|
Skład: Dan Swanö - śpiew, instrumenty klawiszowe; Gunder Audun Dragsten - gitary, gitara basowa; Benny Larsson - perkusja
Produkcja: Dan Swanö
Podróż z zespołem Godsend postanowiłem zacząć od początku, od ich płytowego debiutu. Z prostego powodu: album As The Shadows Fall z roku 1993 w moim uznaniu jest ich najdoskonalszym dziełem. Do tej pory mam tę płytę na kasecie, bo chyba tylko w takiej formie ukazała się ona w Polsce.
A wiec rozkładanie na czynniki pierwsze: Slaydream, rozpoczynający numer ma zajebisty feeling, nie wspominając o wokalu i solówkach. Muzyka, hmmm, kojarzy mi się z Cathedral z debiutu. W sumie trochę rockowe zagrywki, ta bardzo bujająca gitarka, klimat i powtórzę się, zwykły wokal Dana robi wrażenie. Pamiętajmy, był rok 1993, miałem 20 lat i byłem zauroczony tą płytą. Ba, do tej pory jestem. As the Shadows Fall, cóż mogę powiedzieć o tym kawałku - niesamowity walec trwający 8 minut. W sumie w skrócie 3 riffy i potężny chóralny wokal wnoszący taki dół, że szok. Jak dla mnie początek Funeral Doom Metalu (oczywiście Godsend nie jest tu pionierem). W każdym razie jest bardzo wolno. Dużo melodii i klimat to podstawa tego kawałka. To co zaprezentował Dan, wgniotło w ziemię (cały czas pod wrażeniem wokalu). I na koniec chamskie wyciszenie. A ja chcę więcej. With The Wind Comes The Rain - kolejna twarz Godsend, taka bardziej rockowa. Cały czas jest świetny feeling, który buja i to niesamowicie... Myślę że kolejny zespół który został mało doceniony, a szkoda. I za krótko, ponad 2 minuty i znów chcę więcej. Autumn Leaves - tytuł mówi sam za siebie. Klasyczna gitarka przewija się przez cały kawałek i się też tak zaczyna. Kolejna porcja niesamowitego klimatu ze świetnymi melodiami i dalej ten luz grania, nic na siłę, tak ma być. Kurde, w sumie ciężko opisywać takie płyty, tego trzeba samemu posłuchać. Oczywiście jak we wszystkim znajdą się zwolennicy jak i przeciwnicy. I znów chamskie wyciszenie, a ten kawałek powinien być dłuższy. Spiritual Loneliness, w sumie jakby patrzył, to wszystkie nagrania zaczynają się tak samo, ale to w niczym mi nie przeszkadza, ze względu że trzyma to spójność płyty. I tak jest ze Spiritual Loneliness. Ogólnie numer jest dobry, lecz bardzo podobny do poprzedniego i kuźwa, znów wyciszenie, ale na kasecie też tak jest i oczywiście dalej świetny głęboki wokal Dana, bo o tym zapomniałem napisać. Beyond The Mist Of Memories - tak się zastanawiam ,czemu te utwory są tak krótkie jak na Doom, ale w tym wypadku Doom w wykonaniu Godsend jest inny. Bardzo klimatyczny, bardzo rockowy, z bardzo głębokim, czystym wokalem oraz dużą ilością gitary klasycznej w tle. My Lost Love po tylu latach przerwy w słuchaniu debiutu Godsend każdy kawałek zna się na pamięć i każdy pamięta i się nuci i tak też jest z tą kompozycją. Pierwsze dźwięki i już wiedziałem, co nucić. Nie dość że świetny klimacik, to znów za mało. Chcę więcej. Walking On The Roads Of The Unbeheld i tu mamy do czynienia z kawałkiem, który jest najbardziej rockowym numerem ze świetną melodią. Dan potrafi dosłownie wszystko zaśpiewać. Silence Of Time... ja bym nazwał to klasykiem Doom w wykonaniu Godsend. Tylko że jest tu jedno "ale". Może to przeszkadzać lub nie (mi nie przeszkadza, bo lubię takie klimaty), mianowicie mamy tu do czynienia z podobieństwem do My Dying Bride z recytowaniem tekstu i świetny numer na koniec płyty, której mi mało. Odpalam więc kolejny raz, bo od tego trudno mi się oderwać. Niby proste, nieskomplikowane granie, ale ma coś takiego w sobie, co przyciągnie nawet bardzo wymagające ucho.
Jest to płyta dla fanów ciężkiego, a zarazem wolnego grania z klimatem. Naprawdę godna polecenia. Myślę, że ci co posłuchają, będą zadowoleni i się nie zawiodą. No ,chyba że jakiś ortodoks się wyłamie i zbluzga ten materiał z góry na dół. Ale ja nie będę wtedy bronił tej płyty i wmawiał że to świetne itp. itd. etc. O gustach się nie dyskutuje. Spodoba się, albo nie. Ocenę pozostawiam Wam.
Brak oficjalnej strony zespołu
Gravedancer lipiec 2011
|