Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

FIRST SIGNAL - First Signal [2010]
Wydawca: Frontiers Records

  1. This City
  2. When You Believe
  3. Part Of Me
  4. Crazy
  5. Goodbye To The Good Times
  6. First Signal
  7. Feels Like Love This Time
  8. Into The Night
  9. When November Falls
  10. Yesterday’s Rain
  11. Naked Desire
First Signal

Skład: Harry Hess - śpiew, chórki; Michael Klein - gitary; Dennis Ward - gitara basowa, gitary, chórki; Chris Schmidt - perkusja; Eric Ragno - instrumenty klawiszowe
Gościnnie: Darren Smith - chórki

Produkcja: Dennis Ward

Po tym jak kanadyjskie Harem Scarem zakończyło działalność, wielu fanów uroniło łezkę. By jakoś zadośćuczynić im stratę, wytwórnia Frontiers Records powołała do życia projekt, którego celem było przywołanie stylistyki Scaremów z czasów kilku pierwszych płyt. Nie mogło oczywiście zabraknąć wokalisty Harry'ego Hessa, a obecność w składzie Dennisa Warda (Pink Cream 69, Khymera) też nie powinna nikogo dziwić.

Skoro już się ktoś porywa na taki projekt (zapewne czysto studyjny), łatwo może dokooptować sprawdzonych muzyków. Gitarzysta Michael Klein na pewno się nie nudził, bo przygotowywał powrót Wicked Sensation, w szeregi tamtej kapeli zresztą wstąpił i Ward, mimo tego Klein zagrał i tutaj. Do tego dochodzą też dość znane nazwiska z branży - perkusista Chris Schmidt (bębnił w Sunstorm), klawiszowiec Eric Ragno (Takara i gościnnie na wielu krążkach), by było ciekawiej, pojawił się i na chórkach Darren Smith, były członek Harem Scarem. W przypadku Frontiers Records i jej projektów to też niemal standard, że zatrudnia się zewnętrznych kompozytorów, tak jest i tym razem. Wśród nich,a jakże, często spotykane persony w osobach braci Toma i James Martinów (Khymera, Sunstorm, House Of Lords), Erik Martensson (W.E.T., Eclipse), Ronny Milianowicz (Saint Deamon), Robert Sall (W.E.T., Work Of Art) i Mark Baker (Signal, House Of Lords). Od razu mogę powiedzieć, że fani Harem Scarem nie będą ani trochę zawiedzeni, mimo iż nie ma tu Pete'a Lesperance'a i chyba album można traktować jak po prostu jeszcze jedno wydawnictwo Scaremów. Szczerze mówiąc, to zespół ten jakoś nigdy szczególnie mnie swą twórczością nie zainteresował. Najbardziej podobał mi się jego debiut, choć i po niego nie sięgałem całe lata. Mój główny zarzut wobec tej kapeli zawsze brzmiał: za mało riffów! Ja rozumiem, że w AOR-ze riffy nie są najważniejsze, że liczy się klimat, nastrój itp., ale dla kogoś jak ja, wychowanego na hard rocku i innych gatunkach muzyki, dobry riff to podstawa. Nie zamierzam się jednak znęcać nad płytą First Signal, po prostu zobaczmy, co się na niej znajduje. Przyjazny emisji radiowej This City od razu wpadnie w ucho sympatyka melodyjnych odmian rocka. Piosenka dość dynamiczna, więc nie uśpi, z charakterystycznymi wokalami Hessa, które zawsze przypominały mi trochę Bryana Adamsa, aczkolwiek u Harry'ego jest zdecydowanie mniej chrypki. Proporcje między instrumentami wyważone, nikt nie wybija się do przodu. Nie da się ukryć, że najbardziej ciekawi mnie znakomita jak zwykle solówka w wykonaniu Kleina. Najbliżej typowego AOR-u plasuje się utwór o tytule When You Believe, co czyni go niestety nieco sztampową kompozycją. Nie przepadam za takimi liniami gitar, bo słyszałem je już tysiące razy i zdążyły mi one zbrzydnąć, także klawisze nie rzucają mnie na kolana. Za to błyszczy swoim głosem Harry Hess, który dla mnie był zawsze numerem 1 u Scaremów. Za nadzwyczaj udany można uznać cover Part Of Me, kawałka pochodzącego z wydanej przez Richarda Marxa w 2008 r. płyty Emotional Remains. Nowa wersja jest bardzo bliska aranżacyjnie pierwowzorowi i ciężko znaleźć w obu wykonaniach jakiekolwiek większe różnice. Ciężko się do czegokolwiek przyczepić przy okazji nastrojowej pościelówki Crazy. Ma ona w sobie coś z Journey, Def Leppard i Scorpions zarazem. Czy trzeba lepszej rekomendacji? Jestem pewien, że płeć piękna i inni miłośnicy ballad pokochają ją od razu. Na uwagę z pewnością zasługuje Goodbye To The Good Times. Różni się znacznie od poprzedników, niby wciąż mamy AOR, ale też pojawia się tu więcej energii i specyficzny, funkujący groove. Dobrze, że panowie wrzucili coś takiego, zawsze to jakieś urozmaicenie. Tytułowe First Signal to bardzo ciepło brzmiąca kompozycja. Gdyby ukazała się te 25 lat temu, pewnie ogrywałyby ją wtedy wszystkie stacje radiowe. Duża w tym zasługa Hessa, ale i pozostałym muzykom trzeba oddać pokłon. Tutaj też coś "leppardowego" wisi w powietrzu. W inne rejony podąża Feels Like Love This Time i wydaje mi się, że ekipa chciała spróbować swoich sił i zmierzyć się z muzyką country. Wprawdzie jest tu i coś z Bryana Adamsa (tak brzmią przynajmniej refreny), jednak kowbojski nastrój się tu od razu wyczuwa. Jestem pewien, że przy stosunkowo niedużej promocji, nawet teraz dałoby się z piosenki zrobić hit w USA. Into The Night ucieszy chyba najbardziej fanów wczesnego Harem Scarem. Wyważony utwór, łatwo strawny, od razu wpadający w ucho, przede wszystkim łagodny. Dla mnie pewną jego wadą są drobne podobieństwa do niektórych wypocin Bruce'a Springsteena, ale co tam, grunt że da się tego słuchać. Kobietom spodoba się natychmiastowo nastrojowe When November Falls, de facto też cover ze wspomnianej już płyty Marxa. Wykonanie First Signal jest jakby nieco mocniejsze od oryginału, ale cały nastrój moim zdaniem został zachowany. Nie jest to mój typ grania, ale muszę stwierdzić, że cover podoba mi się bardziej. Wyróżniłbym z całego zestawu kawałek Yesterday’s Rain, chyba dlatego, iż ma w sobie najwięcej hard rockowego zacięcia (wciąż pozostając AOR-owym numerem). Wokalnie Hess zbliża się trochę do Lessmanna z niemieckiego Bonfire i dla mnie to akurat plus. Bardzo podoba mi się tutejsza praca gitar i ogólny pomysł na ścieżkę. Zresztą nie gorsze jest ostatnie na krążku Naked Desire. Udało się tu drużynie uchwycić ducha lat '80 i tu też byłbym gotów się założyć, że gdyby tę epokę temu ogrywano nagranie w stacjach radiowych, nie przegrałoby ono w konfrontacji z ówczesnymi hitami. Bomba, zwłaszcza jak ktoś lubi wczesne Jaded Heart. Tak więc najlepsze kompozycje zostawiono na sam koniec albumu, chce się dzięki temu zabiegowi dzieło zapodać jeszcze wiele razy.

Nadzwyczaj udane wydawnictwo i będę się upierał, że zdecydowanie lepsze od większości dokonań oryginału, czyli Harem Scarem. Ciężko znaleźć wśród tych 11 kompozycji jakiegoś gniota, a płyta jest dość różnorodna. Dla fanów Harem Scarem pozycja obowiązkowa, a i większości sypatyków AOR-u powinna się spodobać. Jeśli ktoś jeszcze nie zna, zdecydowanie polecam.

Brak oficjalnej strony projektu

Guitarrizer
grudzień 2010