|
Skład: Marcus Allen Christopher - śpiew, gitara; Tony Franklin - gitara basowa; Jeff LaBar - gitara prowadząca, chórki; Frankie Banali - perkusja
Produkcja: Ronnie Borchert
Już samo zeknięcie na nazwiska tworzące Freakshow może sprawić zawrót głowy. Sen Marcusa Allena Christophera w końcu się spełnił i ten utalentowany, przyrównywany często do Toma Keifera wokalista stanął u boku sławnych na cały świat weteranów, ikon hard rocka. Jeff LaBar wiosłował w Cinderelli, Frankiego Banaliego słyszeliśmy między innymi w W.A.S.P., Kuni oraz Quiet Riot, a Tony Franklin jest znany z występów w Blue Murder, The Firm, Lana Lain oraz również Quiet Riot.
Jak należy traktować opisaną powyżej supergrupę? Mogłoby się wydawać, że panowie pójdą w kierunku muzyki prezentowanej przez ich dawne ekipy, tworząc pewną wypadkową różnych stylów. Okazuje się jednak, że Freakshow zdominowali dwaj współpracujący ze sobą od paru lat panowie, przekształcając projekt w nieoficjalny trzeci album Miss Crazy. Mam tutaj na myśli producenta Ronniego Borcherta oraz wokalistę Marcusa. Osoby zaznajomione z twórczością Christophera zdają sobie doskonale sprawę, że jego Miss Crazy to w dużej mierze ostrzej zagrana Cinderella. Patrząc na debiut Freakshow nie myślę jednak o Kopciuszku, ale właśnie o macierzystej formacji Chrostophera. To ten sam pełen energi i złości styl, chociaż momentami inaczej podany. Miss Crazy podlegało ciągłej ewolucji, Christopher regularnie wymieniał cały skład ekipy i pomimo zachowania pewnych wspólnych pierwiastków (jak chociażby podobieństwa do Kopciuszka) oblicze muzyczne zespołu ulegało zmianom. Freakshow w pewnym sensie jest naturalną kontynuacją opisanego procesu. Tym razem zamiast dominującego na II sleazu mamy trochę więcej hard rocka w jego klasycznej odmianie, zahaczajacego momentami nawet o Led Zeppelin. Zaczyna się bardzo mocno, od wyjątkowo udanego numeru Welcome To The Freakshow. Jest to zarazem pewien manifest, pierwszy kontakt formacji z fanami. Piosenka może uchodzić za wypadkową różnych stylów, a oprócz oczywistego Miss Crazy mamy tutaj pewną ilość Guns N' Roses. Świetnie wypadają chórki, jeszcze lepiej riff. Chwilę później atakuje numer jeszcze lepszy, jeszcze bardziej wpadający w ucho. Everyone określiłbym jako ostrzej, mocniej i ciężej zagraną Cinderellę, a szczególną uwagę zwrócę na silny, potężnie brzmiący riff, który ustawia odpowiednio całą kompozycję. Czwóreczka ma w sobie reklamowane wcześniej Led Zeppelin, całość jest jednak zagrana bardziej nowocześnie, bardziej w stylu początku lat '90. Burning Me przyspiesza, kojarzyć się może z wcześniejszymi dokonaniami Marcusa. Facet wie, jak powinno się skrzeczeć ;). Four Leaf Clover wypada całkiem nieźle, uderzając w inne tony. Chórki są momentami psychodeliczne, nadal poruszamy się jednak po znanym gruncie. Ciekawą kompozycją jest z pewnością Looking Back At Me, gdyż wokalista na przemian stosuje style wokalne znane Cinerelli oraz Led Zeppelin. Dołóżmy do tego świetnie brzmiące gitary i mamy gotowy hit. Osoby zasłuchujące się dwoma krążkami Miss Crazy natrafiając na Mindgame będą się czuć jak ryby w wodzie i uważam, że jest to najlepsza rekomendacja. Numer jest bardzo przebojowy, chwilami brzmi emocjonalne, głównie za sprawą wokaliz. Mistreat Me potrafi zaskoczyć, LaBar zmienia swoją grę, a jego zagrywki nie przypominają nut z wcześniejszych utworów. Z jednej strony mamy trochę Zeppelinów, z drugiej heavy metalowe riffy, z trzeciej trochę Kopciuszka, z czwartej odrobinę mrocznego klimatu... można wymieniać dalej. Jak można się było domyśleć Ripper został zaopatrzony w szybką perkusję, a Banali nawala w zwrotkach ze znanym mu zacięciem. Świetny, po prostu świetny kawałek. Na koniec muzycy zaproponowali kolejną niespodziankę. Mistaken jest pierwszą i zarazem jedyną spokojniejszą kompozycją na płycie, a zespół udowadnia, że potrafi nagrywać akustyczne ballady. Chwilami nagranie przypomina kołysankę, ale co tam, dobrze się go słucha.
Debiut Freakshow jest wydawnictwem wyjątkowo udanym. O jego sile świadczą przede wszystkim bardzo dobre partie instrumentów, ale czegóż innego można się było spodziewać po takich legendach? Można powiedzieć, że tworzące zespół nazwiska okazały się w tym przypadku gwarancją sukcesu. Płytę bardzo gorąco polecam i jednocześnie dodam, że Freakshow stanowią dowód na to, że Retrospect Records rośnie w siłę.
Oficjalna strona zespołu: www.freakshowrox.com
Guciomir lipiec 2009
|