|
Skład: Tin Star - śpiew, gitary, dodatkowe partie gitary prowadzącej; Slim Pete - perkusja; Hot Rod - gitara basowa, chórki, dodatkowe partie gitary prowadzącej; Danny 'Dee Dee' Douglas - gitara prowadząca, chórki
Gościnnie: Martin Sweet - gitara prowadząca w [3, 6, 12], chórki; Marcus Jidell - gitara prowadząca w [8, 9, 11]; Peter Stappe - dodatkowe chórki; Eric Young - dodatkowe chórki; Peter London - dodatkowe chórki
Produkcja: Gemini Five
Gemini Five to hard rockowo-sleazowa formacja szwedzkiego pochodzenia. Kapel grajacych podobnie, a wywodzących się ze skandynawskich rejonów, jest ostatnio całkiem dużo. Aż chciałoby się zamieszkać w Szwecji, miałoby się wtedy możliwość słuchania tej przebojowej muzyki na żywo. Hard rockowe marzenia trzeba jednak odłożyć na bok. Jak na razie nie zanosi się bowiem, abym miał przeprowadzać się na daleką północ, a zatem pozostaje mi jedynie (a może aż?) delektować się studyjnymi krążkami młodych, pełnych werwy kapelek.
Opisywane niżej wydawnictwo to trzecia płyta w dorobku zespołu. Zatytułowane wojowniczo Sex Drugs Anarchy zostało wydane w maju 2008 roku i w pierwszej chwili nie zapałałem do niego przesadną miłością. Zraziła mnie do siebie zbytnia jednolitość materiału. Muzyka, którą można znaleźć na płycie, była po prostu zbyt mało urozmaicona, a w porównaniu do poprzednich albumów ekipy, Sex Drugs Anarchy zdawało się być jednolitą, nieciekawą papką. Tak się jakoś jednak złożyło, że album towarzyszył mi przez parę ostatnich dni. Słuchałem go już na spokojnie, ze skupieniem i jednocześnie z należytą uwagą. I co się okazało? Że przedwcześnie spisałem na straty całkiem niezły krążek. Zanim dojdę do samej zawartości płyty, wspomnę jeszcze trochę o otoczce, która towarzyszyła powstaniu tego albumu. Krążek nagrywany był od października 2007 roku w Sztokholmie, a produkcją zajęli się sami muzycy. Należy zauważyć, że ekipa występowała wtedy jako trio składające się z perkusisty Slima Peta, wokalisty Tina Stara oraz gitarzysty Hot Roda. Po stworzeniu materiału, który znalazł się później na longplayu, do składu dołączył Dee Dee, czyli drugi gitarzysta zespołu. Wbrew temu, co można gdzieniegdzie wyczytać, nie brał on udziału w sesji nagraniowej. Naturalnym wydaje się być pytanie, czy zatrudnienie drugiego gitarzysty było zespołowi w obecnej sytuacji potrzebne? Moim zdaniem muzyce zawartej na Sex Drugs Anarchy nie brakuje mocy i drugi wioślarz może zamazać istniejący obraz. Z drugiej jednak strony całkiem możliwe, że dodatkowy kopniak energii przyda się podczas koncertów, a zespół zdaje się być do nich stworzony. Kapela jest przepełniona rock&rollową mocą i wydaje mi się, że w wystarczającym stopniu. Thunder & Lightning to nic innego jak intro do rewelacyjnego I Am Hollow. Numer jest uosobieniem sleazowej energii połączonej z lekką szczyptą drapieżności. Muzycy zgrabnie poradzili sobie z dość oryginalnie wykrzykiwanymi refrenami. Utwór cały czas pędzi do przodu i hipnotyzuje słuchacza. Dobry, solidny kawałek, który zachęca do tego, aby wykrzykiwać tytułowe "I am hollow". Bardzo podobnie wygląda sytuacja ze Scream 4 Me. Inspiracje Crashdïet są tu tak wyraźne, że chwilami można zastanawiać się, która kapela tak naprawdę tutaj gra. Dostrzegam również pewne cooperowe wpływy i myślę, że numer powinien podobać się znakomitej większości słuchaczy. Bas bębni aż miło. Here's Looking At You Kid brzmi trochę inaczej. Przypomina końcówkę lat '80 i początek '90, ale mam na myśli ten bardziej agresywny odcień owego okresu. Jego siłą jest ponownie refren i jest tutaj trochę sleazowych wstawek. Później następuje szybkie, dynamiczne All Pistols z lekko drażniącymi "łooOOooł". Gitarki pogrywają w bardzo typowy, przyjemny sposób (lubię takie brzmienie), ale numer nie jest rewelacyjny. Straty nadrabia kawałek tytułowy. Ponownie mamy do czynienia z Crashdïet i to w bardzo dużych dawkach. Inspirowanie się grą wspomnianej kapeli nie jest może oryginalne, ale za to mniej lub bardziej skuteczne. Jeżeli chodzi o nowe tysiąclecie, Crashdïet to potęga. Niestety, klony nigdy chyba nie dościgną oryginału i Gemini Five również się to nie udało, warto jednak próbować. Lay Your Money Down to dość ciekawy kawałek. Ma trochę inną dynamikę od poprzednich numerów i nie przypomina zbyt bardzo wcześniejszego materiału. Dostrzegam w nim nawet pewne sinnerowe wpływy, choć są dość delikatne i nie zawsze wyczuwalne. Here 2day Gone 2mrw ma w sobie drapieżność podobną do wydanego w podobnym czasie Miss Crazy. Kawałek jest jednocześnie dość melodyjny i żałuję trochę, że jego refreny nie są bardziej przebojowe. Chłopaki momentami trochę przekombinowali. Mógłby być killer. Something's Gonna Give zaczyna się jak rasowa ballady, aby chwilę później przerodzić się w rockera, którego nie powstydziłoby się Dokken. Numer mile zaskakuje i mówiąc krótko jest rewelacyjny. Lynchowe wstawki mogą się podobać, a kawałek to rarytas dla fanów minionej epoki. Takie apatetyczne kompozycje od razu zwracają na siebie moją uwagę. Dalej mamy do czynienia z motleyowo-tigertailsowym Blood On The Bricks oraz z zagranym w podobny sposób We Do Not Come In Peace. Drugi z tych kawałków jest nastawiony na gitarę i dobrze wypada. Powiedziałbym, że jest przeznaczony dla fanów Shakry, tylko że nie tej dzisiejszej, ale tej sprzed kilku lat. Utwór za pomocą którego grupa żegna sie ze słuchaczami to Stay With Me. Numer podchodzi pod kategorię ballady i jak to zazwyczaj bywa, jeśli zespół płodzi mało wyciskaczy łez, to są one albo bardzo dobre albo przynajmniej przyzwoite. I tak jest w tym przypadku. Balladka jest miła dla ucha, ma klimat, a do tego fajną melodię. Wokalista śpiewa tak, że piosenka zdaje się być trochę zbyt bardzo "zawodzona", ale takie jest tylko pierwsze wrażenie. Wraz z drugim kontaktem z numerem uświadamiamy sobie, że tak właśnie powinno być i że wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Również w takim repertuarze Gemini Five są wiarygodni. To cieszy.
Sex Drugs Anarchy nie zawodzi i powinno usatysfakcjonować fanów zespołu. Jest to mocna sleazowa płyta przeznaczona dla ludzi spragnionych konkretnej, melodyjnej muzyki. Myślę, że o Gemini Five może być jeszcze dość głośno i od tego momentu będę baczniej przyglądał się losom kapeli. Gra zespołu powinna spodobać się fanom dobrego sleazu oraz tym, którzy lubią wyeksponowane ścieżki basu. Talent chłopaki mają, w tej chwili jest to dla mnie oczywiste. Zastanawiam się tylko, jak wypadają oni na koncertach i na ile przyda się im nowy gitarzysta w składzie.
Oficjalna strona zespołu: www.geminifive.com
Guciomir lipiec 2008
|