Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

GODSEND - As The Shadows Fall [1993]
Wydawca: Holy Records

  1. Slaydream
  2. As The Shadows Fall
  3. With The Wind Comes The Rain
  4. Autumn Leaves
  5. Spiritual Loneliness
  6. Beyond The Mist Of Memories
  7. My Lost Love
  8. Walking The Roads Of The Unbeheld
  9. Silence Of Time
As The Shadows Fall

Skład: Dan Swanö - śpiew, instrumenty klawiszowe; Gunder Audun Dragsten - gitary, gitara basowa; Benny Larsson - perkusja

Produkcja: Dan Swanö

Podróż z zespołem Godsend postanowiłem zacząć od początku, od ich płytowego debiutu. Z prostego powodu: album As The Shadows Fall z roku 1993 w moim uznaniu jest ich najdoskonalszym dziełem. Do tej pory mam tę płytę na kasecie, bo chyba tylko w takiej formie ukazała się ona w Polsce.

A wiec rozkładanie na czynniki pierwsze: Slaydream, rozpoczynający numer ma zajebisty feeling, nie wspominając o wokalu i solówkach. Muzyka, hmmm, kojarzy mi się z Cathedral z debiutu. W sumie trochę rockowe zagrywki, ta bardzo bujająca gitarka, klimat i powtórzę się, zwykły wokal Dana robi wrażenie. Pamiętajmy, był rok 1993, miałem 20 lat i byłem zauroczony tą płytą. Ba, do tej pory jestem. As the Shadows Fall, cóż mogę powiedzieć o tym kawałku - niesamowity walec trwający 8 minut. W sumie w skrócie 3 riffy i potężny chóralny wokal wnoszący taki dół, że szok. Jak dla mnie początek Funeral Doom Metalu (oczywiście Godsend nie jest tu pionierem). W każdym razie jest bardzo wolno. Dużo melodii i klimat to podstawa tego kawałka. To co zaprezentował Dan, wgniotło w ziemię (cały czas pod wrażeniem wokalu). I na koniec chamskie wyciszenie. A ja chcę więcej. With The Wind Comes The Rain - kolejna twarz Godsend, taka bardziej rockowa. Cały czas jest świetny feeling, który buja i to niesamowicie... Myślę że kolejny zespół który został mało doceniony, a szkoda. I za krótko, ponad 2 minuty i znów chcę więcej. Autumn Leaves - tytuł mówi sam za siebie. Klasyczna gitarka przewija się przez cały kawałek i się też tak zaczyna. Kolejna porcja niesamowitego klimatu ze świetnymi melodiami i dalej ten luz grania, nic na siłę, tak ma być. Kurde, w sumie ciężko opisywać takie płyty, tego trzeba samemu posłuchać. Oczywiście jak we wszystkim znajdą się zwolennicy jak i przeciwnicy. I znów chamskie wyciszenie, a ten kawałek powinien być dłuższy. Spiritual Loneliness, w sumie jakby patrzył, to wszystkie nagrania zaczynają się tak samo, ale to w niczym mi nie przeszkadza, ze względu że trzyma to spójność płyty. I tak jest ze Spiritual Loneliness. Ogólnie numer jest dobry, lecz bardzo podobny do poprzedniego i kuźwa, znów wyciszenie, ale na kasecie też tak jest i oczywiście dalej świetny głęboki wokal Dana, bo o tym zapomniałem napisać. Beyond The Mist Of Memories - tak się zastanawiam ,czemu te utwory są tak krótkie jak na Doom, ale w tym wypadku Doom w wykonaniu Godsend jest inny. Bardzo klimatyczny, bardzo rockowy, z bardzo głębokim, czystym wokalem oraz dużą ilością gitary klasycznej w tle. My Lost Love po tylu latach przerwy w słuchaniu debiutu Godsend każdy kawałek zna się na pamięć i każdy pamięta i się nuci i tak też jest z tą kompozycją. Pierwsze dźwięki i już wiedziałem, co nucić. Nie dość że świetny klimacik, to znów za mało. Chcę więcej. Walking On The Roads Of The Unbeheld i tu mamy do czynienia z kawałkiem, który jest najbardziej rockowym numerem ze świetną melodią. Dan potrafi dosłownie wszystko zaśpiewać. Silence Of Time... ja bym nazwał to klasykiem Doom w wykonaniu Godsend. Tylko że jest tu jedno "ale". Może to przeszkadzać lub nie (mi nie przeszkadza, bo lubię takie klimaty), mianowicie mamy tu do czynienia z podobieństwem do My Dying Bride z recytowaniem tekstu i świetny numer na koniec płyty, której mi mało. Odpalam więc kolejny raz, bo od tego trudno mi się oderwać. Niby proste, nieskomplikowane granie, ale ma coś takiego w sobie, co przyciągnie nawet bardzo wymagające ucho.

Jest to płyta dla fanów ciężkiego, a zarazem wolnego grania z klimatem. Naprawdę godna polecenia. Myślę, że ci co posłuchają, będą zadowoleni i się nie zawiodą. No ,chyba że jakiś ortodoks się wyłamie i zbluzga ten materiał z góry na dół. Ale ja nie będę wtedy bronił tej płyty i wmawiał że to świetne itp. itd. etc. O gustach się nie dyskutuje. Spodoba się, albo nie. Ocenę pozostawiam Wam.

Brak oficjalnej strony zespołu

Gravedancer
lipiec 2011