Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** BRUCE MEE - "...Nie liczy się, czy w obsadzie znajdą się wielkie nazwiska..." ***

Specjalnie dla naszych czytelników, dziś przedstawiamy kolejnego gościa w sali przesłuchań Hard Rock Service! Tym razem, poprosiliśmy o rozmowę Bruce'a Mee - przedstawiciela Firefest Team, załogi odpowiedzialnej za coroczne sprowadzanie największych gigantów melodic rocka do angielskiego Notttingham, i zarazem naszego kolegę po fachu - współzałożyciela i redaktora rockowego magazynu Fireworks. W świetle ostatnich naprawdę ekscytujących wieści co do składu tegorocznej edycji Firefest przyjrzyjmy się bliżej obiecującej przyszłości i chwalebnej przeszłości festiwalu oraz wspólnie z Brucem Mee zastanówmy się, czego trzeba, by utrzymać rock'n'rolla przy życiu...

Bruce Mee HARD ROCK SERVICE: Cześć Bruce! Raz jeszcze w imieniu całej załogi dziękuję za możliwość tej rozmowy. Zacznijmy od tego, co ekscytuje nie tylko mnie, ale każdego fana melodic rocka/AOR-u jak Europa długa i szeroka - fantastycznego składu tegorocznej edycji Firefest! Jako że być może nie wszyscy czytelnicy wiedzą, kto zagra w tym roku w Nottingham Rock City - proszę, przedstaw w odpowiedniej kolejności cały skład festiwalu.

BRUCE MEE: Dzień pierwszy - piątek, 21 października:
Jimi Jamison - Chociaż staramy się różnicować skład w stosunku do poprzedniego, jednocześnie tradycją stało się ponowne zapraszanie artysty wywierającego największe wrażenie na nas i publiczności... W ostatnim roku na wszystkich największe wrażenie wywarł były wokalista Survivor, Jimi Jamison. Z zespołem, którego skład prawdopodobnie nie zmieni się od zeszłorocznego (choć nie jest to do końca pewna wiadomość), Jimi i gitarzysta Tommy Denander zagrają jeszcze więcej klasyków z repertuaru Survivor i Jimiego Jamisona solo.
Terry Brock - Po wspaniałym występie, jaki ten artysta dał w zeszłym roku u boku swojego zespołu Strangeways, z przyjemnością gościmy Terry'ego Brocka również i w tym roku, tym razem jako artystę solowego. Wraz ze wspomagającym go zespołem, złożonym z naszych przyjaciół z Valentine - Adama Hollanda (gitara), Gerarda Zappy (bas), Mike'a Moralesa (bębny) i Craiga Pullmana (klawisze) - Terry zagra set oparty w dużej mierze na swoich solowych dokonaniach i niewątpliwie zaprezentuje spory kawał materiału z wydanego w zeszłym roku, znakomicie przyjętego albumu Diamond Blue. Nasz festiwal będzie dla Terry'ego pierwszą okazją do występu solo w Wielkiej Brytanii od 2001 roku.
Houston - Biorąc pod uwagę świetne recenzje, jakie zbiera debiutancki album tej grupy w skali całego świata, obecność młodego szwedzkiego duetu Houston nie powinna być niespodzianką. Dwaj muzycy, którzy udowodnili, że klasyczny AOR może być grany przez młodzików równie dobrze, jak i przez uznanych i starszych artystów - Hampus 'Hank' Erix i Freddie Allen - przyjadą wraz ze swoim koncertowym zespołem, by rozkręcić imprezę!
Dzień drugi - sobota, 22 października:
Warrant - Będąc jedną z najpopularniejszych kapel boomu MTV w późnych latach '80, ten amerykański zespół sprzedał na świecie łącznie 10 milionów egzemplarzy swoich płytowych klasyków - Dirty Rotten Stinking Filthy Rich, Cherry Pie i Dog Eat Dog. Z członkami oryginalnego składu - Joey'em Allenem (gitary), Jerry'm Dixonem (bas), Stevenem Sweetem (bębny) i Erikiem Turnerem (gitary) - oraz z byłym wokalistą Lynch Mob Robertem Masonem, który na czele Warrant stoi od 2008 roku, zespół wystąpi na brytyjskiej ziemi po raz pierwszy od wczesnych lat '90, kiedy to dali tu swój ostatni koncert w ramach supportu Dave'a Lee Rotha.
Steve Augeri - Były wokalista Journey powraca na łono Firefestu jako artysta solowy. Steve Augeri będzie podczas występu wspomagany akompaniamentem wspomnianych tu już Adama Hollanda, Gerarda Zappy, Mike'a Moralesa i Craiga Pullmana [ex - Valentine] i zagra z pewnością sporo klasyków Journey oraz kilka utworów ze swojej - mającej się wkrótce ukazać - solowej płyty. Niewątpliwie uszczęśliwi to tłum!
Strangeways - Kolejna powtórka z zeszłego roku! Tym razem angielsko-amerykański sojusz znany jako Strangeways zagra całość swego albumu Walk In The Fire oraz kilka numerów z Native Sons, które nie weszły do setlisty ostatnim razem. Terry Brock, Ian Stewart, Jim Drummond i reszta zespołu tak świetnie bawili się ostatnio grając dla festiwalowej publiczności, że już nie mogą się doczekać powtórki!
Jeff Paris - Popularny amerykański wokalista i songwriter powraca do Wielkiej Brytanii w swoim solowym wcieleniu po długiej przerwie - ostatni raz grał tu na pierwszym festiwalu Gods w 1993 roku. W przygotowaniu jest jego album z gitarzystą Tommym Denanderem, który zresztą zasili zespół wokalisty podczas opartego o przekrój jego wspaniałej twórczości występu. Jeśli dodać do tego fakt, że jego klasyczne AOR-owe albumy z połowy lat '80 (Race To Paradise i Wired Up) doczekają się w tym roku reedycji - czy istnieje lepszy moment na umożliwienie mu scenicznego powrotu?
Silent Rage - Jest nam bardzo miło ogłosić, że reprezentant L.A. na polu melodic hard rocka - zespół Silent Rage - dołącza do składu w ramach zagrania pierwszego od wielu lat koncertu w UK. Jesse Damon (gitary/wokale), Mark Hawkins (gitary/wokale), E.J. Curse (bas/wokale) i Rodney Pino (bębny) wybiorą to, co najlepsze, z ich czteropłytowego dorobku - a załoga Firefest, która widziała już ich na żywo, gwarantuje, że będzie to jeden z najlepszych i najbardziej profesjonalnych zespołów tego weekendu.
Vega - Po zamieszaniu, jakie wywołali niesamowitym debiutem Kiss Of Life, Vega stała się pewniakiem tegorocznej edycji festiwalu. Złożona z byłego wokalisty Kick i Eden Nicka Workmana, perkusisty Dana Chantry'ego i dwóch braci - songwriterów Jamesa i Toma Martinów (którzy są odpowiedziali za materiał na ostatnich płytach House Of Lords, Khymery, From The Inside, First Signal i Issy], Vega rzuci na naszej scenie swoim współczesnym brzmieniem nowe światło na tradycyjne AOR-owe brzmienie.
Talon - Amerykański zespół Talon nie powinien być obcy tym, którzy nie mieli w zwyczaju opuszczać kolejnych edycji Gods i Firefest. Niepozbawieni klasy hard rockowcy zaszczycą znów naszą główną scenę swą obecnością - tym razem, ze składem wzmocnionym o nowego wokalistę Shawna Pelatę (Line Of Fire), który dołączy do Jima Kee (gitary), Phila Kellera (bas), Kory'ego Voxena (gitara) i Johna Parkera (bębny). Wszystko po to, by rozkołysać Rockowe Miasto!
Dzień trzeci - niedziela, 23 października:
Unruly Child - Mamy wielką przyjemność ogłosić, że headlinerem niedzielnego wieczoru będzie w tym roku Unruly Child. Klasyczny amerykańskj zespół, złożony z Bruce'a Gowdy'ego (gitary), Guya Allisona (klawisze), Larry'ego Antonino (bas), Jaya Schellena (bębny) i legendarnego głosu zespołu - Marcie Free - da wyjątkowy show, niewątpliwie pierwszy poza granicami Stanów Zjednoczonych. Muzycy wystąpią z setem złożonym niemalże w całości z ich legendarnego debiutu z 1992 roku plus najnowszej płyty Worlds Collide i będzie to ich jedyny europejski występ w tym roku.
Coney Hatch - Włączenie do składu festiwalu tego hard rockowego zespołu z Toronto niewątpliwie bardzo ekscytuje całą załogę Firefest. Po raz pierwszy w UK wystąpi oryginalny, zreformowany skład zespołu - Carl Dixon (wokal/gitara), Andy Curran (wokal/bas), Steve Shelski (gitara wiodąca) i Dave 'Thumper' Ketchum (bębny) - zagra długi set oparty o materiał pochodzący z ich trzech albumów Coney Hatch, Outa Hand i Friction.
Mitch Malloy - Niezmiennie popularny wokalista i autor piosenek z Nashville, Mitch Malloy, powraca na deski naszej sceny po wielu prośbach ze strony publiczności. DVD skompilowane na bazie jego występu na Firefest 2008 udowodniło, że cieszy się on niezwykłą popularnością wśród publiczności, a dzięki regularnym wizytom w Wielkiej Brytanii niewątpliwie nie może on narzekać na ilość fanów w granicach tego kraju. Mitch aktualnie nagrywa nowy album, który - jak mówi - ma mieć w sobie sporo z jego klasycznego debiutu - spodziewamy się, że będzie on w sprzedaży na Firefeście. Mitch zagra z pewnością sporo z zamieszczonego tam materiału, jak również co nieco z debiutu.
Kane Roberts - Prawdopodobnie największa niespodzianka festiwalu. Były gitarzysta Alice'a Coopera i uznany artysta solowy Kane Roberts nie grywał zbyt wiele koncertów w ostatnich latach, więc jesteśmy tym bardziej zaszczyceni jego zgodą na ten występ. Z chłopakami z Talon w roli zespołu wspomagającego, Kane zagra set bazujący głównie na piosenkach z jego słynnego albumu Saints & Sinners z 1991 roku, z kilkoma niespodziankami tu i ówdzie. Kane ma również nadzieję ukończyć EP-kę zawierającą zupełnie nowy materiał do dnia koncertu.
Alien - Będący jedną z największych perełek boomu skandynawskiego AOR-u w późnych latach '80, ten szwedzki zespół zyskał status kultowego już w 1988 roku, w momencie, w którym ukazał się ich debiutancki album (nieco inna wersja została wydana w następnym roku dla reszty Europy i Stanów Zjednoczonych). Mimo zmian w składzie, zespół kontynuował wydawanie płyt aż do 2005 roku, żadna z nich jednak nie dorównała debiutowi. Oryginalny skład Aliena - Jim Jidhed (wokal), Tony Borg (gitara), Ken Sandin (bas), Jimmy Wandroph (klawisze) i Toby Tarrach (bębny) zagra w całości materiał z debiutu.
White Widdow - Po pozytywnych recenzjach debiutu w światowych mediach, mamy przyjemność ogłosić, że White Widdow będzie pierwszym australijskim zespołem, który zagra na Firefest. Złożony z Enzo Almanziego (gitara), Trenta Wilsona (bas), Jima Nasha (bębny), Xaviera Millisa (klawisze), z udziałem regularnego uczestnika każdej edycji naszego festiwalu - Julesa Millsa - na wokalu, White Widdow zabrzmi jak bezwstydna kwintesencja 80's melodic rocka.
Farcry - Prawdopodobnie nie wszystkim znani, amerykańscy melodyjni rockerzy z Farcry wywołali niezłe zamieszanie, grając na Melodicrockfest w Chicago pewien czas temu. Od tego momentu, niektórzy z naszych brytyjskich przyjaciół nie ustawali w wysiłkach, by sprowadzić zespół do nas. Grupa w składzie: Mark Giovi (wokal), Pete Fry (gitara), John Leonardis (bas) and Chris Ryan (bębny), z udanym i dobrze przyjętym albumem High Gear na koncie, da znakomity początek niedzielnej odsłonie tegorocznego festiwalu.

HARD ROCK SERVICE: Choć wśród uczestników tegorocznej edycji festiwalu są tacy giganci melodic rockowej sceny jak Warrant czy Jimi Jamison, bez wątpienia największą niespodzianką, jaką nam zgotowaliście, jest planowany występ Kane'a Robertsa! Jako że jakiś czas temu mieliśmy przyjemność goszczenia Kane'a na naszych łamach - opowiedz, w jakich okolicznościach udało się namówić rockowego Rambo do powrotu na scenę.

BRUCE MEE: Cóż, zawsze byłem ogromnym fanem Kane'a - od czasu, kiedy wiele lat temu kupiłem płytę Saints & Sinners. Uwielbiałem ją tak bardzo, że podpisałem z nim kontrakt pod szyldem Now & Then Records i nagraliśmy wspólnie album Phoenix Down (który w gruncie rzeczy był solowym albumem Kane'a pod przykrywką zespołowego projektu). Podczas powstawania albumu i miksowania materiału spędziłem sporo czasu z Kanem w Nashville; kilka lat później, spotkaliśmy się na wakacjach w L.A. Wspaniale się dogadujemy i bardzo sobie ufamy - co w tym biznesie jest wyjątkową rzadkością. Obaj mamy postrzelone poczucie homoru, obaj również interesujemy się horrorami... Już od dłuższego czasu chciałem, by Kane zagrał na którejś z odsłon Firefest, a jako że niedawno odzyskał ochotę do grania, obaj zgodziliśmy się, że czas najwyższy na kolejny etap jego muzycznej kariery.

HARD ROCK SERVICE: Czy masz jakieś konkretne oczekiwania względem tegorocznej edycji festiwalu? Czy uważasz, że tegoroczny skład jest lepszy w porównaniu z poprzednimi, czy też odwrotnie... i jak idzie dotychczasowa sprzedaż biletów?

BRUCE MEE: To jest dopiero zabawne... Osobiście dla mnie, jako dla fana AOR-u, tegoroczny skład jest naprawdę niesamowity. Ale z drugiej strony muszę przyznać, że obawiałem się trochę braku wielkich nazwisk, jakie towarzyszyły poprzednim odsłonom festiwalu. To znaczy - oczywiście, mamy Warrant po raz pierwszy od dwudziestu lat w Wielkiej Brytanii... ale to Warrant bez Janiego Lane'a. Sporo z tegorocznych uczestników festiwalu to z kolei artyści, których określiłbym mianem "kultowych"... Coney Hatch, Unruly Child, Kane Roberts... Tak czy inaczej, sprzedaż biletów to w tym roku absolutny fenomen. 60 tysięcy funtów w dwa tygodnie. W zeszłym roku zainkasowanie takiej sumy trwało ponad siedem miesięcy... a przecież nie zaczęliśmy nawet jeszcze kampanii promocyjnej w magazynach. Sądzę zatem, że udowadnia to fakt, że Firefest to tak naprawdę festiwal dla fanów AOR-u i nie liczy się, czy w obsadzie znajdą się wielkie nazwiska... Tak długo, jak znajdują się tam zespoły, które chcą zobaczyć fani - ci fani przyjadą!

Bruce Mee HARD ROCK SERVICE: Sądzę, że wystarczy znajomość tegorocznego składu, by zacząć poważnie rozważać obecność na tegorocznym Firefest... Dla czytelników, którzy chcieliby wziąć udział w trzydniowym szaleństwie - poprosimy może o jakieś techniczne wskazówki, linki do stron ze wszystkimi niezbędnymi informacjami o biletach, przedsprzedaży, noclegach i tak dalej? Jakieś rady? :)

BRUCE MEE: Najbardziej wiarygodnym źródłem wszystkich informacji jest nasza strona - www.thefirefest.com. Znajdują się tam wszystkie szczegóły dotyczące festiwalu oraz wskazówki w kwestiach noclegu i transportu. Jeśli chodzi o hotele, możecie również sprawdzić stronę www.laterooms.com i w rubryce 'kod pocztowy' wpisać NG1. Wszystkie hotele z listy będą wówczas tymi, które znajdują się w odległości możliwej do pokonania pieszo od miejsca festiwalu, usytuowanego dokładnie w centrum miasta. Jeśli chodzi o transport lotniczy - najlepiej polecieć do Birmingham lub na londyńskie Heathrow (albo Luton) i złapać pociąg do Nottingham. Rozkład pociągów znajdzie się na stronie www.thetrainline.com około trzy miesiące przed festiwalem.

HARD ROCK SERVICE: Teraz obejrzyjmy się za siebie - trochę Firefestowej historii! Kiedy rozpoczęliście realizację tego przedsięwzięcia i gdzie miało ono swoje korzenie?

BRUCE MEE: Musimy się nieźle cofnąć wstecz - do 1993 roku, kiedy to odbyła się pierwsza edycja Gods of AOR. Ten show stworzyłem we współpracy z Markiem Ashtonem - założyliśmy również wspólnie wytwórnię płytową Now & Then, by dać możliwość działania zespołom i artystom z kręgu melodyjnego rocka. Podczas pierwszego festiwalu w 1993 roku wystąpili Jeff Paris, Mark Free, Paul Laine, Gary Hughes (jeszcze zanim sformował on grupę Ten), Shotgun Symphony i Jaime Kyle. Coroczne edycje Gods odbywały się aż do 2002 roku, kiedy Now & Then przestało istnieć. W 2005 roku mój kolega po fachu z magazynu Fireworks, Kieran Dargan, zaproponował mi kontynuację tradycji festiwali Gods... ale ze względu na nieporozumienia z moim byłym wspólnikiem w Now & Then Records, zmieniliśmy nazwę festiwalu na Firefest (czyli skrót od Fireworks Festival). Tym razem nie przywiązywaliśmy się do jednej wytwórni - w przypadku Gods byliśmy ograniczeni tylko do Frontiers/Now & Then; teraz ja i Kieran możemy omawiać różne warianty i wybierać zespoły, które chcemy.

HARD ROCK SERVICE: Wszyscy, którzy rok po roku odwiedzają Firefest, zawdzięczają tę przyjemność wysiłkowi niesamowitej ekipy, która zajmuje się organizacją festiwalu. Przedstaw nam zatem załogę Firefest.

BRUCE MEE: Uff... najłatwiej byłoby chyba wrzucić tu "listę płac" z ostatniej strony oficjalnego programu imprezy (śmiech) Oczywiście, naprawdę MNÓSTWO ludzi angażuje się, by wszystko szło tak gładko. Głównymi organizatorami jesteśmy ja i Kieran Dargan - obaj decydujemy o składzie występujących, układamy się z zespołami i podejmujemy wszystkie ważne decyzje. Tony Marshall to nasz menadżer, który dba o to, by trzymać się planu i współpracuje z zespołami w kwestii sprzętu. Phil Ashcroft jest naszym przedstawicielem prasowym; zajmuje się również kontrolą wejściówek. Jego żona, Sue Ashcroft, zajmuje się rezerwacją pokoi hotelowych; jest także jedną z naszych oficjalnych fotografek. Bunt to nasz główny kierowca, dowodzi ekipą odpowiedzialną za transport zespołów w tę i z powrotem. Żona Tony'ego, Amber, zawiaduje sprzedażą przedmiotów powiązanych z festiwalem - w czym zresztą pomagają jej córki Kierana. Mamy również szczęście posiadać wielu entuzjastycznie nastawionych do nas przyjaciół, którzy pomagają nam w każdy możliwy sposób - sprzedawanie programów, magazynów, przenoszenie sprzętu za kulisy... To naprawdę ogromne wyzwanie - tyle rzeczy do zrobienia, by mieć pewność, że we właściwym dniu wszystko dobrze pójdzie.

HARD ROCK SERVICE: Niezłym wyzwaniem wydaje się też być zebranie tak wielu hard rockowych gigantów w jednym miejscu i jednym czasie. Czy załoga Firefest doświadcza problemów z aranżowaniem składów na kolejne edycje festiwalu?

BRUCE MEE: To nie takie trudne, jak się wydaje. W tej chwili osiągnęliśmy już pewien status - jesteśmy znani na całym świecie - a zatem wiele zespołów prosi nas o szansę zagrania na festiwalu. Problemy zaczynają się, gdy wtrącają się agenci, nie można czegoś załatwić na czas, albo kiedy stajemy w miejscu z robotą. Innym problemem jest fakt, że niektórym artystom trudno zobowiązać się do zagrania koncertu tak daleko. Ale i tak zawsze dostajemy to, czego chcemy (śmiech)

HARD ROCK SERVICE: W dzisiejszych czasach istnieje bardzo pozytywne zjawisko - nostalgia względem lat '80... zespoły ponownie łączące siły, powracające na scenę, nagrywające albumy w klasycznym stylu/składzie... Jako że Firefest jest celebracją wszystkiego, co w melodic hard rocku nosi metkę "klasyczne" - czy zdarzyło się Wam spowodować reunion zespołu, który nigdy nie powróciłby na deski estrady, gdyby nie Wasza oferta zagrania na festiwalu?

BRUCE MEE: O mój Boże, od czego by tu zacząć... Właściwie to jeden z głównych powodów organizowania Firefest - by przywrócić na sceny zespoły, które dawno temu się rozpadły, i by zachęcić ich do nagrywania czegoś nowego. Zespoły, które powróciły specjalnie dlatego, by wystąpić na Firefest (i albo już nagrały coś nowego, albo zamierzają to zrobić) to choćby FM, Valentine, Romeo's Daughter, Tyketto, Kane Roberts, Jeff Paris, White Sister... a o kilku na pewno w tej chwili zapomniałem...

HARD ROCK SERVICE: Który ze składów Firefest nazwałbyś swoim ulubionym?

BRUCE MEE: Każdy skład ma swoje muzyczne smaczki - ale sądzę, że dotychczasnajmilszym zaskoczeniem okazał się Firefest 3... Każdy poproszony o występ zespół wyraził zgodę, więc jedyny problem powstał z wypracowaniem właściwej kolejności. Wiesz, że masz do dyspozycji silny skład, jeśli Treat znajduje się na pokładzie! Po Treat wystąpili Wig Wam, Fair Warning, Bonfire, Gotthard i Winger. Był to cudowny skład i jedna z najbardziej udanych edycji festiwalu.

HARD ROCK SERVICE: Co nazwałbyś największym sukcesem, jeśli chodzi o organizację festiwalu?

BRUCE MEE: Sądzę, że ten największy sukces to tak naprawdę ilość fanów, która przyjeżdża na koncerty spoza Wielkiej Brytanii. Powiedziałbym, że minimum jedna trzecia publiczności to publiczność zagraniczna - co samo w sobie jest niesamowite. Ale to właśnie udowadnia, jak dobrą markę wyrobiliśmy sobie na całym świecie przez te lata. I oczywiście, wyniki sprzedaży biletów na tegoroczna odsłonę festiwalu są kolejnym dowodem na to, że udaje nam się to, co robimy.

HARD ROCK SERVICE: Jedną rzeczą jest wspomniana tu nostalgia względem lat '80, drugą - współczesna rzeczywistość... Lata '80 dawno minęły i melodic hard rock - stworzony po to, by rozkołysać stadiony - teraz rozwija się raczej w podziemiu. Jak generalnie, w świetle tej sytuacji, wygląda przyjęcie Firefestu przez publiczność?

BRUCE MEE: W miarę jak marka festiwalu staje się bardziej znana - samo przedsięwzięcie również zatacza szersze kręgi i staje się coraz lepsze. Do dzisiejszego dnia jedynym show, które wyprzedało się co do ostatniego biletu, jest Firefest 4, kiedy to gościliśmy zreformowane FM. Ale w tym roku możemy poszczycić się najszybszą i najsprawniejszą sprzedażą biletów w historii. Dostajemy również wiele pozytywnych sygnałów od zespołów, które grają na naszym festiwalu - wygląda na to, że wszyscy są usatysfakcjonowani tym przedsięwzięciem. Jimi Jamison był w zeszłym roku wręcz zachwycony, a wszystkie entuzjastyczne recenzje z europejskich portali internetowych i magazynów muzycznych zdecydowanie zwiększyły jego estymę w Europie... umożliwiło mu to do zagrania wielu koncertów tam, gdzie w innym wypadku byłoby to niemożliwe. Wydaje się więc, że rok po roku my i nasze przedsięwzięcie wyrabiamy sobie coraz lepszą opinię, zarówno pomiędzy fanami, jak i artystami.

HARD ROCK SERVICE: Jak opisałbyś swój wymarzony skład na przyszłe odsłony festiwalu?

BRUCE MEE: Ahhhh... odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudna. Już w przeszłości, w 2008 roku, była możliwość, że ówczesny Firefest 5 będzie ostatnim - lista zespołów, która mogła u nas zagrać, niebezpiecznie się kończyła, a ludzie już zaczynali narzekać na drugoroczne powtórki (takie jak Tyketto czy Firehouse). Firefest ma ograniczone możliwości... nie posiadamy środków, by zagrały u nas zespoły takie jak Journey. Nie możemy również, z czysto technicznych i organizacyjnych powodów, ruszyć w plener z naszym przedsięwzięciem... zresztą, i ze względów finansowych byłoby to zbyt ryzykowne. Festiwal High Voltage, debiutując w zeszłym roku, stracił ponad milion funtów w ogólnym rozrachunku... a był tworzony i promowany przez najważniejszy i największy magazyn rockowy w Wielkiej Brytanii [Classic Rock - przyp. red]. Musimy zatem zadwać sobie sprawę z naszych limitów i pracować w ramach posiadanego budżetu. Chciałbym, by wszyscy to wreszcie zrozumieli - i przestali naciskać na wzbogacenie składów o absurdalne swoim formatem gwiazdy główne (śmiech)

HARD ROCK SERVICE: Nie zapominajmy jednak, że Bruce Mee nie jest tylko jednym z członków załogi organizującej Firefest. Jesteś również założycielem i redaktorem magazynu Fireworks - traktującego o muzyce rockowej magazynu (poświęconego tym gatunkom muzyki, którymi i my zajmujemy się w redakcji Hard Rock Service). Skąd idea takiej działalności?

BRUCE MEE: Cóż, w 1987 roku dołączyłem do Marka Ashtona i wspólnie - od czwartego wydania - prowadziliśmy fanzine Boulevard. To doprowadziło w konsekwencji do powstania Now & Then Records... Boulevard został zawieszony około 1994 roku, co pozwoliło nam obu skupić się na działalności naszej wytwórni płytowej. Projektant grafiki Sebastian Kozak (odpowiedzialny za projekt okładek Crown of Thorns, Ten etc.) był w 1999 roku zaangażowany w tworzenie innego fanzine'u, ale nienajlepiej układały mu się relacje z redaktorem naczelnym... Zamiast dać sobie spokój, wspólnie uradziliśmy, że najlepiej będzie stworzyć zupełnie nowy magazyn - i to porządnie. Seb wyszedł z propozycją tytułu - po nazwanym już tak albumie Bonfire - a ideą przedsięwzięcia było promowanie muzyki, którą obaj kochamy. Seb po pewnym czasie wycofał się z projektu, obecnie na pokładzie jego miejsce zajął James Gaden. Tak więc magazyn Fireworks to dla mnie właściwie zatoczenie pełnego koła - od tworzenia Boulevard, przez firmę płytową, do powrotu do dziennikarstwa muzycznego.

HARD ROCK SERVICE: Dla tych, którzy nie słyszeli jeszcze o Fireworks - co jako czytelnicy możemy tam znaleźć?

BRUCE MEE: Jeśli jesteś fanem melodic hard rocka - ten magazyn to pozycja obowiązkowa dla Ciebie. Mamy niesamowicie szczegółową sekcję recenzji, bardzo dogłębne wywiady... a do większości wydań dołączamy darmową płytę CD, będącą przeglądem tego, co aktualnie najlepsze w melodic rocku. Ale nie wierzcie mi tylko na słowo - wejdźcie na www.rocktopia.net i kliknijcie na sekcję Fireworks. Znajduje się tam kopia online, którą każdy z Was może przeczytać - pełna i darmowa.

Bruce Mee HARD ROCK SERVICE: Teraz odrobinę branżowe pytanie - jak oceniłbyś stan dziennikarstwa muzycznego w Wielkiej Brytanii?

BRUCE MEE: Jest, jak jest. Magazyny takie jak Fireworks i Powerplay są właściwie - bądźmy szczerzy - wysokiej klasy fanzine'ami... tworzonymi przez fanów dla fanów. Oczywiście, sporo z tego, co piszemy, jest bardzo wartościowe - ale nie jesteśmy dziennikarzami na pełen etat i nie mamy takich koneksji, jak potężne magazyny... jak choćby Classic Rock. Oczywiście, wciąż kupuję Classic Rocka i dziennikarski kunszt jest tam najwyższych lotów... ale ludzie stamtąd mają tendencję do nadmiernego, jak na mój gust, skupiania się na latach '70... I tak, zdarzają im się również przedruki starych artykułów. Powiedziałbym jednak, że dziennikarstwo muzyczne w Wielkiej Brytanii nie obniżyło drastycznie lotów i jest takie, jakie zawsze było.

HARD ROCK SERVICE: Przejdźmy teraz do tematu wytwórni płytowej, której byłeś współzałożycielem - Now & Then. Jakie były okoliczności jej powstania i kim byli inni ludzie zaangażowani w to przedsięwzięcie?

BRUCE MEE: W tamtych czasach otrzymywaliśmy wiele demówek do recenzji - niektóre naprawdę rewelacyjnej jakości. Mniej więcej w 1992 roku scena melodic rocka bardzo się zacieśniła i zespoły nie miały już możliwości zawierania kontraktów. Pomyśleliśmy, że dobrym pomysłem byłoby dorzucać do magazynów co lepsze nagrania z otrzymywanych przez nas - powiedzmy, w ilości 1000 egzemplarzy. Zaczęliśmy z młodym wokalistą i songwriterem z Manchester, Garym Hughesem. Start okazał się sukcesem, i po późniejszych wydaniach takich artystów jak Mark Free, James Christian czy Shotgun Symphony, zdecydowaliśmy się bardziej skoncentrować na działalności w ramach wytwórni płytowej. Na samym początku Mark Ashton, ja, Peter Sims i Brian Brandes Brinkerhoff (który był wówczas menadżerem Boba Halligana Jr-a oraz znajomym Marka) włożyliśmy każdy po tysiąc funtów w rozkręcenie firmy... Brian szybko zaangażował się w swoje sprawy w Hollywood i nasze pozostawił swojemu biegowi. Mark pracował podówczas dla swojego ojca, i właściwie prowadził firmę z jego zakładu. Ja i Peter Sims pracowaliśmy na pełen etat gdzie indziej - więc na tym wczesnym etapie on zajmował się codzienną rutyną, a my z Petem pełniliśmy funkcje ludzi od A&R, szukając potencjalnych klientów.

HARD ROCK SERVICE: Z jakich albumów wydanych pod szyldem Now & Then jesteś szczególnie dumny?

BRUCE MEE: Jest ich bardzo wiele... Oczywiście debiutanckie solowe płyty Marka Free i Jamesa Christiana. Pierwszy album Crown of Thorns. Red Dawn. Wszystkie albumy Ten i solowe płyty Boba Catleya. Debiutancki solowy album Hugo. Lucky This Time Jeffa Parisa. Back From Hollywood Jaimego Kyle'a. I czy można by zapomnieć o albumie Harem Scarem Weight Of The World? Naprawdę, oglądając się za siebie - przez dekadę działania wytwórni udało nam się wydać sporo cudownych albumów.

HARD ROCK SERVICE: W 1998 roku Now & Then zostało firmą produkcyjną działającą w ramach Frontiers Records. Jak potoczyły się dalsze losy firmy?

BRUCE MEE: Now & Then przestała istnieć w 2004 roku. To naprawdę dłuuuuuuuuga historia...

HARD ROCK SERVICE: Dziękuję Ci za wywiad, to była ogromna przyjemność! Na koniec, chcę Cię jeszcze poprosić o słówko lub dwa dla czytelników Hard Rock Service.

BRUCE MEE: Dziękuję Wam za poświęcenie czasu kwestiom Firefest i magazynu Fireworks... Wejdźcie na www.rocktopia.net, by dowiedzieć się więcej o obu tych przedsięwzięciach, i godnie reprezentujcie AOR i melodic rocka!

Strona Rocktopia: www.rocktopia.net
Strona Firefest: www.thefirefest.com

Twisted
14.02.2011

(Wszystkie fotografie pochodzą z oficjalnej strony artysty i zostały użyte za jego pozwoleniem)

English version / wersja angielska