Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

GREAT WHITE - Back To The Rhythm [2007]
Wydawca: Frontiers Records / Shrapnel Records

  1. Back To The Rhythm
  2. Here Goes My Head Again
  3. Take Me Down
  4. Play On
  5. Was It the Night?
  6. I'm Alive
  7. Still Hungry
  8. Standin' On The Edge
  9. How Far Is Heaven?
  10. Neighborhood
  11. Cold World
  12. Just Yesterday
Back To The Rhythm

Skład: Jack Russell - śpiew, chórki; Mark Kendall - gitary, chórki; Michael Lardie- gitary, instrumenty klawiszowe, instrumenty perkusyjne, harmonijka chórki; Audie Desbrow - perkusja i instrumenty perkusyjne; Sean McNabb - gitara basowa, chórki

Produkcja: Michael Lardie

Great White nie było ostatnio w najlepszej formie. Od czasu fenomenalnego Psycho City upłynęło kilkanaście latek i absolutnie nic nie wskazywało na to, że zespół zbliży się do zaprezentowanego na owej płycie poziomu. Czy zatem Back To The Rhythm stanowi jakiś przełom? Postaram się nakreślić w owej recenzji.

Back To The Rhythm - obiecujący tytuł. W dodatku od pierwszych dźwięków mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko przyzwoitym. Tytułowy numer nawiązuje do najlepszych lat zespołu i utrzymany jest w takiej konwencji, jaką najbardziej lubię (czyli po prostu stare AC/DC ;)). Oczywiście jeśli mam porównać z wcześniejszymi dokonaniami Great White, najbliżej temu kawałkowi właśnie do wspomnianego albumu Psycho City i takich utworów jak np. Big Goodbye. Numer równie dobrze mógłby być nagrany wtedy i byłby tak samo dobry. O dziwo, pospolite rockowe ruszenie młodych wilczków sprawiło, że starzy zdali sobie sprawę, że nie mogą dać plamy i tym samym w ubiegłym roku mieliśmy wysyp naprawdę udanych albumów weteranów, że wspomnę Hanoi Rocks, W.A.S.P. czy Scorpions. Back To The Rhythm kopie dupsko, ale słucham dalej. Na pozycji nr 2 mamy Here Goes My Head Again, numer który mógłby się spokojnie stać radiowym hitem nawet dzisiaj. Nie, proszę nie zgrzytać zębami, to nie ma nic wspólnego z obecnym obliczem Bon Jovi. Kawałek ma sporo ze starego oblicza Great White, choćby z bluesującą linią wokalną, ponadto refren jest cholernie melodyjny i zapamiętuje się go po pierwszym przesłuchaniu. Wspomniałem o radiu, bowiem kompozycja to nienachalna i nie będzie ranić uszu mniej wyrafinowanego słuchacza oczekującego muzyki - tła do porannej kawy. Take Me Down z kolei jest intensywniejszy i dalej czuć, że zespół jest w dobrej formie, chociaż kawałek ciut słabszy od poprzedników. Nie ma co narzekać, bo te riffy naprawdę ciosają wzorowo, jak przystało na grupę z taką klasą. Niestety kolejna kompozycja jak dla mnie za bardzo zalatuje popem, co mi się niespecjalnie podoba. Owszem, jest trochę bluesowo, ale przede wszystkim jest delikatnie, subtelnie i smutnawo. Smutnawo bywało juz w przeszłości, ale tam było zdecydowanie rockowo. W sumie Play On nie jest jakimś gniotem, pod warunkiem że podejdzie się do tego jako kompozycji nie rockowej. Za to Was It The Night pokazuje, czym było Great White kiedyś. Wielkim zespołem. Kawałek jest bardzo podobny do Maybe Someday z Psycho City, ale to wcale nie zarzut, a wręcz przeciwnie. Dokładnie taka sama dawka dramatyzmu, tak samo rozłożone akcenty. Blues rockowa ballada mająca w sobie sporo klasycznego hard rocka. To napewno nie jest już pop jak w poprzednim numerze. Za takie kawałki lubię Great White. Szkoda tylko, że następny I'm Alive to powrót do miałkiego popu. W tym momencie płyta wygląda jak dobry hamburger z kiepską bułką ;) Rewelacyjny numer wepchnięty między dwa miałkie utworki. Całe szczęście, że Still Hungry przywraca nadzieję w rocka i to wcale nie jakiegoś nowomodnego zawodzenia. Kawałek jest hair metalowy. Tak właśnie. Great White potrafi zagrać jak kiedyś... no właśnie, czy oni grali kiedyś taki typowy hair metal? Still Hungry jest w poetyce utworu Winger Hungry i wiem, że to nie jest zbieżność tytułów, bo gdy Russell śpiewa ten refren, ja słyszę Hungry Wingera. Jest to tak czytelne, że nie mało zaskakuje, ale z drugiej strony taki mały plagiacik można wybaczyć, bo wzięli na tapetę dobry kawałek dobrego zespołu. Poetyka tego numeru rzecz jasna mroczna jak należy. Prawdziwa perełka (choć nie pierwsza) na krążku.... ale niestety ostania tak udana kompozycja. Dalej nie jest tak ciekawie, ale wstydzić się też czego nie ma. Standin' On The Edge jest lżejszy, ale napewno nie popowy. Przypomina trochę styl z lubianiej przez fanów płyty Hooked i tak należy go chyba potraktować. Dobry rock and roll. Po nim coś lekkiego (znowu trzeba napisać, nie pierwszy raz na albumie), aczkolwiek pewne proporcje i melodyka ciążą w stronę typowego rocka lat '80, co po lapsusach w postaci Play On i I'm Alive powinno cieszyć. Mam jedno "ale". Przydało by się coś w końcu w stylu kawałka tytułowego. Szkoda, że panowie w tym momencie nie przywalili jak na początku płyty. Neighborhood ma dodać trochę żywiołowości do ogólnego obrazu albumu i poniekąd się to udaje. Piszę poniekąd, bowiem kawałek nie jest jakimś super czadem. Jest to utwór rock and rollowy ocierający się o honky tonky i posiada dobry, zapamiętywalny refren. Podoba mi się partia gitary prowadzącej, która wyodrębnia ładnie dźwięki, które z kolei napewno nie są takie banalne. W pewnym momecnie pojawia się nawet punkowy riff, a wokal Russela nabiera takiej maniery, że brzmi to jak sleaze rock. Ponieważ ostatnio sporo takiej muzyki słucham, mnie to pasuje. Nie wiem czy pasowało będzie fanom typowego bluesowego Great White, ale wydaje mi się, że tak, bowiem southernowe nutki tutaj pobrzmiewają znacząco. Na koniec nie ma się co spodziewać czadu, bo go nie znajdziemy. Jest kolejna smętna balladka, ale tym razem przypomina to ostatnie solowe dokonania Jacka Russella, co jedni uznają za plus, inni w tym ją będą uważać za minus, zwłaszcza że, do cholery, to płyta Great White, a nie samego Russella.

Za mało hard rocka na tej płycie, ale z drugiej strony kiedy się już pojawia, jest rewelacyjnie. 3 kawałki - Back To The Rhythm, Was It The Night? oraz Still Hungry są tak dobre, że mogłyby ukazać się spokojnie na najlepszych krążkach Great White. Kilka innych to całkiem przyzwoite, melodyjne i napewno rockowe granie, no i do tego trochę mało ciekawych smętnych kawałków pop. Tak wygląda Back To The Rhythm, mimo wszystko jedna z ciekawszych pozycji 2007 roku. Polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.mistabone.com

LSDisease
styczeń 2008