Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

GRAVE DIGGER - The Clans Will Rise Again [2010]
Wydawca: Napalm Records

  1. Days Of Revenge
  2. Paid In Blood
  3. Hammer Of The Scots
  4. Highland Farewell
  5. The Clans Will Rise Again
  6. Rebels
  7. Valley Of Tears
  8. Execution
  9. Whom The Gods Love
  10. Spider
  11. The Piper McLeod
  12. Coming Home
  13. When Rain Turns To Blood
  14. Watch Me Die [bonus track]
The Clans Will Rise Again

Skład: Chris Boltendahl - śpiew, chórki; Axel Ritt - gitary, chórki; Jens Becker - gitara basowa; Stefan Arnold - perkusja; H.P. Katzenburg - instrumenty klawiszowe

Produkcja: Grave Digger i Chris Boltendahl

Różne były opinie na temat płyty poprzedniej niemieckiego Grabarza. Jedni wieszali na niej psy, jeszcze innym się podobała. I takie też były recenzje. Ale trzeba przy tym zaznaczyć, że sam zespół zasłużył sobie na to, nagrywając płyty no... po dżentelmeńsku nazwijmy je nierównymi lub nawet nieszczególnymi. Dodać także należy, że niemiecki Metal od jakiegoś czasu znajduje się w fazie stagnacji i w zasadzie niewiele jest pozycji, które mogą się podobać w całości. I zapewne dlatego Grave Digger gra od dawien dawna w zasadzie to samo.

Zmiany (i to raczej niewielkie) polegają na tym, że całość prezentowanego materiału raz przybiera epicki, a innym razem bardziej rock 'n' rollowy charakter. Bez bicia przyznaję, że niewiele pamiętam z płyty poprzedniej. Na pewno nie wieszałem na niej przysłowiowych psów, na pewno album mnie nie wkurwiał, ale i nie zachwycał. I tak zastanawiając się nad nią, przychodzi mi na myśl jedynie Lonely The Innocent Dies, w którym obok Chrisa Boltendahla wystąpiła zapewne dobrze wszystkim znana Veronica Freeman z Benedictum. Duet wypadł bardzo fajnie i trzeba przyznać, że dobrze dobrano utwór. No ale my tu gadu gadu, a nowa płyta czeka i domaga się zrecenzowania. Niewesołe zdarzenia miały miejsce jeszcze przed przystąpieniem do prac nad następcą Ballads Of A Hangman. Manni Schmidt, gitarzysta, który grał w zespole od roku 2000, opuścił grupę na początku października 2009 roku. Najprawdopodobniej związane to było z rozbieżnościami na tle dalszego rozwoju muzycznego zespołu. Jako że formacja została bez gitarzystów po odejściu zarówno Hermanna jak i Schmidta, ktoś musiał zastąpić ich na koncertach. I z tego powodu do zespołu zaproszony został Axel "Ironfinger" Ritt znany z niemieckiego, hard rockowego zespołu Domain. Po jego dołączeniu do Grabarza, nie było jednak do końca pewne, czy zostanie w zespole na stałe i pogodzi granie w dwóch zespołach, bo jego macierzysta grupa ma się całkiem dobrze. Jak się okazało, został na stałe. Tymczasem Chris Boltendahl zapewne dla odprężenia od heavy metalu założył rokendrolowy band The Fyredodgs. Natomiast Grave Digger w końcówce stycznia 2010 roku rozpoczął prace nad przygotowaniem nowej płyty. Duży udział w komponowaniu nowych numerów ma ponoć nowy gitarzysta. Jak głosiła wieść gminna, panowie w połowie maja 2010 weszli do studio, aby nagrać nowy materiał, a producentem byli Resetti Brothers. Osobiście niepokoiły mnie zapowiedzi nowej płyty. Jak mówił zespół, będzie to po części kontynuacja tego, co było na Tunes Of War, jednak bez historii Szkocji, a skupią się bardziej na tamtejszym folklorze, czyli mistykach i tematach podobnych. Gdy w końcu można było posłuchać całości, zrobiłem to z nieukrywaną ciekawością, ale i niepokojem. Co prawda, wcześniej można było posłuchać singla, ale on nie wnosił nic nowego do obrazu zespołu. The Clans Will Rise Again to jednak w zasadzie to samo co album poprzedni, czyli to, co robią od wielu, wielu lat, tylko że tutaj lubią dać czasami dudy, tak jak chociażby w rozpoczynającym album intrze Days Of Revenge. Mi się spodobało, nie powiem. Natomiast następujący po nim Paid In Blood sprowadził mnie do pionu i uświadomił, że ten zespół jednak już zawsze będzie nagrywać albumy właśnie takie, jakich od nich należy się spodziewać. Czyli mówiąc wprost, niemiecki, kwadratowy, twardy, teutoński metal. Często jest tak, że zmiana w składzie powoduje zmianę prezentowanego stylu. Ale nie w Grave Digger. Jeśli chodzi o zmianę w składzie, to nie wniosła ona aż tak wiele. Jak się okazuje, jaki by tu gitarzysta nie przyszedł, to i tak gra jak Grabarz. Taka widocznie jest specyfika tego zespołu. No ale nic. Ładnie rozpoczyna się Hammer Of The Scots, jest bardzo w stylu mojego ulubionego Paragon i z pewnością należy do niewielkiej grupy utworów, które na tym albumie należy wyróżnić. Podobają mi się grające unisono dudy i gitary w tle w następnym Highland Farewell. Tylko co z tego, skoro sam kawałek łatwo pomylić z wieloma innymi numerami z płyt poprzednich, mimo że w refrenie próbują uciec od swojej tożsamości. No podoba mi sie użycie dud w tym utworze, bardzo. Nie wiem, dlaczego tak wielu recenzentów ucieka, czy też nie wspomina o The Clans Will Rise Again, który według mojej, skromnej opinii jest najlepszym utworem na płycie. Bardzo podoba mi się ten kawałek i często wracam do niego. Mocne, teutońskie młócenie na bardzo dobrym poziomie. I ten taki nieco sabbathowy, apokaliptyczny dzwon, pełniący tu funkcję instrumentu. Ładnie to wszystko połączone w całość i nijak tu się do czegokolwiek przyczepić. Nie ma sensu rozwodzić się nad Rebels, scieżką, która została udostępniona już wcześniej i którą słyszeli już wszyscy. W Valley Of Tears mogą podobać się te łagodniejsze momenty, ale to jedyne co tak naprawdę przyciąga ucho. Tradycją na takich albumach jest umieszczanie utworów z odrobiną tego smutku i zadumy. Panowie z Grave Digger nie chcieli być gorsi i tak oto dane nam jest posłuchać łagodnego we wstępie Execution. Szkoda, że muzycy nie znaleźli sposobu na pociągnięcie atmosfery, bo później znów mamy heavy/powerowe młócenie. Jedyną zaletą tego nagrania jest zapatrzenie się obydwu wioślarzy w pana Jeffa Watersa z Annihilator. Proszę posłuchać tego naśladowania opatentowanego przez wspomnianą Zosie-Samosie sposobu gry. Może nie słychać tego w całości gry, ale fragmentami na pewno. Musi, po prostu musi podobać się mroczny, ale jakże w stylu Grave Digger Whom The Gods Love Die Young. Ten wstęp niczym z najlepszych gotyckich utworów, ale jak fajnie połączony z gitarowymi riffami. Nad trzema (do końca są jeszcze cztery) pozostałymi kompozycjami nie ma właściwie sensu się rozwodzić. Ten zespół jaki jest, każdy widzi. Gitary pędzą i ryczą, sekcja dudni jak należy, no i wokal też każdy wie, jaki jest. Nie odbieram im absolutnie niczego, mi się nawet podoba, ale na dłużej mojego ucha nie przyciągają. Do stawki najlepszych utworów na tym LP zaliczyć należy zamykającą album piękna balladę When Rain Turns To Blood. No po prostu klasa. Skomponowana bardzo dobrze. A ten refren. Z pewnością znajdzie się w tegorocznym zestawieniu najlepszych refrenów w tym roku.

Nie napisałem nic o brzmieniu i rzeczach podobnych. Nie ma się tu do czego przyczepić. Album starannie wyprodukowany, wszystko ma tu swoje miejsce, wszystko ładnie słychać. Jako całość wydawnictwo nie jest złe i z pewnością niejednemu słuchaczowi się spodoba. Ode mnie w dziesięciostopniowej skali dostaje siódemkę. Tyle wystarczy. Jako całość umiarkowanie polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.grave-digger-clan.com

Vincent
wrzesień 2010