|
Skład: Terry Brock - śpiew; John Roth - gitary; Mike Brignardello - gitara basowa; David L. Huff - perkusja
Gościnnie: Dann Huff - gitara w [1, 13]; Tim Lauer - instrumenty klawiszowe; Jack Holder - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Giant
Po 9 latach od wydania Time To Burn Giant wrócili z płytą o tytule III. Po kolejnych 9 latach w tym roku ukazuje się Promised Land, czwarty krążek zespołu. Niezbyt dobrą informacją dla fanów może być fakt, że Dann Huff - siła napędowa formacji - jest tutaj prawie nieobecny (występuje w zaledwie dwóch kawałkach), chociaż jego następca John Roth znany ze współpracy z Winger spisuje się dobrze, a aż 7 kawałków z tego albumu jest autorstwa Dana. Warto jeszcze dodać, że rolę wokalisty przejął Terry Brock (Strangeways, Seventh Key). Skład uzupełnili David L.Huff na perkusji oraz Mike Brignardello na gitarze basowej. Wsparcie na klawiszach Tim Lauer i Jack Holder.
Believer to dynamiczny kawał melodyjnego rocka i muszę przyznać że kojarzy mi się z tak samo zatytuowanym utworem z wydanej rok temu płyty Place Vendome Streets Of Fire. To ten sam gatunek muzyki dobry na wiosenne przebudzenie. Jak to u Gianta, nie mogło zabraknąć szpanerskiego sola. Dobra rzecz na wstęp. Dalej utwór tytułowy, zobrazowany promocyjnym teledyskiem. Plaża, palmy, klimaty iście kalifornijskie. Muzyka raczej łagodna, zbliżająca się do stylu zwanego west coast (stonowany AOR), niemniej jednak uroku tej kompozycji nie można odmówić. Po prostu starzy rockerzy chcą pokazać, że w tych dekadenckich czasach da się jeszcze grać muzykę pobrzmiewającą optymistycznie. Never Surrender zaczyna się tak,
iż wiadomo, że będziemy mieli do czynienia z graniem bardzo przebojowym. Kawałek mógłby się stać hitem... ale w poprzednim tysiącleciu. Dla tych, którzy uwielbiają aurę lat '80, to wręcz wymarzone nagranie. Podobnie jak Beliver, Surrender jest dynamiczny, co dodaje tej muzyce potrzebnego impetu, gdyż ciężkości buldożera toto nie ma. Kolejne wyśmienite solo i to zagrane w oka mgnieniu, jakby przy okazji. Do tego potrzeba naprawdę dobrych muzyków wiedzących co chcą grać i podających wszystko w sposób perfekcyjny. Our Love to ballada, która trochę przypomina ich słynny utwór I'll See You In My Dreams z debiutu. Może jedynie brak takiej solówki ,jaka tam zapierała dech w piersiach, ale i tak nie ma co narzekać, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że w zespole Giant niezależnie kto obsługuje gitarę, musi być świetny. Ta marka ma po prostu wymagania. W Prisoner Of Love mamy trochę korzennego
hard rocka. Takie kawałki przewijały się przez całą karierę Gianta. Przypomina to niektóre kompozycje Whitesnake, czego oczywiście nie można traktować jako zarzut. John Roth rządzi i każdy kto zna Winger, wie, że to tacy sami perfekcjoniści jak Giant, więc dobór wioślarza naturalnie trafiony. Two Worlds to także hard rock, z tym że już w stylu Winger. Jak dla mnie absolutnie fenomenalny numer. Zakręcone riffy, jakie na płytach Winger wywijał Reb Beach to tylko jeden ze smaczków, bo mamy mega
wybitne solo, że o melodyjności nie wspomnę, gdyż to bardziej melodyjne niż 90% wszystkich rzeczy, jakie słyszałem w ostatniej dekadzie. Czy ktoś w tym roku zdoła to przeskoczyć? Wątpię. Plenty Of Love też ciąży w stronę hard rocka, będąc niejako równowagą dla AORowego początku płyty. No i mamy tu kolejny wyśmienity refren. Jak widać powrót Giant został dokładnie zaplanowany i nie było mowy, żeby komukolwiek wciskać kit, byle tylko zarobić trochę grosza. To wysokojakościowa muzyka, jaką mało kto ma dzisiaj odwagę grać. Czy można napisać co innego o Through My Eyes niż to, że brzmi jak gotowy materiał na przebój? Ano można, choćby to, że zwrotki są tutaj balladowe, a refren skłania się w stronę żywiołowego AOR-u. Oczywiście nie ma to większego znaczenia dla słuchacza, który otrzymuje następną porcję wysmakowanego dania, jakim niewątpliwie jest krążek Promise Land. I'll Wait For You trochę kojarzy mi się z twórczością White Lion i nie powiem, żebym narzekał, bo Białego Lwa też lubię. Oczywiście można zarzucić Giantowi pewien schematyzm, ale z drugiej strony to sprytne zagranie pozwala uniknąć większych wpadek, a muzyki słucha się ciurkiem. Zatrzymam się przy tej okazji nad karkołomnym solem. W zasadzie karkołomne jest ono w jednym momencie, a reszta to pokazanie, jakie rzeczy można zrobić z gitarą. Co za fantastyczne brzmienie, podciąganie strun, żyłowanie. Tak właśnie grają najlepsi. Dying To See You to ballada. I bardzo dobrze. W końcu półtora ballady od Gianta to może wydawać się trochę za mało. No to i mamy ten zgrabny utwórek pod sam koniec płyty. Double Trouble to mocny hard rockowy akcent. Najbardziej zadziorny moment na albumie i zwłaszcza słychać to w wokalach Brocka, chociaż oczywiście nie zabrakło i konkretnych riffów. Complicated Man zostało dodane jako bonus track i zupełnie nie rozumiem tego posunięcia. To szybki ,podrygujący rock and roll, jaki co pewien czas serwowały zespoły w latach '80 ubiegłego wieku jako tribute dla swoich idoli z lat młodości. Najczęsciej brzmiały one jak wypełniacze przy iskrzących się świeżych cackach. Nie inaczej jest tutaj. Chociaż należy dodać, że ta wariacka solówka to dzieło geniuszu. No i już na samiuśki koniec Save Me... taki sobie kawałek. Nie jest oczywiście tragiczny, ale słychać w nim przebłyski nowocześniejszego grania, co niezbyt pasuje do tradycyjnie brzmiącej reszty. Nie psuje on jednak obrazu tego wydawnictwa, gdyż mamy tutaj wystarczająco dużo dobrego materiału.
Gdybym nie wiedział, że płyta pochodzi z 2010 roku, zgadywałbym, że została nagrana pod koniec lat '80 ubiegłego wieku, gdyż mamy tutaj właśnie taki styl. Oczywyście wszystko brzmi głośniej i jest dostosowane do obecnych standardów produkcyjnych (cyfrowe), ale klimat dokładnie ten sam. Ciężko powiedzieć, czy coś ten krążek przebije w tym roku, ale poczekajmy, gdyż mamy dopiero luty. Mimo wszystko jestem niemal pewien, że zagości na jednym z najwyższych miejsc mojego zestawienia płytowego za rok 2010. Płyta fenomenalna i jest to mus dla fanów AOR-u i melodyjnego hard rocka lat '80. Ci, którzy potrzebują odskoczni od szarej rzeczywistości, też po ten album mogą sięgnąć.
Oficjalna strona zespołu: www.gianttheband.com
LSDisease luty 2010
|