Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

FREAKSHOW - Freakshow [2009]
Wydawca: Retrospect Records

  1. Welcome To The Freakshow
  2. Everyone
  3. You Who Wins
  4. It's Really Over
  5. Burning Me
  6. Four Leaf Clover
  7. Looking Back At Me
  8. Mindgame
  9. Mistreet Me
  10. Ripper
  11. Mistaken
Freakshow

Skład: Marcus Allen Christopher - śpiew, gitara; Tony Franklin - gitara basowa; Jeff LaBar - gitara prowadząca, chórki; Frankie Banali - perkusja

Produkcja: Ronnie Borchert

Już samo zeknięcie na nazwiska tworzące Freakshow może sprawić zawrót głowy. Sen Marcusa Allena Christophera w końcu się spełnił i ten utalentowany, przyrównywany często do Toma Keifera wokalista stanął u boku sławnych na cały świat weteranów, ikon hard rocka. Jeff LaBar wiosłował w Cinderelli, Frankiego Banaliego słyszeliśmy między innymi w W.A.S.P., Kuni oraz Quiet Riot, a Tony Franklin jest znany z występów w Blue Murder, The Firm, Lana Lain oraz również Quiet Riot.

Jak należy traktować opisaną powyżej supergrupę? Mogłoby się wydawać, że panowie pójdą w kierunku muzyki prezentowanej przez ich dawne ekipy, tworząc pewną wypadkową różnych stylów. Okazuje się jednak, że Freakshow zdominowali dwaj współpracujący ze sobą od paru lat panowie, przekształcając projekt w nieoficjalny trzeci album Miss Crazy. Mam tutaj na myśli producenta Ronniego Borcherta oraz wokalistę Marcusa. Osoby zaznajomione z twórczością Christophera zdają sobie doskonale sprawę, że jego Miss Crazy to w dużej mierze ostrzej zagrana Cinderella. Patrząc na debiut Freakshow nie myślę jednak o Kopciuszku, ale właśnie o macierzystej formacji Chrostophera. To ten sam pełen energi i złości styl, chociaż momentami inaczej podany. Miss Crazy podlegało ciągłej ewolucji, Christopher regularnie wymieniał cały skład ekipy i pomimo zachowania pewnych wspólnych pierwiastków (jak chociażby podobieństwa do Kopciuszka) oblicze muzyczne zespołu ulegało zmianom. Freakshow w pewnym sensie jest naturalną kontynuacją opisanego procesu. Tym razem zamiast dominującego na II sleazu mamy trochę więcej hard rocka w jego klasycznej odmianie, zahaczajacego momentami nawet o Led Zeppelin. Zaczyna się bardzo mocno, od wyjątkowo udanego numeru Welcome To The Freakshow. Jest to zarazem pewien manifest, pierwszy kontakt formacji z fanami. Piosenka może uchodzić za wypadkową różnych stylów, a oprócz oczywistego Miss Crazy mamy tutaj pewną ilość Guns N' Roses. Świetnie wypadają chórki, jeszcze lepiej riff. Chwilę później atakuje numer jeszcze lepszy, jeszcze bardziej wpadający w ucho. Everyone określiłbym jako ostrzej, mocniej i ciężej zagraną Cinderellę, a szczególną uwagę zwrócę na silny, potężnie brzmiący riff, który ustawia odpowiednio całą kompozycję. Czwóreczka ma w sobie reklamowane wcześniej Led Zeppelin, całość jest jednak zagrana bardziej nowocześnie, bardziej w stylu początku lat '90. Burning Me przyspiesza, kojarzyć się może z wcześniejszymi dokonaniami Marcusa. Facet wie, jak powinno się skrzeczeć ;). Four Leaf Clover wypada całkiem nieźle, uderzając w inne tony. Chórki są momentami psychodeliczne, nadal poruszamy się jednak po znanym gruncie. Ciekawą kompozycją jest z pewnością Looking Back At Me, gdyż wokalista na przemian stosuje style wokalne znane Cinerelli oraz Led Zeppelin. Dołóżmy do tego świetnie brzmiące gitary i mamy gotowy hit. Osoby zasłuchujące się dwoma krążkami Miss Crazy natrafiając na Mindgame będą się czuć jak ryby w wodzie i uważam, że jest to najlepsza rekomendacja. Numer jest bardzo przebojowy, chwilami brzmi emocjonalne, głównie za sprawą wokaliz. Mistreat Me potrafi zaskoczyć, LaBar zmienia swoją grę, a jego zagrywki nie przypominają nut z wcześniejszych utworów. Z jednej strony mamy trochę Zeppelinów, z drugiej heavy metalowe riffy, z trzeciej trochę Kopciuszka, z czwartej odrobinę mrocznego klimatu... można wymieniać dalej. Jak można się było domyśleć Ripper został zaopatrzony w szybką perkusję, a Banali nawala w zwrotkach ze znanym mu zacięciem. Świetny, po prostu świetny kawałek. Na koniec muzycy zaproponowali kolejną niespodziankę. Mistaken jest pierwszą i zarazem jedyną spokojniejszą kompozycją na płycie, a zespół udowadnia, że potrafi nagrywać akustyczne ballady. Chwilami nagranie przypomina kołysankę, ale co tam, dobrze się go słucha.

Debiut Freakshow jest wydawnictwem wyjątkowo udanym. O jego sile świadczą przede wszystkim bardzo dobre partie instrumentów, ale czegóż innego można się było spodziewać po takich legendach? Można powiedzieć, że tworzące zespół nazwiska okazały się w tym przypadku gwarancją sukcesu. Płytę bardzo gorąco polecam i jednocześnie dodam, że Freakshow stanowią dowód na to, że Retrospect Records rośnie w siłę.

Oficjalna strona zespołu: www.freakshowrox.com

Guciomir
lipiec 2009