Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

GOTTHARD - Human Zoo [2003]
Wydawca: BMG / Avalon Records

  1. Human Zoo
  2. What I Like
  3. Have A Little Faith
  4. Top Of the World
  5. Janie's Not Alone
  6. Still I Belong To You
  7. One In A Million
  8. No Tomorrow
  9. First Time In A Long Time
  10. Where I Belong
  11. Long Way Down
  12. What Can I Do
  13. Never Surrender [azjatycki bonus track]
Houman Zoo

Skład: Steve Lee - śpiew; Leo Leoni - gitary, chórki; Marc Lynn - gitara basowa; Hena Habegger - perkusja i instrumenty perkusyjne; Mandy Meyer - gitary
Gościnnie: Paolo Bolio - instrumenty klawiszowe; Craig Stull gitary w [3]; Michael Landau - gitary w [3, 11]

Produkcja: Marc Tanner

Homerun nie było takie złe. Nie był to już ten sam Gotthard co kiedyś, ale wspomniany krążek oceniłbym jako całkiem udany. W głębi duszy tęskniłem jednak za starym, mocnym obliczem szwajcarskiej kapeli. W związku z kolejną zbliżającą się płytą (Human Zoo) liczyłem na powrót brzmienia, na powrót mocnych, zdecydowanych riffów. No a przede wszystkim liczyłem na większy ciężar. Zważywszy na to, że produkcją miał się zająć tylko i wyłącznie Marc Tanner (z zespołem przestał współpracować Chris Von Rohr) można było liczyć na pewne zmiany.

Usłyszawszy po raz pierwszy kawałek tytułowy odniosłem mylne wrażenie, że oto spełniają się moje marzenia. Human Zoo okazało się być jednak ponownie Gotthardem oszukanym, grupa skusiła swoich starych fanów jednym mocniejszym numerem, tylko chyba po to, aby po raz kolejny spróbować ich przekonać do lżejszego, pop-rockowego materiału. Ścieżka, która otwiera wydawnictwo, jest dobra i przypomina ona czasy, kiedy Lee i jego koledzy byli uprawnieni do używania słowa "hard" w nazwie. Łączy ona w sobie mocniejsze brzmienie z dość dobrymi refrenami oraz udanymi, dobrze wyeksponowanymi partiami gitary. Można by oczywiście nadal kręcić nosem, porównywać Human Zoo do klasycznych kompozycji kapeli, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Tak zdecydowanie Gotthard nie grali już od lat. Szkoda, że siły starczyło im ledwo na jeden taki utwór. Reszta płyty jest już zdecydowanie w stylu Open łamanego przez Homerun. Zapomnijmy zatem na chwilę o starych, dobrych czasach i zastanówmy się, co tak naprawdę grupa ma nam tym razem do zaoferowania. What I Like to jeden z najbardziej dojrzałych kawałków, jaki kiedykolwiek popełnili Szwajcarzy. I nie chodzi tu nawet o refreny, jak zawsze zresztą poprawne, ale o liczne, orientalne aranżacje. Zespół gra z klasą, używając nowych, oryginalnych motywów. Jest to kompozycja lekka, ale zarazem zdecydowana, no a co najważniejsze niebanalna. Have A Little Faith jest już niestety przewidywalne, choć nie brzmi źle. Ballady Szwajcarzy potrafią tworzyć niesamowite, tym razem jednak zabrakło im pomysłu. Myślę, że w pewnym okresie swojej kariery poszli po najmniejszej linii oporu, tworząc ballady taśmowo. Opisywany numer nie jest zły, pragnę to zaakcentować, a kobietom z pewnością przypadnie do gustu. Porównania chociażby z Angel nie ma on jednak żadnych szans przeżyć. Top Of The World jest lekkim rockerem, odrobinę wesołym. Podobne kompozycje słyszy się w radio i może taki właśnie cel przyświecał zespołowi? Utworowi brakuje zadziorności, ale jest on przynajmniej dynamiczny. Janie's Not Alone trzyma się nieźle za sprawą nastroju i słychać, że kapela nie gustuje tym razem w melodiach czy brzmieniu, ale właśnie w aranżacjach i klimacie. Z pewnością dałoby się to jednak zrobić lepiej. Początek Still I Belong To You niesie ze sobą przestrzeń, Leo Leoni gra z wyczuciem, niczym smakosz ;). Balladka naśladuje styl Bon Jovi i robi to tak dobrze, że zostawia w tyle większość dokonań Amerykanów. Podoba mi się w niej właściwie wszystko i zastanawia mnie tylko, dlaczego na Human Zoo znalazło się aż tak wiele wyciskaczy łez? Gdyby było ich mniej, gdyby grupa zrezygnowała z wypełniaczy i postawiła w zamian na numery w stylu What I Like oraz Still I Belong To You, to płyta zyskałaby znacznie w moich oczach. One In A Million uderza w pop-rockowe nastroje i jako AORowy rocker spełnia swoją rolę w zadowolającym stopniu. Utwór z łatwością można wyobrazić sobie ze znacznie mocniejszym brzmieniem i szkoda, że grupa nie zdecydowała się na pójście właśnie w tym kierunku. Jeżeli chodzi o No Tomorrow to jest to mój osobisty faworyt. Kompozycyjne mistrzostwo świata, bijące pod tym względem nawet wcześniej wspomniane What I Like. Szwajcarzy przechodzą tutaj samych siebie. I choć ponownie jest to ballada, to jednak czuć bijącą od niej moc. Tempo utworu chłodzi te mocniejsze zapędy, ale to w jaki sposób moc przenika przez kompozycję jest dziełem samym w sobie. Po tak udanej ścieżce od First Time In A Long Time wieje nudą. Jest to kolejna taśmowo stworzona ballada, której ponownie można zarzucić przewidywalność i którą jednocześnie należy pochwalić za ładną, spokojną, kto wie czy nie romantyczną melodię. Ehh, te kawałki nie są złe, jest ich jednak zbyt wiele i przez to tracą wiele swojego uroku. Where I Belong nareszcie przyspiesza i chciałoby się, aby takich lekkich rockerów było tutaj więcej. Zwrotki co prawda nadal podchodzą pod balladową stylistykę, refreny jednak są szybsze i przebojowe. Long Way Down to specyficzna kompozycja, przeznaczona chyba przede wszystkim na koncerty i choć brzmi inaczej od poprzednich numerów, to jednak nie przypadła mi do gustu. What Can I Do to jak łatwo było się domyślić, kolejna ballada. Delikatna, spokojna, przejmująca. Najwięcej ma tutaj do powiedzenia Lee, który czyni z niej coś więcej niż zwykłego poduszkowca. Chwilami wydziera się tak bardzo przekonywująco, że mam ochotę mu uwierzyć.

Czy tak intensywna dawka ballad może się podobać? Jeżeli miałbym na to pytanie odpowiedzieć fanowi debiutu zespołu, powiedziałbym, że nie. Jeżeli jednak opowiadać o płycie komuś komu podobały się Open oraz Homerun, to w takim przypadku Human Zoo można potraktować w łagodniejszy sposób. Jeden starobrzmiący utwór, kilka bardzo udanych ballad, kilka nieszkodliwych, lekkich rockerów, a całość wypchana przez nudnawe, mało oryginalne wyciskacze łez. Myślę, że dla pewnych plusów, które można tutaj znaleźć, warto płycie dać szansę. Oceniając ją w kontekście dwóch poprzednich wydawnictw, umieściłbym ją gdzieś pomiędzy Open, a Homerun.

Oficjalna strona zespołu: www.gotthard.com

Guciomir
styczeń 2009