Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

FREHLEY'S COMET - Second Sighting [1988]
Wydawca: Megaforce / Atlantic / WEA / Phantom Sound & Vision

  1. Insane
  2. Time Ain't Runnin' Out
  3. Dancin' With Danger
  4. It's Over Now
  5. Loser In A Fight
  6. Juvenile Delinquent
  7. Fallen Angel
  8. Separate
  9. New Kind Of Lover
  10. The Acorn Is Spinning
Second Sighting

Skład: Ace Frehley - gitary, śpiew, chórki; Tod Howarth - gitary, instrumenty klawiszowe, śpiew, chorki; John Regan - gitara basowa, chórki; Jamie Oldaker - perkusja

Produkcja: Frehley's Comet i Scott Mabuchi

Ace Frehley, muzyk legenda. Tak należałoby rozpocząć. Największą popularność przyniosła mu współpraca z zespołem KISS i można powiedzieć, że tam był jedynym prawdziwym rock and rollowcem. Nie będę się tutaj rozpisywał, co wyprawiał, zresztą jeśli kogoś to interesuje, odsyłam do książki Gene'a Simmonsa "KISS and Make-Up". W każdym razie z KISS wyleciał formalnie w 1983 roku będąc jednak nadal ich gitarzystą 'rezerwowym'. Ostatecznie związki z zespołem zerwał dwa lata później i rozpoczął solową karierę. Pierwsza płyta wydana pod szyldem Ace Frehley (nie licząc komercyjnej zagrywki KISS z 1978 roku) to album Frehley's Comet i pochodzi z 1987 roku. Drugi krążek już pod szyldem Frehley's Comet wydany rok później to płyta, którą postanowiłem w tej recenzji opisać.

Space Ace to muzyk, który od początku hołdował ciężkiej odmianie rocka i chociaż zdarzały mu się wpadki (np. piosneczka New York Groove), większość materiału, jaki napisał, zdecydowanie skłania się w stronę hard rock and rolla. Second Sighting rozpoczyna największy przebój tego krążka - utwór Insane. W klipie do tego numeru możemy oglądać ładne panie wystrojone jak do ślubu i Ace'a w kaftanie bezpieczeństwa. Muzyk stara się nam powiedzieć, że sława i pieniądze nie mają znaczenia, kiedy jest się bliskim obłędu. Sam numer to klasyczne hard rockowe podejście z lat '80. Nieco zakręcony riff przewodni, mocno nabijająca rytm perkusja i wszystko na swoim miejscu. Wokalnie Frehley jakoś najbardziej mi odpowiadał, kiedy podchodził do mikrofonu w KISSach, może dlatego, że jego zdarty rock and rollowy głos najlepiej pasuje do takiej muzyki. A Insane to prawdziwy hit. Numer nucimy jeszcze długo po tym, jak przestaje się kręcić płytka. Time Ain't Runnin' Out to kawałek jakby z innej bajki i chyba jedyna taka kompozycja na płycie. Nie, że jakoś stylistyka się całkiem zmienia, ale dodano tutaj tandetne klawisze obecne obficie wówczas w tego typu graniu. Na szczęście numer się broni, gdyż ma w miarę potężny riff i podchodzi pod to, co prezentował wówczas Ronnie James Dio. Klawisze nie psują całości w znaczący sposób. Numer powinien przypaść do gustu sympatykom melodyjnej odmiany hard rocka z lat '80. Klimat diamentralnie zmienia się przy Dancin' With Danger. To już prostrzy, ale i bardziej agresywny numer. Jak na owe lata brzmi też w miarę nowocześnie, chociaż jak na ironię źródeł takiego muzykowania należy szukać w latach '70. Jedyne, co w tym utwórze wydaje się typowe dla lat '80, to rytm perkusji. Takie ZZ Top z Eliminatora (pamiętacie utwór Legs?). Ale kawałek zdecydowanie ostrzejszy. Przyszedł zatem czas na balladę. Nie, nie będzie głodnych kawałków o kowbojach ze złamanym sercem (vide Every Rose Has Its Thorn), It's Over Now jak dla mnie podobny do Headed For A Hearbreak Winger. Bardzo podobny i jakby Winger to nagrali, nie różniłoby się niczym od wersji Frehley's Comet. Cholera, nawet solo jak w tamtym kawałku. Podoba mi się. Loser In A Fight rozpoczyna heavy metalowy riff. I taki jest ten numer, dość ciężki, ale na szczęście melodyjny, z genialnym refrenem, którego nie powstydziliby się hard rockowi giganci z lat '80. Trochę w tym Dokkena, ale myślę, że Ace skorzystał ze swojego bogatego doświadczenia i nikogo specjalnie nie musiał naśladować. Mocny jest też następny na płycie Juvenile Delinquent. Ten kawałek powinienbył zawstydzić dawnych kolegów z KISS, którzy w owym czasie bawili się w jakieś przesłodzone balladki (Reason To Live). Chociaż kompozycja ma coś współnego z KISS, ale jeśli już, to tego oblicza znanego choćby z płyty Creatures Of The Night. Potęga. Fallen Angel, też piękny numer. Nie, nie ma on nic wspólnego z tym AORowym gniotem Poison. Kawałek Frehley's Comet jest o wiele lepszy, gdyż zdecydowanie hard rockowy, a gdy go słucham, czuję zapach wódy ;). Tak się powinno grać hard rocka i dobiegający wówczas czterdziestki Frehley pokazał młodym, że potrafi nieźle dać czadu. Separate to trochę dziwny numer. Z jednej strony konkretny riff, z drugiej jakby rapowana zwrotka. Nie bardzo mi to odpowiada, chociaż refren ponownie na wysokim poziomie. New Kind Of Lover jest na pewno przebojowy i całkiem udany, gitara nie koncentruje się tutaj na ciosaniu mocnych riffów, a bardziej kombinuje sobie coś w tle. Taki zabieg też mi odpowiada. A na koniec trochę awangardowy hard rock w postaci The Acorn Is Spinning. Nie powala mnie to absolutnie na kolana, nie mniej jednak spodoba się fanom Steve'a Vaia. To taka trochę zabawa z typowymi rwanymi riffami, z których słynął przecież Stefan. Same solówki wyjątkowo dobre, chociaż Frehley nigdy specjalnie z nimi nie kombinował grając je w klasyczny sposób. Pomysł na numer wydaje się oczywistym ukłonem w stronę fanów guitar oriented rocka. I tak kończy się album Second Sighting, album który powinienbył zawstydzić panów z KISS, chociaż Simmonsa nie zawstydził, bo jakiegoś oszałamiającego sukcesu komercyjnego nie osiągnął, a to dla Gienka było przecież zawsze najważniejsze. Nie mniej jednak utwór Insane zyskał pewną popularność, choć nie taką jak Crazy Crazy Nights. Pokazuje to niestety, jak bardzo w KISS rozbiegały się interesy z wartością artystyczną ich albumów, ale nie będziemy o tym filozofować.

Ace Frehley zdeklasował swoich byłych kolegów z zespołu tym krążkiem i dla mnie to o wiele ciekawsza pozycja niż ówczesne nagrania KISS. Zresztą Ace zawsze był ulubieńcem tych prawdziwych rock and rollowców i muzyków, którzy sami tworzyli nowe style, jak np. Chucka Schuldinnera, lidera kultowego Death, który w jednym wywiadów powiedział, że Ace Frehley był dla niego bogiem. Myślę, że nawet jeśli przesadził, to znowu nie aż tak bardzo ;). Space Ace vs. KISS - 1:0. A płytę oczywiście polecam.

Brak oficjalnej strony zespołu

LSDisease
lipiec 2008