|
Skład: Chris Boltendahl - śpiew, chórki; Manni Schmidt - gitary, chórki; Thilo Herrmann - gitary, chórki; Hans Peter Katzenburg - instrumemty klawiszowe; Stefan Arnold - perkusja; Jens Becker - gitara basowa
Gościnnie: Veronica Freeman - śpiew w [6]
Produkcja: Grave Digger i Resetti Brothers
Grupa przewidywalna do bólu, ale też w zasadzie na tym polega jej fenomen. Grave Digger od niepamiętnych czasów łoi niemiecki heavy/power metal gdzieś z pogranicza Accept i Running Wild pozostając jednym z najbardziej rozpoznawalnych zespołów sceny zza Odry. W tym roku ukazał się kolejny, trzynasty już studyjny album formacji zatytułowany Ballads Of A Hangman wprowadzający dwie dość zasadnicze zmiany. Pierwsza to zmiana wytwórni płytowej, którą teraz jest Napalm Records, wybrana przez muzyków ponoć ze względu na jej umiejętności promocyjne w Internecie i innych mediach. Druga nawet ważniejsza, to dołączenie do zespołu drugiego gitarzysty, Thilo Herrmanna, odpowiedzialnego za współkomponowanie materiału, rzecz znamienna, bo w tej kapeli jak dotąd zawsze pogrywał tylko jeden wioślarz.
Od razu napomknę, że Thilo nie jest już w chwili obecnej członkiem Grave Digger, zespół pozegnał się z nim w pokoju wkrótce po nagraniu tej płyty. Zresztą moim ulubionym gitarzystą Grabarza zawsze był nieodżałowany Uwe Lulis, to z nim Boltendahl nagrał najlepsze krążki. Nie wiem, czy grupa skomponuje jeszcze kiedyś coś tak wiekopomnego jak np. The Reaper czy Tunes Of War, ale nie ma co narzekać z góry, należy się cieszyć, że niemłodym już przecież chłopakom chce się jeszcze grać hard'n'heavy. The Gallows Pole to dobry i pasujący do znakomitej okładki wstęp (lubię taką oprawę graficzną, a i przeciwko introm nic nie mam). Na myśl od razu przychodzą czasy XV czy XVI wieku, jakieś miasto z tamtego okresu, może nawet nadmorskie. Po nim rusza tytułowe Ballads Of A Hangman kontynuując początkowo wątek z intra, ale nie za długo, bo oto z ostrym riffem wchodzą mocno przesterowane gitary i charakterystyczny głos Boltendahla. Niby dość typowy power metal, ale mający w sobie sporo z klasycznego heavy metalu, no i stylistyka gry właściwa dla Diggera. Wrażenie robią partie basu Beckera, gdzieniegdzie wyłaniające się z masywnej ściany dźwięku - swoja droga, miło jest slyszeć tego muzyka ze starego dobrego Running Wild w składzie Grave Diggera. Kolejne na krążku Hell Of Disillusion rozkręca się standardową już liczbę taktów, po czym prezentuje dość interesującą zagrywkę, na jakiej opiera się cały numer. Niby nic nadzwyczajnego, ale w połączeniu z głosem Chrisa słucha się tego wspaniale. Jak dla mnie, jedna z najlepszych kompozycji w secie.Ostoją Sorrow Of The Dead jest speed metalowy riff, też nic nowego w dyskografii zespołu, ale jeśli spojrzeć na to z perspektywy dzisiejszych czasów, gdy wychodzi dużo sieczki i papki, to kapela uchodzi niemal za strażnika klasycznego metalu. Ozdobą utworu jest wspaniała solówka, niemal tak dobra, jakby grał tu sam Lulis. Grave Of The Addicted w zasadzie nie wyróżnia się niczym szczególnym spośród reszty kawałków, ot po prostu przyzwoita ścieżka, porządnie zagrana. Pomijać nie ma potrzeby, za to utwór nie wymaga stuprocentowej koncentracji uwagi i spokojnie można w międzyczasie zająć się jakąś czynnością, np. otworzyć następnego browara ;). Po serii szybkich numerów nadszedł czas na balladę i w tej roli występuje Lonely The Innocence Dies. To ballada typowo metalowa, więc niech nikt nie spodziewa się czegoś w klimatach poscielówek hard rockowych. Kapela zadbała o odpowiedni klimat stosowny do tematyki, co wzmaga jeszcze wokalny duet Boltendahla z Veroniką Freeman, śpiewaczką z Benedictum. Takich kawałków jak kolejne Into The War ekipa Chrisa miała już całą masę, więc i tym razem cudów nie ma się co spodziewać. Pewną nowością jest natomiast to, że dość wyraźnie słychać tu rozdzielone partie dwóch gitar, wypada to nieźle, choć i tak najjaśniejszym punktem piosenki jest solówka. Cieszy ucho zbudowane na hard rockowych riffach The Shadow Of Your Soul, zawsze to trochę wytchnienia od galopad (chociaż Grave Digger to jedna z nielicznych kapel, którym galopowanie i tak puszczam płazem). Jest w tym coś ze starego Accept, ale na siłę dopatrzec można się też i Pretty Maids i tym podobnych grup. Bardzo pozytywnie zaskoczyli mnie muzycy w Funeral For A Fallen Angel, gdzie na początku mamy gitary akustyczne zaaranżowane a'la flamenco, ale tak zmajstrowane, że udziela się ten pogrzebowy klimat kompozycji. Coś pięknego, dalej już typowe granie po diggerowsku, ale też sporo uroku numer ma ze względu na partie wokalne Boltendahla. Na końcu utworu umieszczono jeszcze powalającą na kolana solówkę, może nie jakos szczególnie wirtuozyjną, z pewnością jednak posiadającą spore walory artystyczne. Stormrider ukazuje grupę w jej power metalowym wydaniu, czyli jeszcze jedna galopada. Numer musi świetnie wypadać na koncertach w otwartej przestrzeni i na dużej scenie, lecz jeśli ktoś ma wystarczająco mocne głośniki i jest sam w domu, to może spróbować osiągnąć ten sam efekt, o ile ma też pobłażliwych sasiadów ;). Objeżdżane przez różnych krytyków Pray okazuje się być całkiem przyjemnym utworkiem, zarzucić mu niczego nie mogę. Ma swój klimat, no i po power metalu ślad nie pozostał, już prędzej jakieś konotacje z "metalem rycerskim". Po kilku przesłuchaniach stał się zresztą jedną z moich ulubionych kompozycji z tego albumu. Digipackowa edycja została dodatkowo wzbogacona o cover z repertuaru Thin Lizzy o tytule Jailbreak. Wyróżnia się spośród reszty materiału specyficznie wesołymi melodiami, a tak poza tym, to zaaranżowany został typowo na stylistykę Grave Diggera i gdyby nie te radosne zagrywki, to można by pomyśleć, że to autorska kompozycja ekipy Boltendahla.
Kto zna dotychczasową twórczość Grave Diggera i gustuje w takim graniu, może od razu kupić krązek w ciemno. Po płytę mogą sięgnąć fani klasycznego heavy metalu, jak i zwolennicy power metalowych galopad. Nie wiem, komu jeszcze album polecić, bo dla miłośników hard rocka czy hair metalu dzieło jawić się może jako zbyt jednostajne, a słuchaczom współczesnych odmian rocka i metalu nie spodoba się ze względu na ten tradycyjny do bólu styl grania. Tak więc płyta dla zdeklarowanych fanów Grave Diggera.
Oficjalna strona zespołu: www.grave-digger-clan.com
Guitarrizer kwiecień 2009
|