Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

GENESIS - Foxtrot [1972]
Wydawca: WEA / EMI / Atlantic / Rhino Records / EMD / Classic Records / Charisma

  1. Watcher Of The Skies
  2. Time Table
  3. Get 'Em Out By Friday
  4. Can-Utility And The Coastliners
  5. Horizons
  6. Supper's Ready:
    I. Lover's Leap
    II. The Guaranteed Eternal Sanctuary Man
    III. Ikhnaton And Itsacon And Their Band Of Merry Men
    IV. How Dare I Be So Beautiful?
    V. Willow Farm
    VI. Apocalypse In 9/8 (Co-Starring The Delicious Talents Of Gabble Ratchet)
    VII. As Sure As Eggs Is Eggs (Aching Men's Feet)
Foxtrot

Skład: Tony Banks - instrumenty klawiszowe, organy, akustyczne i elektryczne pianino, fortepian, melotron, gitara akustyczna, chórki; Phil Collins - perkusja i instrumenty perkusyjne, chórki; Peter Gabriel - śpiew, flet, obój, wiolonczela, instrumenty perkusyjne; Steve Hackett - gitary akustyczne i elektryczne; Mike Rutherford - gitara basowa, basowe pedały, wiolonczela, gitara akustyczna, chórki

Produkcja: David Hitchcock

Foxtrot to czwarty studyjny album Genesis i pierwszy znaczący sukces zespołu w swojej ojczyźnie. Płyta co prawda nie stała się popularna za oceanem, bo dopiero następny krążek zyskał uznanie Jankesów, ale można śmiało powiedzieć, że to właśnie Foxtrot był przełomowym momentem w karierze zespołu. Zapewne w dużej mierze przyczynił się do tego 23-minutowy epos kończący album, bo wówczas było niezwykle popularne nagrywanie długich wielowątowych kawałków (Pink Floyd, Yes, Emerson Lake & Palmer, Van Der Graaf Generator czy Jethro Tull to tylko niektóre z przykładów formacji, które lubowały się w takich formach).

Styl Genesis zaczął kształtować się od drugiego w dyskografii Trespass, na następnym Nursery Cryme osiągając właściwe proporcje, po czym forma grupy eksplodowała właśnie na opisywanyn wydawnictwie. Album otwiera Watcher Of The Skies, dość charakterystyczny moment krążka. Pamiętam, że po pierwszym odsłuchu dzieła właśnie ten numer zapadł mi najbardziej w pamięć. Jego arcyciekawy motyw na długo pozostaje w głowie, nawet jeśli zapomnimy całą resztę. Szczerze mówiąc jest to kawałek w stylu Yes, chociaż takie wówczas panowały standardy w rocku progresywnym. Wiele podobieństw między zespołami to nie przypadek, a po prostu czerpanie inspiracji z podobnych źródeł. No, bo co było wcześniej? Wyjątkowe formacje można było policzyć na palcach jednej ręki. Wyboru więc zbyt dużego nie było. A Watcher Of The Skies jest dynamiczny, z dobrze zarysowaną linią basu. Czyli coś, co idealnie wpasowywało się w lata '70. Na brak konkretnego rocka z pewnością nie można tu narzekać. Z kolei Time Table to spokojny numer mający naleciałości folkowe. Coś, co od początku fascynuje, to klarowne i przestrzenne zarazem brzmienie partii akustycznych i klawiszy. W tamtym czasie zrobienie tego typu nagrania było synonimem absolutnej perfekcji. Produkcja tej płyty mimo prawie 40 lat, które upłynęły od jej ukazania się, nadal robi wrażenie. I do tego momentu krążek jest po prostu dobry, no może nawet bardzo dobry, ale dopiero Get 'Em Out By Friday pokazuje, na co stać muzyków. Jest to forma, którą można zaliczyć do dłuższych, chociaż jak na rock progresywny to wcale jakimś klocem nie jest (8 i pół minuty). Dzieje się tu dużo. Motywem przewodnim tekstu jest sytuacja mieszkaniowa w Anglii, gdzie kamienice są sprzedawane wraz z lokatorami (czyż nie brzmi to znajomo?), a nowy właściciel każe się ludziom wyprowadzić. Nie mogąc ich wyrzucić siłą podnosi czynsz. Podobnie jak Watcher Of The Skies, "Get'em Out..." jest dynamiczny (spokojne partie przeplatają się z rockowym nerwem), nie brzmi już jednak tak optymistycznie. Specyficzna motoryka niektórych partii przypomina trochę kawałki zaliczane wówczas do ciężkiego progresu (np. Birth Control), tyle że klawisze łagodzą ogólny obraz. Jeden z najlepszych utworów Genesis bez dwóch zdań. Warto jeszcze nadmienić, że akcja tej opowieści kończy się w 2012 roku i jest to swoiste science fiction. Autorem tekstu jest Peter Gabriel i to jeden z dwóch jego tekstów do tej płyty, drugim popisał się w finałowym Supper's Ready. Can-Utility And The Coastliners, czyli opowieść o Królu Kanucie (synu króla Vikingów Forkbearda) i jego pysze, to właściwie standardowy numer progresywny. Partie delikatne, folkowe przeplatają się z rytmicznymi łamańcami i szaleństwem klawiszy, jakiego nie powstydziłaby się grupa Van Der Graaf Generator (co ciekawe, Gabriel czasami śpiewa identycznie jak Peter Hammill). Króciutki instrumentalny Horizons, który otwierał na analogu drugą stornę płyty, wprowadza nas w opus magnum albumu, czyli wielowątkowe Supper's Ready. Utwór zaczyna się spokojnie i od razu od wokalu. Gabriel wprowadza nas w specyficzny klimat dzieła, pojawiają się oczywiście folkowe nawiązania, czasami słyszę wręcz Thick As A Brick Jethro Tull (niemal identyczny motyw na klawiszach), nagranie mimo swojej subtelności nie nuży, tematy zmieniają się płynnie, czwarta cześć How Dare I Be So Beautiful? to już prawdziwa cisza przed burzą, a właściwie krajobraz po wcześniejszej bitwie, która wcale niczego nie zakończyła. Bardzo delikatny, najdelikatniejszy fragment krążka, po którym wchodzi moim zdanem najlepsza część tej suity Willow Farm, z absurdalnym tekstem jakby żywcem wyjętym z Monty Pythona ("Żaba była księciem, książę był cegłą, cegła była jajkiem, a jajko było ptakiem") oraz świetną aranżacją. Ilość środków wyrazu użyta by przedstawić należycie ten temat powala (wodewil, zabawa z mellotronem, przyspieszone wokale, czy cała gama elektronicznych efektów specjalnych (musique concrete)). Wszystko to natomiast podlane rockowym sosem i nie ma tutaj cienia szansy na znużenie. Ostatnie dwie części, w tym rock and rollowa Apokalipsa, zawierają nawiązania do tematów z początku kompozycji, co spina klamrą całość. Bardzo podniosłe zakończenie, którego mieliśmy wcześniej jedynie przedsmak. "To jest kolacja, tego który ma moc" śpiewa Peter Gabriel pod sam koniec, a ja mogę powiedzieć, że ostatnia kompozycja na Foxtrot to prawdziwa uczta dla fana rocka progresywnego i mimo że ten arcygenialny utwór przyćmiewa resztę ścieżek, to i o nich złego słowa nie można powiedzieć.

Co więcej, to jedne z lepszych selekcji w dyskografii grupy, więc płyty słucha się doskonale jako całości. Rekomenduję wydanie japońskie Toshiba, które brzmi o niebo lepiej nawet w wersji nie zremasterowanej niż jakiekolwiek inne wydanie. Jeden z najwspanialszych albumów rocka progresywnego jakie nagrano. Polecam wszystkim spragnionym niebanalnej muzyki i związanych z taką przygodą wrażeń.

Oficjalna strona zespołu: www.genesis-music.com

LSDisease
kwiecień 2011