|
Specjalne dodatki na DVD: Over 1 Hour of Deleted Scenes and Outtakes; Audio Commentary by the Members of Spinal Tap; Catching Up With Marty DiBergi Featurette; Flower People Press Conference; 4 Classic Spinal Tap Music Videos ( "Gimme Some Money", "(Listed to the) Flower People", "Hell Hole", "Big Bottom"); Spinal Tap Appearance on The Joe Franklin Show; Spinal Tap sells cheese and a variety of other exciting products; "Stonehenge" Performance at the 2007 Live Earth Concert; National Geographic Stonehenge Interview with Nigel Tufnel.
Nakręcony przy użyciu niskiego budżetu film This Is Spinal Tap to komedia muzyczna, stylizowana na fikcyjny dokument, prezentująca amerykańską trasę koncertową nieistniejącego w rzeczywistości angielskiego zespołu Spinal Tap. Mimo swego żartobliwego i mało prawdopodbnego klimatu dzieło było brane przez wielu widzów za historię autentyczną, ludzie zastanawiali się, dlaczego akurat reżyser wybrał do tego celu grupę tak mało znaną... Premiera kinowa nie zrobiła furory, popularność filmowi przyniosła dopiero jego edycja na kasetach wideo, wtedy to ten fałszywy dokument dorobił się statusu produkcji kultowej. Warto dodać, że w filmie pojawiło się też kilka osobistości powiązanych ze światem muzyki hard rockowej, jak np. Paul Shortino (wokalista Rough Cutt i Quiet Riot czy Blackie Lawless (gardłowy W.A.S.P.).
W arkana filmu wprowadza nas reżyser Marty Di Bergi (Rob Reiner), którego de facto gra prawdziwy reżyser. Tak, to trochę skomplikowane, ale dodaje to uroku temu pseudodokumentowi. Di Bergi opowiada historię grupy, wspomina, że teraz Spinal Tap to już legenda mająca na swoim koncie 15 albumów i wyznaje, że postanowił nakręcić dokument jej poświęcony z okazji trasy koncertowej po Ameryce. Trasa ma promować nowy krążek grupy o tytule Smell The Glove i tu zaczynają się różnego rodzaju kłopoty zespołu, dowiadujemy się też o problemach z przeszłości. Na początku "rockumentu" możemy poznać bieżący skład kapeli, czyli Davida St. Hubbinsa (Michael McKean) w roli wokalisty i gitarzysty, Nigela Tuffnela (Christopher Guest) jako gitarzystę prowadzącego, basistę Dereka Smallsa (Harry Shearer), klawiszowca Viva Savage (David Kaff) i perkusistę Micka Shrimptona (R.J. Parnell), chociaż akurat pozycja bębniarza, jak się potem okaże, zawsze była w zespole ruchoma ;). Tak więc muzycy już są w Stanach, już mają promować swój nowy album, ale wszystko idzie nie tak, jak powinno, menadżer grupy - Ian Faith (Tony Hendra) dwoi się i troi, by wszystko wyprostować. Punktem kulminacyjnym staje się przybycie Jeanine Pettibone (June Chadwick), dziewczyny St. Hubbinsa, co doprowadza w końcu do rezygnacji Iana z roli menadżera i odejścia z grupy gitarzysty prowadzącego... Ciężko jest zachęcić do obejrzenia filmu tych, którzy go jeszcze nie widzieli, jeśli nie zdradzi się kilku szczegółów odnośnie fabuły. Trzymając się kolejności według pojawiania się scen na planie trzeba wspomnieć, że na początku dzieła mamy nabijanie się z kariey kapel, które zaczynały jeszcze w latach '60. Spinal Tap zanim jeszcze zdobył tytuł "najgłośniejszej, brytyjskiej kapeli heavy metalowej" grał różne style muzyczne i kilkakrotnie zmieniał nazwę. Czyż to nie kojarzy się z losami takich legendarnych grup jak np. Led Zeppelin (początkami sięgającego przecież The Yardbirds), Deep Purple (zmienili nazwę z Roundabout, a we wczesnym stadium kariery inspirowali się dokonaniami The Beatles) czy Uriah Heep (startowali pod koniec lat '60 jako Spice). Jak już wspomniałem, zespół nie miał szczęścia do perkusistów - pierwszy zginął w dziwnym wypadku w ogrodzie, a lokalne władze wolały tej zagadkowej śmierci nie wyjaśniać, drugi udusił się żygowinami (ale nie własnymi), z wyjaśnieniem przyczyn tej z kolei śmierci spory problem miał Scotland Yard, kolejny perkusista wybuchnie w czasie koncertu... Trasa po Stanach nie idzie chłopakom najlepiej, kiedyś zapełniali wielkie hale, teraz publiczność stała się conajmniej dziesięciokrotnie mniej liczna, a część koncertów trzeba było odwołać ze względu na słabą sprzedaż biletów. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest okładka do płyty Smell The Glove ("Wąchaj rekawicę"), która nie spodobała się wytwórni i promotorom. Nazwa wytwórni, Polymer, też zresztą kojarzy się z pewną istniejącą w rzeczywistości dużą kompanią wydawniczą. A co jest nie tak z okładką? Jest seksistowska, prezentuje namaszczoną oliwą gołą kobietę, z obrożą na szyi i prowadzoną na smyczy, której do twarzy przystawia się czarną rekawicę, ponadto kapeli zarzuca się, że jej publiczność to tylko młodzi mężczyźni rasy białej. Krytyka czuje się też zażenowana wiezrunkiem scenicznym muzyków, salami wkładana do obcisłych spodni dla uwydatnienia "męskość" nie jest odbierana w kategorii żartu i staje się solą w oku krytykujących. Koniec końców bez wiedzy grupy okładkę zmieniono na całą czarną (AC/DC i Metallica odniosą niezły sukces komercyjny dzięki takiemu zabiegowi). Często w związku ze skandalem odnośnie obwoluty albumu wspomina się podobną historię, jaka przydarzyła się ekipie Whitesnake i jej płycie Love Hunter z 1978 r., ale przecież takich wydarzeń było znacznie więcej w całych latach '70 i '80, później sytuacja w tym względzie zrobiła się bardziej liberalna. Ciekawych sytuacji jest w filmie znacznie więcej. Jako "najgłośniejsza brytyjska kapela" zespół musi mieć chociażby specjalny sprzęt nagłaśniający. No i ma specjalne Marshalle z potencjometrem głośności w skali do 11. Tuffnel daje się poznać jako utalentowany kompozytor muzyki poważnej, prezentuje swój nadzwyczaj udany utwór o kontrastującym z treścią tytule "Lick My Love Pump". Spinal Tap miewa także problemy ze scenografią, basista nie może wydostać się ze specjalnego kokonu w czasie występu, Innym razem scenografia oparta na wizji Stonehenge w wyniku nieporozumienia wywołuje efekt przeciwny do zamierzonego. Istotnym momentem jest też ten, kiedy Jeanine wymyśla nowy wizerunek sceniczny dla członków zespołu - według jej koncepcji muzycy mają malować sobie twarze na wzór znaków zodiaku. Jeden z projektów jakoś dziwnie przypomina makijaż Paula Stanleya z KISS... Nazwę grupy zdobią dwie kropeczki nad "N", co z kolei nieodparcie kojarzy się z takimi legendami hard rocka jak Motörhead czy Mötley Crüe... Dobrą zabawę gwarantuje ponadto całkiem przywoity dobór podkładów muzycznych, niby to grupa gra heavy metal, a słychać w tym wszystkim starego, dobrego hard rocka. Teksty utworów są charakterystyczne dla tej epoki, mamy tu wiele aluzji do seksu, zresztą jest to przy okazji satyra na niezbyt wyszukane, choć sugestywne liryki. Nie bez znaczenia są liczne cytaty, które niemal jak te z grupy Monty Pythona można zapodawać przy niejednej okazji. Jeden z moich ulubionych to: - No więc... odwołali nas tutaj.
- W hotelu?
- Nie, odwołali koncert.
Spora popularność filmu spowodowała, że przedstawiony w nim fikcyjny zespół urealnił się i "powrócił" na scenę. Efektem tego było wydanie w 1992 r. albumu Break Like The Wind, występ muzyków na koncercie Live Earth w 2007 r. i kolejna powrotna płyta o tytule Back From The Dead z 2009 r., której wydanie zbiegło się z rocznicą dwudziestopięciolecia ukazania się filmu This Is Spinal Tap. W ciągu ostatnich 30 lat nakręcono kilka filmów obrazujących kręgi rockowo-metalowe, ale chyba żaden z nich nie stał się tak kultowy jak ten. To niesamowite, że po tych 25 latach wciąż wielu widzów pamięta o nim i że wciąż znajdują się chętni, by go oglądać. Produkcja ponadczasowa i jeśli jeszcze, Drogi Czytelniku, jej nie znasz, to zapoznaj się z nią koniecznie.
Oficjalna strona zespołu Spinal Tap: www.spinaltap.com
Guitarrizer lipiec 2009
|