jest nieco "amerykańsko-filmowy" Niemy Czas. Wprawdzie miałem nadzieję, że będzie to ścieżka całkowicie instrumentalna, a jednak Skawa raz jeszcze chwycił za mikrofon. Muszę przyznać, że tutaj jego głos jakoś mnie nie drażni, najprawdopodobniej dlatego, iż sam utwór się broni. Łamie Się Świat jest trochę jak jakiś zaginiony kawałek Kombi, który przearanżowano i uzbrojono w partie gitarowe. Nie jest zły, a z pewnością najlepiej brzmiałby w wykonaniu na żywo. Nieco balladowy klimat i jakiegoś wieczora z zapaloną zapalniczką można by się było do niego pobujać. Zestaw zamyka instrumentalne Moonlight II, moim zdaniem znacznie lepsze od wstępnej "jedynki". Nastrój podobny, ale pomysły na linie melodyczne ciekawsze. Jest w nim coś z ilustracyjnych nagrań Vinniego Moore'a, Tony'ego MacAlpine'a i Joe Satrianiego, czyli czerpanie z najlepszych wzorców.
Najlepsze dokonania Grzegorza Skawińskiego miały dopiero nadejść, ale już tutaj znalazło się kilka ciekawych pozycji, zazwyczaj instrumentalnych. Teraz, po latach, może płyta nie robi aż takiego wrażenia, ale zapewniam, że w okresie jej powstania mało kto w Polsce tak grał. Warto sobie czasem ten nieco niedoceniony krążek przypomnieć i posłuchać, co też niegdyś tworzył jeden z najlepszych gitarzystów polskiej sceny.
Oficjalna strona artysty: www.grzegorz-skawinski.pl.tl
Guitarrizer wrzesień 2010
|