|
Skład: Salmi Alho - śpiew; Vesa Yli-Mäenpää - gitary; Pasi Koivumäki - perkusja; Marko Haapamäki - gitary; Sami Hämäläinen - gitara basowa; Timo Alho - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Free Spirit
Niniejszym przedstawiam najbardziej przereklamowany tegoroczny debiut. Ilość pochlebnych recenzji, które można znaleźć w rozmaitej prasie sugerowałaby, że mamy do czynienia z dziełem wartym pomnika. Ile zachwytów, ile ochów, ile achów... a to wszystko za co? Za stosunkowo oryginalne i nietypowe, ale w ostatecznym rozrachunku bardzo nudne granie, które wskazuje na to, że muzycy męczyli się nagrywając materiał.
Słowem dalszego wstępu, zespół Free Spirit pochodzi z Finlandii i od wielu lat bombardował różne serwisy muzyczne swoimi demówkami. Z całkiem zresztą niezłym skutkiem, większość redaktorów była pozytywnie nastawiona do kapeli. W 2009 muzycy wydali swój debiutancki album, proponując słuchaczom swoje wypróbowane utwory, ale zagrane w innym, podobno cięższym stylu. Nie wiedzieć kiedy do kapeli przyczepiono łatkę Brother Firetribe i od tego czasu nazwa ta pojawiła się bodaj we wszystkich recenzjach. Zupełnie niesłusznie, gdyż obie formacje prezentują granie skrajnie różne, zupełnie inne stylistyki. Nazwa recenzowanego albumu, czyli Pale Sister Of Light to oczywiście parafraza sławnego na cały świat Bielszego Odcieniu Bieli. Odwołań do brytyjskiego grania zresztą możemy trochę tutaj spotkać, gdyż głos wokalisty Salmi Alho nawiązuje do tradycji związanych z muzyką celtycką. Moim zdaniem łączenie jej z hard rockiem to pomysł co najmniej dziwny, gdyż powstają przez to potworki pokroju Heroes Don't Cry, przy których ma się wrażenie, że zespół tańczy z druidami wokół kamiennych kręgów. Głos wokalisty jest zresztą bezsprzecznie najsłabszym ogniwem Free Spirit, ponieważ sekcja instrumentów spisuje się zazwyczaj dobrze. Gdyby nie Salmi, to pewnie podobałoby mi się zaczynające krążek Shadow Of A Man. Nie mogę przyzwyczaić się do tego charakterystycznego akcentowania mimo tego, że płytę przesłuchałem łącznie kilkanaście razy, poświęcając jej więcej uwagi niż mam w zwyczaju. Trochę mniej zastrzeżeń mam do ścieżki numer dwa, ale przeszkodę ponownie sprawia nieszczęsny wokalista. Po wielu przesłuchaniach przyzwyczaiłem się do tego kawałka, więc zgaduję, że nie jest z nim tak tragicznie. Dla odmiany bardzo spodobała mi się kompozycja tytułowa, kiedy Free Spirit grają bardziej dynamicznie, z wykopem, agresywniej. Salmi chcąc nie chcąc musi śpiewać szybciej i dzięki temu wypada naprawdę dobrze. Refreny wypadają przebojowo i przez chwilę zaczynam wierzyć, że na płycie mamy do czynienia z reklamowanym melodyjnym hard rockiem. Radiant Light również nie jest złe, grupa prezentuje swój typowy styl, ale robi to z większym przekonaniem, bardziej na luzie. Cry Of An Eagle sprawia grupie spory wysiłek, tak jakby muzycy nie mieli na niego dobrego pomysłu. Easy Days ma ponownie zabarwienie folkowe, podobnie jak krytykowane przeze mnie wcześniej Heroes Don't Cry. Powstrzymam się tym razem od uszczypliwości, numer brzmi lepiej, ale nadal nie jest to moja bajka. Innym być może przypadnie bardziej do gustu. Strangers zaczyna się melodyjnie, dobrym basem. Dalej też jest przebojowo, a wokalista nie działa mi na nerwy. Jest lepiej, słychać choć trochę AOR-u, ale nadal nie jest rewelacyjnie. Odnoszę wrażenie, że grupa się przebudziła. I owszem, im dalej, tym ciekawiej. Trzeci numer od końca, czyli Until The Night cechuje się mocniejszymi wejściami gitar, gra Free Spirit jest już niemal znośna. Dwa ostatnie kawałki, które grupa proponuje na swoim debiutanckim wydawnictwie zostały nagrane z odpowiednią klasą i na całkiem niezłym poziomie. Od poprzednich kompozycji różni je to, że muzycy tchnęli w nie melodie i zrobili to na tyle umiejętnie, że kawałki nie brzmią sztucznie. Gdybym miał wybrać 2 najlepsze numery z płyty to byłyby to dwa rockery: ostatni na płycie Preacher Man oraz, a może przede wszystkim, wspomniany wcześniej kawałek tytułowy.
Pale Sister Of Light nie jest tragicznie złą płytą, ale bardzo przeciętną i ogromnie przereklamową. Podoba mi się połowa utworów, które tu napotykamy, choć nawet w tej grupie nie widzę powodów do zachwytu. Na niekorzyść wydawnictwa działa z pewnością wielokrotnie krytykowany przeze mnie głos wokalisty oraz to, że pierwsza część płyty składa się większości z wypełniaczy bądź też kompozycji nietrafionych. Płytę polecam cierpliwym oraz tym, którzy mają ochotę usłyszeć trochę bardziej oryginalne nuty. Osoby oczekujące przebojowości i radości, czy też po prostu hard rocka bądź AOR-u wolę jednak uprzedzić, żeby słuchały płyty bardzo wybiórczo.
Oficjalna strona zespołu: www.freespiritrock.com
Guciomir czerwiec 2009
|