Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

FIREHOUSE - 3 [1995]
Wydawca: Sony

  1. Love Is A Dangerous Thing
  2. What's Wrong
  3. Somethin' 'Bout Your Body
  4. Trying To Make a Living
  5. Here For You
  6. Get A Life
  7. Two Sides
  8. No One At All
  9. Temptation
  10. I Live My Life For You
3

Skład: C.J. Snare - śpiew, instrumenty klawiszowe; Bill Leverty - gitary; Michael Foster - perkusja; Perry Richardson - gitara basowa

Produkcja: Ron Nevison

Wraz z wydaną w 1995 roku trzecią płytą Firehouse zmieniło się wszystko. Skorzystano z usług nowego producenta, materiał nagrano w innym studiu nagrań, zmienił się też klimat kompozycji. Fani uwielbiający dwa poprzednie albumy mogą poczuć się nieco zawiedzeni, niemniej jednak 3 to bardzo dobra płyta. Po prostu nie jest ona już tak silnie osadzona w hair metalu i przypomina bardziej ogólnie pojętego rocka. Wielką jej zaletą jest fakt, że z każdym kolejnym przesłuchaniem podoba się coraz bardziej, bo wbrew pozorom jest dużo dojrzalsza od swoich poprzedniczek i więcej tu smaczków aranżacyjnych.

Love Is A Dangerous Thing zaskoczy fanów nieco odmienną artykulacją od tej, do której się już przyzwyczaili. Z czysto gitarowego podejścia więcej jest tu kostkowania obustronnego, mniej dźwięków granych na tłumionych strunach. W kwestiach wokalnych słychać tu jeszcze bardziej rozbudowną manierę śpiewania, jakiej zalążki były w utworze Get In Touch na krążku Hold Your Fire. Z drugiej strony tuż po solówce mamy też wokale mniej typowe, ale to dobrze, że zespół zadbał o urozmaicenie swojej muzyki. Skoro już wspomiałem o solówce, to muszę jeszcze dodać, że na "trójce" są one wyraźniejsze, zapewne dlatego, że na poprzednich wydawnictwach ich brzmienie było modyfikowane różnymi efektami, a tutaj mamy w zasadzie samą przesterowaną gitarę. Jest to wielki plus, gdyż wreszcie gitarzysta może pokazać co tak naprawdę potrafi, a potrafi sporo. Solówki na całym albumie są po prostu przednie. What's Wrong ma swój specyficzny klimat i jest to moja ulubiona kompozycja z "trójeczki". Oczywiście nie przypomina ona zbytnio tych znanych z dwóch pierwszych płyt, niemniej jednak ma w sobie to "coś". Dodatkowym atutem jest tu jeszcze rewelacyjna solówka, bez szczególnych popisów, ale za to "wiele mówiąca", zagrana z pomysłem. Utwór utrzymany jest w raczej smutnawym nastroju i to samo można powiedzieć o całym albumie. Właśnie to jest cechą charakterystyczną tego krążka i tym, co go odróżnia od jego poprzedników. Something' 'bout Your Body nastrój ten kontynuuje. Uwagę muszą przykuć bardzo ciekawe aranżacje instrumentów perkusyjnych. Nieco kołysankowy klimat to początek Trying To Make A Living. Po chwili pojawia się dość wesoło odśpiewana zwrotka, która za moment przejdzie w riff bardzo charkterystyczny dla... grupy INXS. Kolejna metamorfoza w piosence nawiąże do melodii znanych z pierwszego kawałka i będzie miała w sobie coś kowbojskiego, a wrażenie to jeszcze bardzie spotęgują podciągnięte struny w solówce, bardzo przypominające tutaj harmonijkę ustną. Na krążku nie mogło zabraknąć ballady i tym razem jest to Here For You. Utrzymana jest ona w stylu country, choć może z tego standardu wyłamuje się nieco wokalista. Zresztą w kwestii ballad, to zespół pokaże jeszcze swoją klasę na końcu płyty. A tymczasem mamy Get A Life. Kompozycja ta wybija się ponad wszystkie poprzednie przede wszystkim swoją dynamiką. Perkusja jest tu bardziej rozbrykana, gitarzysta przypomniał sobie o konieczności szybkiego zwiedzenia gryfu i poflirtowania z gitarką. W solówce to już mamy jazdę "na maxa", bardzo przypomina te znane z dwóch pierwszych płyt. Początek do Two Sides zdawałby się być kontynuacją Get A Life, chociaż już zwrotka to wrażenie oddala. Tak czy inaczej, prawdziwym smaczkiem będzie oczywiście gitarowa solówka, według mnie najlepsza na całum albumie. Dużo w niej wymiatania, a na samym jej końcu mamy jeszcze popis szybkości połączony z bardzo zakręconą figurką. No One At All to kolejny ukłon w stronę muzyki country. Takich utworów najlepiej słucha się przy ognisku - żar płomieni, tulące się panienki, pieczone kiełbaski i te sprawy... Temptation ze względu na swoje połamane nieco rytmy, a także brzmienie i pomysły, przypomina mi jakąś wypadkową pomiędzy dokonaniami Bon Jovi z lat dziewiećdziesiątych a płytą Fire Gadren Steve'a Vaia. Numeru słucha się bardzo przyjemnie, oczywiście o ile ktoś lubi taki rodzaj muzyki. Album zamknie przepiękna ballada I Live My Life For You. Podoba mi się bardziej niż znany z debiutanckiego krążka numer Love Of A Lifetime, może dlatego, że tamten był za bardzo przesłodzony. Tym razem całość brzmi bardziej naturalnie, bardziej uczuciowo i przez to bardziej wiarygodnie...

Jest to album wymagający kilkakrotnego przesłuchania, ale dzięki temu dużo zyskuje. Przede wszystkim nie jest nudny. Za każdym przesłuchaniem dostrzeżemy w nim coś nowego. Nie samym hard rockiem żyje człowiek, a w roli muzycznej odskoczni od tego typu muzyki "trójeczka" Firehouse, która jest najambitniejszym chyba wydawnictwem zespołu, spisze się znakomicie.

Oficjalna strona zespołu: www.firehousemusic.com

Guitarrizer
październik 2003