Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

Shock'em Dead [1991]
Wydawca: Academy Entertainment / Image Entertainment

Reżyseria:Mark Freed

Produkcja: Eric Louzil

Scenariusz: Andrew Cross, Mark Freed i Dave Tedder

Muzyka: Robert Decker

Obsada:
Traci Lords (jako Lindsay Roberts), Troy Donahue (jako szef wytwórni),
Aldo Ray (jako Tony), Stephen Quadros (jako Angel Martin), Tim Moffett (jako Greg),
Markus Grupa (jako Jonny), Karen Russell (jako Michelle), Gina Parks (jako Marilyn),
Laurel Wiley (jako Monique), Tyger Sodipe (jako kapłanka Voodoo),
Christopher Maleki (jako Dustin), David Homb (jako Izzy) i inni

Shock'em Dead

Wśród produkcji filmowych początku lat '90 znaleźć można kilka perełek odnoszących się do hair metalowych czasów. Nie chodzi mi tu o filmy, gdzie w soundtracku znalazło się kilka ścieżek znanych wówczas wykonawców ze sceny hard rocka, a o filmy, gdzie niejako muzyka ta jest jednym z głównych bohaterów. Do takich filmów należy niewątpliwie Shock' em Dead (gdzieniegdzie dystrybuowany też jako Rock'em Dead), niskobudżetowa produkcja z gatunku komedio-horror. Dla podkręcenia oglądalności, a i zapewne sprzedaży, w obsadzie znalazła się znana aktorka filmów porno - Traci Lords, sławna chociażby ze skandalu związanego z jej wiekiem (występowała w produkcjach dla dorosłych nie mając ukończonych nawet 18 lat), tutaj dla odmiany możemy zobaczyć ją ubraną, co może rozczarować fanów "aktorki". Jak już wspomniałem, budżet przeznaczony na nakręcenie filmu był niski, choć i tak podobno większy niż na inne filmy klasy B, nie można więc spodziewać się dzieła sztuki. Gra aktorska nie powala, fabuła filmu jest prosta i przewidywalna, natomiast - co dla nas najważniejsze - nie zabrakło dobrej muzyki spod znaku melodyjnego hard rocka.

Przeczytawszy gdzieś wiele lat temu recenzję postanowiłem koniecznie zapoznać się z tą produkcją, jednak znikąd nie mogłem jej zdobyć. Nikt tego nie miał, pozycja była nieosiągalna we wszystkich lokalnych wypożyczalniach kaset video, zdeterminowany jednak zdołałem obejrzeć to na niemieckiej stacji RTL, oczywiście po niemiecku, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Martin Paxton (w tej roli Stephen Quadros, de facto na co dzień specjalista od wschodnich sztuk walki) pracuje w pizzerii i uchodzi za nieudacznika. Wygląda jak typowy kujon, dziewczyny nie zwracają na niego uwagi, ma głupiego szefa (nadzwyczaj częsty żciowy scenariusz), marzy się mu kariera gwiazdy rocka. W tym ostatnim marzeniu umacnia go jeszcze niespełniona miłość do Lindsay Roberts (właśnie tę niewiastę gra wspomniana Traci Lords), menadżerki lokalnego zespołu hair metalowego o nazwie Spastique Kolon. Przypadkiem zespołem interesuje się wytwórnia płytowa, a kapela nie może znaleźć odpowiedniego gitarzysty, Martin dowiaduje się o przesłuchaniach i widzi w tym szansę na zaimponowanie dziewczynie swoich marzeń. Jego występ okazuje się totalną klapą, dobitnie skrytykowany bohater załamany spotyka jednak na swej drodze kapłankę VooDoo, która obiecuje mu pomoc... w zamian za jego duszę. Co następuje dalej, nie trudno się domyślić. Podczas ceremonii voodoo martin zostaje zabity sztyletem, ale odradza się pod inna postacią. Gdzieś w zakątkach piekielnych Martin widzi dość nietypowego diabła (granego przez Michael Angelo Batio, podobno), grającego na podwójnej gitarze wymyślne solówki i otoczonego dwiema niewiastami tulącymi się do jego odzianych w skórzane spodnie nóg (ach, cóż za gorąca scena!). Nowy adept gitarowej sztuki w najprostszy z możliwych sposóbów uczy się grać na wiosełku - dotyka gitary i zostaje porażony prądem. Przybiera postać zmarłego gwiazdora rocka, budzi się w willi otoczony trzema pięknymi grouppies, gotowymi zrobić dla niego wszystko, wkoło pełno markowych gitar. Przybrawszy ironiczny pseudonim już jako Angel Martin wyrusza ponownie na przesłuchanie grupy, gdzie wycinając niebanalne sola i ucząc się w locie repertuaru kapeli, ba, nawet przedstawiając własne pomysły na ulepszenie kawałków, robi piorunujące wrażenie na wszystkich. Biznesowo tylko, bowiem pod względem związków uczuciowych Lindsay nadal związana jest z basistą zespołu, Gregiem. Już następnego wieczora grupa daje koncert przed publicznością, wśrod której obecni są też przedstawiciele wytwórni płytowej. Popisy Angela podobają sie publice i szychom z wytwórni, zwłaszcza że podczas występu Angel dosłownie wyrzuca dotychczasowego wyglądającego "gorzej-niż-gej" wokalistę i zajmuje jego miejsce. Wkrótce grupa podpisze kontrakt, jednak podczas koncertu okazuje się, że gitarzysta nie jest już człowiekiem, stał sie jakby ghoulem-wampirem, który by żyć dalej i nie stracić swych umiejętności musi co jakiś czas kogoś zabić i żywić się jego energią... Tyle opisu fabuły, film po prostu trzeba obejrzeć, ale niekoniecznie dla samej akcji. Przede wszystkim pokazuje on brutalne reguły rządzące światkiem muzycznym, nie tylko ówczesnym, ale pewnie i współczesnym. Zmiany składu grupy to rzecz normalna, kiedy chce się ubiegać o kontrakt płytowy. Wartość artystyczna muzyki sprowadzona jest na dalszy plan, liczy się tylko to, czy zespół gra muzyke modną i ile na tym można zarobić. Nie bójmy się jednak, że soundtrack będzie tutaj beznadziejny, wręcz przeciwnie, muzyka bardzo przednia, stylistycznie idealnie dobrana do czasów, gdy gitarzyści byli jeszcze pełnosprawni ;). Na uwagę zasługują wspaniałe solówki, które w rzeczywistości zagrał Michael Angelo, gitarzysta znany zespołu Nitro i z działalności solowej. Pojawił się nie tylko w roli diabła "wymiatacza", ale też jego ręce podłożono pod pozostałe partie solowe, dzięki czemu całość wypadła realistycznie, zatem pozycja obowiązkowa dla wszystkich hard rockowych gitarzystów i nie tylko. Na filmie można zobaczyć Michaela z podwójną gitarą firmy BC Rich, chociaż w rzeczywistości użyto gitar firmy Dean. Zaciekawionych odsłyłam na YouTube.com, gdzie znajduje się kilka klipów z Angelo w akcji, w tym rownież fragmenty zaczerpnięte z opisywanego filmu. Sceny z przesłuchań do kapeli przypominają mi moje pierwsze próby dostania się do zespołu, które miały miejsce w mniej więcej podobnym czasie. Do jednej z grup nie dostałem się, bo nie byłem blondynem, do innej też nie, bo miałem wątpliwą przyjemność grania wtedy na gitarze pożyczonej od lokalnego grungersa (gryf był wyprofilowany jak jakiś trzon od budowlanej łopaty), dodam, że przyjęli tam ostatecznie tego grungersa. Teraz się z tego wszystkiego śmieję, ale wtedy kto wie, co bym zrobił, gdybym spotkał kapłankę VooDoo ;). Wracając do muzyki, nie wiem, czy wyszedł jakiś oficjalny soundtrack do filmu, jeśli tak, to z pewnością warto go mieć, podczas różnych scen przewijało się multum doskonałych dźwięków (scena nauczania gitarowego rzemiosła, całe przesłuchanie, występ przed publicznością i prezentacja utworu I'm A Virgin Girl, muzyka przy końcowych napisach itp.). Tak samo nic mi nie wiadomo, czy pozycja dostępna jest już na DVD (na pewno istnieje wydanie niemieckie), więc pozostaje chyba tylko odszukać ją gdzieś na starej taśmie VHS (w Polsce film dostępny był pod tytułem "Szatański Pakt").

Nie jest to arcydzieło światowego kina, film nie zebrał też Oskarów, nawet nie jest znany szerszemu gronu odbiorców, ale w kręgach hair metalowych jest to jedna z pozycji kultowych. Polecam go przede wszystkim ze względu na zawartość muzyczną oraz by zorientowac się, jak mniej więcej działa branża muzyczna. Do tego jest to całkiem miły filmik do obejrzenia w sobotni wieczór. Dla miłośników melodyjnego hard rocka rzecz jeśli nie obowiązkowa, to przynajmniej bardzo wskazana.

Brak oficjalnej strony filmu

Guitarrizer
styczeń 2008

Okładki z innych wydań:

Shock'em Dead Shock'em Dead