|
Skład: Robby Böbel - gitara, instrumenty klawiszowe, programowanie; Ali Rami - perkusja; Thomas Bauer gitara basowa; Stephan Kämmerer - śpiew
Gościnnie: Chris Lausmann - dodatkowy muzyk na koncertach, gitara, instrumenty klawiszowe
Produkcja: Robby Böbel
Right Attidute jest już czwartym (nie licząc mini longplaya) długograjem Niemców z Frontline, zarazem pierwszą płytą nagraną dla niemieckiej wytwórni AOR Heaven. Jednak zawartość to w 80% ponowne wznowienie materiału z płyty Heroes, która pierwotnie ukazała się jedynie w Japonii. Taki ukłon w stronę Europejczyków. Równie dobrze mógłbym recenzować wcześniej wspomniany krążek, dlaczego więc padło na Right Attitude? Dlatego, że w odróźnnieniu od "bohaterów” ten LP jest wzbogacony o większą ilość ciekawych numerów, które na poprzednim wydawnictwie nie występowały.
Muszę przyznać, że uwielbiam Frontline, a szczególnie ich dokonania do Against The World” omawiana przez ze mnie płytka jest przy tym moją ulubioną. Pamiętam, jak jakieś osiem lat temu kolega zapuścił mi Frontline, było to dla mnie tak pozytywne zaskoczenie, że do dziś zadaję sobie pytanie, co skłoniło tych kolesi do rozpoczęcia kariery z takim materiałem w 1994r. Przecież wszędzie królowała zaraza pt. grunge, dochodził do tego rytmiczny thrash spod znaku Pantery i hardcore a'la Biohazard, a swoje pierwsze kroki już zaczynał stawiać nu-metal. A tu mamy czterech kolesi, którzy mają wszystko gdzieś i grają cudownie melodyjnego hard rocka, którym by największe tuzy lat '80 nie pogardziły. Jedynka, The State Of Rock, rozłożyła mnie na łopatki, a omawiany tutaj album dobił mnie niczym Silvia Pudziana w drugiej rundzie. Co jest takiego w tym krążku? Po pierwsze klimat, klimat lat '80, naprawdę mało kto w dzisiejszych czasach zabiera nas w taką miłą wycieczkę w przeszłość. Otwierający album Any Other Way, po kruciutkim intrze z nawiązaniami do muzyki klasycznej, ekspoloduje niczym wulkan energii i już od razu wiemy, co się będzie działo. Melodic Hard Rock w najczystszym wydaniu. Shelter Me to kapitalna ballada, taka w stylu najlepszych utworów Journey, Stephan Kaemmerer nawet śpiewa pod manierę Steve’a Perry'ego. Między innymi tego utworu brakuje na Heroes, co jest wielką zaletą tego wydawnictwa. I Swear to przyjemny utworek, jakich pełno na omawianym krążku, średnie tempo połączone z niebanalną solówką. Następny w kolejce This Pain Will Last Forever to już ocierający się o arcydzieło kawałek, trwający ponad 7 minut, przypominający najpiękniesze utwory takiego Bad English. Utwór rozbudowany, który nie opuszcza nas już po 3-4 przesłuchaniach, pełen magii minionych dni, z rewelacyjnymi solówkami Boebela. Trzeba przyznać, że facet ma niezwykły feeling, wyczarowywuje niezwykłe dźwięki, osobiście słyszę w nim szkołę skandynawską - trochę Kee Marcello i Hanka Sheermana z okresu Fate oczywiście. Moving Closer to takie przyjemne, marszujące nagranie, które w środku odrazu po solówce tworzy arcymistrzowski "pomost" z refrenem, taki mały kilkusekundowy "zabieg" trochę w stylu Def Leppard i ich Hysterii, a mnie ciary nie przechodzą jeszcze długo po tym, jak się płyta skończyła. Musicie tego posłuchać. Who’s Crying Now wyróżnia się na tle pozostałych piosenek sekcją rytmiczną, która jest tutaj bardziej nowoczesna, bardziej taka "mechaniczna". Nie mam nic złego na myśli, to bardzo motoryczny kawałek, jeśli kojarzycie rytm w Metal Will Stand Tall The Poodles lub późniejsze Back To Paradise Reckless Love, to wiecie, o co mi chodzi, tylko, że tu jest szybciej. Mój kumpel, który na co dzień nie słucha tego typu muzy, właśnie przez tę piosenkę zaczął słuchać Frontline. Kolejne trzy kawałki, czyli On The Run, Heroes i Our Love mają podobny klimat. Są to motoryczne, szybkie numery, całymi garściami czerpiące ze sceny skandynawskiej spod znaku Da Vinci, Treat i Dalton, często wymienione kapele bijąc na głowę. No i dochodzimy do mojego osobistego faworyta uważanego za magnum opus - Get To You. Trudno mi obiektywnie ocenić ten utwór, ale wiecie co, pal sześć obiektywizm, skoro ma się do czynienia z tak fantastyczną kompozycją. Wszytko w niej jest doskonałe, począwszy od mocnego wejścia klawiszy, po potężnie odśpiewany refren; prawdziwe arcydzieło gatunku. Można na siłę znaleźć powiązania np. ze Stage Dolls, ale po co, Get To You jest rewelacyjny i obroni się zawsze. Przy następnych Whole Lot Of Soul i Time To Dream też złego słowa nie powiem, tylko dla porównania odeślę do wsponianych kapel z północy Europy. Tonight We Set The World On Fire ma podobny klimat do Who’s Crying Now, ten sam motoryczny rytm i ten sam nośny refren. Someone To Love to jeden z moich ulubionych kawałków na Right Attidute, piękny i klimatyczny. Kiedy Stephan zaczyna spiewać "... when the night it’s over i need someone, someone to love...”, to aż ciarki przechodzą. Całość trochę przypomina dokonania Fate z ich wczesnego okresu działalności. I na koniec mamy z mojego punktu widzenia jedyną wpadkę. Piosenka Look At You to nic innego jak nowa wersja z nowymi słowami When I See You Smile Bad English, nawet "oooooo” jest to samo w refrenie, co w kapeli Schona. Nie wiem, po co to Panowie nagrali, mieli i tak już dużo utworów, chyba, że chcieli przypomnieć młodszej publiczności, że takie nagranie istnieje. Jeżeli tak, to OK. Jednak dla mnie to najsłabszy punkt na płycie, kompletnie niepotrzebny, nie ma tej magii, która cechowała oryginał (a może się czepiam niepotrzebnie). Na koniec słowo o muzykach. Wokal ma rewelacyjną skalę głosu, którą potrafi zdobywać niezwykłe rejony, nieosiągalne dla zwykłego śmiertelnika, jest to głos bardzo melodyjny i dźwięczny zarazem, mało znam aktualnie wokalistów młodszego pokolenia, którzy by umieli tak śpiewać. O gitarzyście Robbym Boebelu już pisałem, natomiast należy dodać, że w tym okresie z Frontline pogrywał Chris Lausmann, nie kto inny jak współtwórca rewelacyjnego Voices Of Rock oraz wieloletni gitarzysta Bonfire. Obsługuje on gitarę i instrumenty klawiszowe, które nadały magii lat '80 całemu wydawnictwu.
Nie pozostało mi nic innego jak gorąco polecić Right Attidute. Jest to album z gatunku "trzeba mieć", a o "warto znać" już nie wspomnę. Płyta kapitalna na każdą okazję. Te 15 (jeden słabszy kawałek, ale to moje osobiste zdanie) utworów zostanie z Wami na długo, a i wracać będziecie często, zapewniam Was. Osobiście była to dla mnie płyta roku 2000. Dla wszytkich melodic rockowych maniaków, których serce bije w latach '80, rzecz warta każdych pieniędzy. Niestety krążek trudno dostać nawet na aukcjach internetowych, mój egzemplarz dostałem od mojej ukochanej żony na urodziny, ale nie chce mi powiedzieć, gdzie go kupiła, więc jak tylko gdzieś go znajdziecie, nie wahajcie się, tylko klikajcie "kup teraz".
Oficjalna strona zespołu: www.frontline-music.com
Fan HOL maj 2010
|